Nowy numer 42/2020 Archiwum

Weź się, chłopie, do roboty!

– Po latach życia w biedzie człowiek nie zdaje sobie sprawy, że można inaczej. Przyzwyczaja się. I nie ma znaczenia, że dach przecieka, że w ścianach są dziury, że chałupa chyli się ku ziemi... – przekonuje Rafał Basista, pracownik socjalny MOPS, który lubi malować szary świat na trzy kolory.

Wiedział, że 7-osobowa rodzina pani Basi pilnie potrzebuje pomocy. Na już. Choć tak naprawdę to na wczoraj, bo jeszcze chwila moment, a mogłoby dojść do tragedii. Gdy więc zadzwonił szef-sponsor i rzucił: „Panie Rafałku, może byśmy znowu zrobili coś dobrego?”, można było tylko zakasać rękawy.

– W tym domu znajdującym się w Pleszowie, na obrzeżach Nowej Huty, jedynym źródłem ogrzewania był stary piec. Wyburzyliśmy go, bo nie nadawał się już do użytku. Trzeba było też wymienić dach. Stary, przedwojenny, który wiosną 2019 r. nie wytrzymał solidnej ulewy i woda wszystko zalała. Teraz okazało się, że ciężkie cegłówki odpadały jedna po drugiej, jak kostki domina. Strach pomyśleć, co by było, gdyby w końcu spadły komuś na głowę – mówi R. Basista, a pani Basia cicho dodaje, że wcześniej nie wiedziała, gdzie szukać ratunku. Nie do końca wierzyła też, że dom uda się uratować.

– Patrząc, jak ściągają dach, który już nie stał, tylko leżał, myślałam, że za chwilę wszystko się złoży, niczym domek z kart – przyznaje.

Smród przerósł nawet mnie

Remont rozpoczął się na początku października i po 4 miesiącach intensywnych prac ruina przeszła potężną metamorfozę. Z szarych ścian zniknął grzyb, a w miejscu klepiska pojawiła się prawdziwa podłoga. Wypiękniały też kuchnia, łazienka, a pokój dziecięcy, dzięki pomocy Stowarzyszenia „Piękne Anioły”, nabrał takiego blasku, że synowie pani Basi nie muszą się już wstydzić zapraszać kolegów. – Mogę tylko z serca podziękować tym, którym to zawdzięczamy – wzrusza się pani Basia.

Rafał Basista zastrzega jednak, że sam niewiele by zrobił. Jest pomysłodawcą i mózgiem tego projektu, ale jego sercem jest szef-sponsor, czyli szlachetny przedsiębiorca z Krakowa, który zaraz na początku współpracy z Rafałem zapowiedział, że w medialnej przestrzeni chce pozostać całkowicie anonimowy. Ale po kolei. Zanim się poznali, Rafał od 2005 r. odnawiał mieszkania starszych, chorych i samotnych osób. Zainspirowała go historia pana Jana, który mieszkał w Podgórzu, w kamienicy przy ul. Zamoyskiego. Rafał Basista przychodził do niego na wywiad środowiskowy.

– Było mi go po prostu żal. Żył w depresyjnych warunkach i tęsknił do człowieka. Ściany mieszkania były szare i odymione, bo jakimś sposobem osiadał na nich dym z pieca węglowego. Z kolei z zapadniętej wersalki wystawały sprężyny, które wbijały się w plecy – wspomina. Rafał nawiązał wtedy kontakt z Centrum Kształcenia Zawodowego. Tam trafił na pierwszą dobrą duszę, czyli na wicedyrektora Piotra Pasternaka. Zaproponował, by uczniowie w ramach praktyk szkolili się na prawdziwym „poligonie”. Pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę i niebawem na twarzy pana Jana zagościł uśmiech, bo w jego mieszkaniu znów zrobiło się jasno, a mecz mógł oglądać, siedząc w miękkim, wygodnym fotelu. Idąc za ciosem i mając taką ekipę, Rafał zaczął wyszukiwać następne czekające na remont mieszkania, a akcję nazwał „Trzy kolory”. Zgłoszeń nie brakuje do dziś. A gdy myśli, że nic już go nie zaskoczy, kolejny raz zderza się z rzeczywistością. Ostatnio na przykład zjawił się u pewnej artystki po ASP, która kiedyś była u szczytu kariery. Niestety, choroba wszystko zmieniła. – Gdy po raz pierwszy wszedłem do jej mieszkania, smród przerósł nawet mnie, zaprawionego w bojach. Po kilku spędzonych tam godzinach ludzie odsuwali się ode mnie w tramwaju – przyznaje.

Wstrząs przeżył też, gdy któregoś dnia otworzył lodówkę. Chciał schłodzić napoje dla chłopców z Zespołu Szkół Budowlanych z os. Złotej Jesieni, którzy tam pracowali. Okazało się, że lodówka od dawna nie była podłączona do prądu, a schowane w niej jedzenie pamiętało bardzo zamierzchłe czasy. Tak bardzo, że i hodowla robactwa była imponująca. Efekt remontu był taki, że artystka ostatnie kilka miesięcy życia spędziła w godnych warunkach i – mimo wszystko – z nadzieją patrzyła w przyszłość.

Koalicja dobroczynności

Od remontów mieszkań do remontów większego kalibru droga nie była daleka. Kilka lat temu Rafał został poproszony o interwencję w domu przerobionym z pomieszczenia gospodarczego albo ze stajni. Mieszkała w nim samotna matka z dwojgiem dorosłych, głęboko niepełnosprawnych dzieci. Gdy Rafał tam wszedł, pomyślał, że nie ma na świecie takiej szkoły zawodowej i takich praktykantów, którzy by podołali temu wyzwaniu.

– W tej ruinie trzeba było wymienić dosłownie wszystko. Efekt potęgowało klepisko w miejscu podłogi, na środku którego stała żeliwna koza. Nie dawała ciepła, tylko strasznie dymiła i groziła pożarem – opowiada. Rozkręcił więc medialną akcję z nadzieją, że ktoś pomoże. Dzień po materiale, który został wyemitowany w „Kronice Kraków”, do siedziby MOPS przyszedł „zwiadowca” szefa, który oświadczył, że przysyła go ktoś, kto koniecznie chce poznać Rafała i wyremontować dom z „Kroniki”.

– To, co udało się zrobić, przeszło moje najśmielsze oczekiwania – nie kryje R. Basista. Wielkie było też jego zdziwienie, gdy kilka miesięcy później odebrał telefon, a głos po drugiej stronie z wyrzutem zapytał, czemu się nie odzywa. – Powiedziałem, że jestem na L4, bo akurat zdrowie trochę mi się posypało, a szef na to: „Basista, weź się, chłopie, do roboty! Może komuś remont zrobimy?”. To był zastrzyk pozytywnej energii. Znalazłem dom do remontu i poprosiłem swojego kierownika, żebym mógł wrócić do pracy na dwa dni w tygodniu. Zgodził się – cieszy się Rafał.

Dom z Pleszowa jest już trzecim remontowanym przez ludzi szefa, który czasem, mając wolną sobotę, potrafi wpaść i skręcać u kogoś meble. Lubi też, jadąc gdzieś, zboczyć nieco z trasy i na kilka chwil zatrzymać się przy którymś z domów. Kiedyś na przykład zauważył, że w oknach wiszą czyste firanki, i że na rabatkach rosły kwiatki. Zadowolony pojechał więc dalej. Nic dziwnego, że wokół niego zbudowała się prawdziwa koalicja dobroczynności.

– To różni krakowscy przedsiębiorcy, którzy na co dzień w negocjacjach biznesowych są twardymi graczami, a angażując się w tę akcję, pokazują, że mają wielkie serca. Ktoś zrobił wylewkę i nie wziął za to zapłaty. Ktoś inny wymienił instalację elektryczną, a hurtownia dała niezbędne materiały – wylicza R. Basista i dodaje, że w całej akcji nie chodzi tylko o remont. Kwalifikując rodzinę, uprzedza, że zmiana życia ma być trwała, dlatego oczekuje współpracy. – Po latach spędzonych w biedzie człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy, że można inaczej. Przyzwyczaja się do wegetacji, a najtrudniej mają dzieci, bo myślą, że inny, lepszy świat nie jest dla nich. Uspołecznianie takich osób bywa trudniejsze od remontu – tłumaczy Rafał. Szefowi i ten pomysł się spodobał. Gdy więc podczas remontu drugiego domu dowiedział się, że jedna z osób ma poważne kłopoty, nie tylko jej pomógł, ale też dał pracę. Pracę (ale już nie u szefa) znalazła również pani Basia z Pleszowa. To prawdziwy sukces.

Głosujmy!

Za całą swoją działalność R. Basista został wyróżniony tytułem Miłosiernego Samarytanina za rok 2016. Na laurach nie spoczął ani na moment. Po godzinach angażuje się też w programy profilaktyczne dotyczące alkoholu i narkotyków oraz zaraża młodzież muzyką, która płynie w jego żyłach. Czasem również realizuje szalone pomysły. Kilka lat temu dowiedział się na przykład, że jeden z podopiecznych MOPS, chory na stwardnienie rozsiane mężczyzna, przed laty był związany z krakowską sceną muzyczną.

Rafał głowił się więc, co można dla niego zrobić. Wymyślił. Zadzwonił do swojego przyjaciela Gienka Loski i zaprosił go do Krakowa. Gienek przyjechał i zagrał najmniejszy koncert świata. Po twarzach jego uczestników płynęły łzy wzruszenia, a w mieszkaniu pana Andrzeja zatrzęsły się szyby... W tym roku głosowanie w plebiscycie Miłosierny Samarytanin Roku 2019, organizowanym już po raz 16. przez Wolontariat św. Eliasza, trwa do 15 marca. Odbywa się ono w dwóch kategoriach. W pierwszej nagradzani są pracownicy służby zdrowia, dla których pomoc chorym nie jest tylko pracą zarobkową, ale powołaniem do służby cierpiącym. W drugiej wyróżniani są szlachetni ludzie niezwiązani ze służbą zdrowia, którzy bezinteresownie pomagają innym w potrzebie. Tacy jak R. Basista.

Zgłaszając kandydata, trzeba podać jego imię i nazwisko, dane kontaktowe oraz koniecznie (!) kilka zdań uzasadnienia. Głosować można listownie (pisząc na adres: Wolontariat św. Eliasza, 30-608 Kraków, ul. por. Wąchały 5), mejlowo (biuro@eliasz.org.pl), telefonicznie (+48 885 512 500 lub 12 /263 61 56; od poniedziałku do piątku od godz. 11 do 17) oraz korzystając z formularza elektronicznego na stronie www.eliasz.org.pl.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama