Nowy numer 42/2020 Archiwum

Modlę się za każdy poród

– Kobiety oczekujące dziecka często kupują mu najpiękniejszą wyprawkę, a zapominają o duchowej stronie przygotowań do jego narodzin. Chciałam to zmienić – mówi położna Beata Marzec.

Bardzo podobał się jej zwyczaj, który w parafii św. Jana Chrzciciela w Krakowie-Prądniku Czerwonym (na terenie której mieszka) wprowadził przed laty poprzedni proboszcz – nieżyjący już ks. Grzegorz Cekiera. W każdą pierwszą sobotę miesiąca na wieczorną Mszę św. zapraszane były rodziny, a szczególnie kobiety w ciąży oraz osoby, które podjęły duchową adopcję dziecka poczętego. Ciężarne otrzymywały specjalne błogosławieństwo. Tradycję kontynuuje ks. Jerzy Serwin, który objął parafię w lipcu 2011 roku. Pewnego dnia z niecodzienną propozycją przyszła do niego Beata Marzec.

Zaczynali od czterech par

– Moje doświadczenie jasno pokazuje, że bez pomocy Opatrzności nie ma szans na szczęśliwy poród. Modlę się więc zarówno za każdą moją pacjentkę, jak i za każdy poród, który przyjmuję, i dziękuję Bogu, gdy odbędzie się on szczęśliwie – przekonuje położna. O sile takiej modlitwy przekonała się wiele razy. Kiedyś na przykład jej pacjentka miała bardzo trudny poród, niełatwo było jej pomóc. Pani Beata wyszła na chwilę z sali. Modliła się, mówiąc: „Boże, błagam, zrób coś! Niech wydarzy się coś, żebyśmy mogli zrobić cięcie albo pomóż jej urodzić szybko własnymi siłami”. Po chwili wróciła na porodówkę i okazało się, że akcja nagle przyspieszyła. Po kwadransie dziecko było już na świecie.

– Chciałam dawać mamom okazję do zrozumienia, że trzeba się modlić o szczęśliwy poród, bo to dar od Boga. Nie jest tak, że wszystko nam się w życiu należy. Co więcej, zagubiliśmy się w komercyjnych przygotowaniach do porodu: kupowaniu ubranek, łóżeczka i stu innych drobiazgów. A przecież duchowość w tym czasie jest ogromnie ważna – tłumaczy. O pionierskim pomyśle utworzenia przy parafii szkoły rodzenia opowiedziała więc ks. Serwinowi, a ten, gdy przemyślał sprawę, postanowił, że jej patronem będzie beatyfikowany kilka miesięcy wcześniej Jan Paweł II. Pierwsza edycja Świętojańskiej Szkoły dla Rodziców trwała od 22 listopada do 22 grudnia 2011 roku.

– Zaczynaliśmy od czterech par i z każdą kolejną edycją chętnych przybywało. W ostatniej, jubileuszowej, pięćdziesiątej, która kończy się 22 lutego, wzięło udział aż 26 małżeństw, a w sumie, w ciągu tych ponad ośmiu lat dyplom ukończenia szkoły otrzymało aż 840 par. Co ważne, przychodzą do nas nie tylko parafianie, ale i mieszkańcy różnych innych części Krakowa oraz kobiety z domu samotnej matki prowadzonego przez siostry nazaretanki – cieszy się ks. J. Serwin i dodaje, że każdy kurs rozpoczyna (22. dnia co drugiego miesiąca) i kończy Msza św., którą odprawia. Pani Beata w szkole prowadzi m.in. zajęcia z przygotowania do porodu. Oprócz niej działają tam też dwie inne położne: Anna Mazurkiewicz-Kruk oraz Agnieszka Rerutko, które uczą m.in. pielęgnacji noworodka czy karmienia piersią.

Przyszywana mama

Beata Marzec położną została przypadkiem. – Raczej był w tym palec Boży – uśmiecha się. Chciała zostać pielęgniarką i pracować na chirurgii, ale gdy już miała wyjeżdżać do liceum medycznego, jej mama złamała nogę. Musiała zostać w domu. Gdy kończyła liceum, myśl o pielęgniarstwie wróciła, ale... z małym szczegółem. – Zapragnęłam uczestniczyć w cudzie narodzin, który fascynuje mnie do dziś – przyznaje.

Efekt jest taki, że dla pani Beaty bycie położną to misja i powołanie, a rodziny, którym pomaga, doceniają nie tylko jej profesjonalizm, ale także fakt, że zawsze potrafi doradzić – także w domowych sprawach, stając się „przyszywaną mamą”. Wszystkim mówi również, że w razie konieczności zawsze jest pod telefonem. A gdy ten dzwoni, bo np. z dzieckiem dzieje się coś złego, podpowiada, jak umie najlepiej, co można zrobić. Przekonała się o tym m.in. Renata Krupa, która wraz z mężem uczestniczyła w pierwszej edycji szkoły. Gdy ich syn pojawił się na świecie, pewnej nocy bardzo rozbolał go brzuszek.

– Po rozmowie z Beatą nie musiałam biec do lekarza – wspomina pani Renata, która niedawno urodziła czwarte dziecko. – Nasza położna daje nam poczucie bezpieczeństwa. Ma w sobie dużo luzu i humoru, ale też nie bagatelizuje spraw, które niepokoją rodziców. Szkołę, którą prowadzi, bardzo polecamy, zwłaszcza że panuje w niej ciepła, rodzinna atmosfera – mówi R. Krupa, a Beata Marzec dopowiada, że zawsze zachęca ojców, by uczestniczyli w zajęciach, a potem by pomagali żonie opiekować się maleństwem. Dzięki temu będą czuli, że są razem – od samego początku. Podkreśla również, że decyzja o udziale mężczyzny w porodzie powinna być dobrze przemyślana. I choć warto ją podjąć, to nie wolno tego robić na siłę. Więcej informacji o Świętojańskiej Szkole dla Rodziców można znaleźć na www.janchrzciciel.eu.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama