Nowy numer 22/2020 Archiwum

Słowo boli, ale wyzwala

– Jeżeli nie wypieramy tego, co się stało, wiemy, z czym powinniśmy się mierzyć, żeby iść dalej – przekonuje ks. Artur Chłopek, duszpasterz pokrzywdzonych z powodu wykorzystania seksualnego małoletnich.

Magdalena Dobrzyniak: Jedna z osób wykorzystanych przez kapłana apelowała podczas pierwszego spotkania modlitewnego za zranionych w Kościele: „Nie zapominajcie o nas”. W jaki sposób archidiecezja odpowiada na to wołanie?

ks. Artur Chłopek: Jako duszpaserz spotykam się z pokrzywdzonymi i ich bliskimi, jeśli sobie tego życzą. Szukamy sposobu dotarcia do osób, które żyją w parafiach, a z ciężarem wykorzystania seksualnego w dzieciństwie lub młodości muszą mierzyć się same. Do parafii zostały rozesłane materiały informacyjne o tym, do kogo zgłaszać fakt wykorzystania i jakie instytucje służą wsparciem w takich sytuacjach. Do materiałów dołączony jest List do księży proboszczów. Trzeba pamiętać o tym, na co często zwraca uwagę o. Adam Żak, że podstawową pomocą pokrzywdzonym jest zmiana sposobu myślenia osób tworzących wspólnotę Kościoła. Potrzeba otwartości na to, że osoby skrzywdzone wykorzystaniem seksualnym żyją wśród nas. To dotyczy nie tylko kurii czy diecezji w ogólności, ale konkretnych wspólnot i parafii, bo także tam osoby wykorzystane powinny znaleźć wsparcie.

Znajdują?

Z bardzo różnych stron, od osób świeckich i księży, docierają głosy, że wielu rozumie skrzywdzonych, ale duża część nie potrafi się pogodzić z tym, co słyszą. Argumentują, że dziś nagle wszyscy zaczynają mówić, że to atak na Kościół. Gdybym miał się pokusić o jakąś statystykę, to te reakcje rozkładają się mniej więcej pół na pół. Mówimy cały czas o ludziach wierzących. Te podziały są realne. Takie postawy rodzą się z wielu nienazwanych lęków, z takiego, a nie innego wychowania, postrzegania Kościoła, Boga, osoby księdza. Tych, którzy mają te trudności i nie potrafią sobie z nimi poradzić, też trzeba wysłuchać i zrozumieć.

Różne reakcje na oskarżenia sformułowane wobec bp. Jana Szkodonia wzięły się z szoku, bo dla wielu osób to ktoś ważny, autorytet, przewodnik. Ten obraz został zachwiany.

W tym konkretnym przypadku nie chcę wchodzić w oceny, bo postępowanie wyjaśniające prowadzone przez Stolicę Apostolską wciąż trwa. Natomiast w przypadku wielu sprawców jest tak, że są postrzegani jako dobrzy ludzie. Widzimy wiele dzieł, które zostały przez nich stworzone, inicjatywy duszpasterskie, pomoc niesioną potrzebującym. To są konkretne fakty, o których się pamięta. Jednocześnie ta sama osoba dopuszcza się czegoś naprawdę złego. Dysonans poznawczy jest wymagający, czujemy się źle i chcemy go jakoś rozwiązać.

To pokazuje, że sfera pokrzywdzenia w takich sytuacjach się rozszerza, bo dotyczy już nie tylko osoby wykorzystanej, choć przede wszystkim jej, ale również bliskich, środowiska czy wspólnoty.

Jednym z elementów tego cierpienia jest podział. Jeśli jest podział, to znaczy, że brakuje zgody, że jedni są przeciwko drugim i to trwa w parafiach czasem naprawdę wiele lat. Przychodzi kolejny ksiądz, jeden, drugi, trzeci, dobrze pracują, a temat wykorzystania, niewypowiedziany wprost, wciąż w ludziach tkwi. Brak zaufania niszczy całą wspólnotę. Ważna jest rola słowa, które uzdrawia i nazywa pewne rzeczy po imieniu. Tego nie należy się bać. To boli, ale jednocześnie oczyszcza. Jeżeli nie wypieramy tego, co się stało, wiemy, z czym powinniśmy się mierzyć, żeby iść dalej, żeby to nie przechodziło na kolejne pokolenia jako temat tabu. Słowo wyzwala nie tylko osoby pokrzywdzone, ale też ich najbliższych i wspólnoty.

Osoby pokrzywdzone, które zgłaszają się do Kościoła, oczekują wyłącznie sprawiedliwości? Ile z nich szuka też pomocy duszpasterza?

Nie potrafię podać danych liczbowych, ale doświadczenia innych krajów, powoli również Polski, pokazują, że dla wielu wierzących, właśnie dlatego, że zostali skrzywdzeni przez duchownego, ważne jest, by uzdrowienie dokonało się we wspólnocie Kościoła. Zależy im na tym, by nie zostały same, by ktoś o nich pamiętał.

Co dla Księdza w towarzyszeniu osobom pokrzywdzonym jest najtrudniejsze?

W spotkaniu z nimi chodzi o aktywne słuchanie, aby mówiły tyle, ile chcą i są gotowe powiedzieć. Bez oceniania, ze zrozumieniem. Jest dużo emocji, które się udzielają. Moim zadaniem jest poradzić sobie z tymi, które pojawiają się we mnie. Odczuwam złość, gniew na to, co się stało, czasem bezradność. Pewna terapeutka powiedziała mi, że bezradność i gniew z tym związany można przekuć w działania. Stąd podejmujemy różne inicjatywy.

Czego osoby pokrzywdzone mogą nas nauczyć przez swoją historię?

Niesamowite jest to, kiedy osoby skrzywdzone nadal są we wspólnocie Kościoła. Szukają więzi z Panem Bogiem, która została zniszczona. Ich świadectwo mocnej, żywej wiary wbrew trudnościom, wbrew przeszkodom, jest poruszające. Jak sami mówią, wiara prowadzi ich do uzdrowienia relacji z Bogiem i daje siłę do życia.

Daleka droga przed nami?

Pewnie tak. Opory tkwią w naszych głowach, w naszym sposobie myślenia, a zmiany w postawach nie dokonują się z dnia na dzień. To są procesy trwające nawet nie miesiące, ale całe lata. Droga więc daleka, ale mam nadzieję, że prowadzi nas wszystkich w dobrym kierunku. Jeszcze 10 lat temu rozmowa między nami nie byłaby możliwa. Nie było wtedy gotowości mówienia wprost w przestrzeni Kościoła, wśród osób wierzących o tym problemie.


magdalena.dobrzyniak@gosc.pl

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama