Nowy numer 48/2020 Archiwum

Tiago wypływa na głębie

– Polaków z Brazylijczykami łączą wiara, miłość do Jana Pawła II, ale także posiadówki z byle powodu i chęć do zabawy – opowiada bp Zdzisław Błaszczyk, nowy biskup pomocniczy archidiecezji Rio de Janeiro, pochodzący z podkrakowskich Dziekanowic.

Magdalena Dobrzyniak: Gdzie jest serce Księdza Biskupa? W Rio czy w Dziekanowicach?

bp Zdzisław Błaszczyk: Nie mam co do tego wątpliwości – Polska to moja pierwsza ojczyzna. Jednak Brazylia przyjęła mnie z otwartymi rękami i stała się moją drugą ojczyzną. To dlatego, że nasze ludzkie serce jest stworzone na obraz Bożego, mogę te dwie miłości łączyć. Kocham Polskę, kocham też Brazylię.

Młodemu kapłanowi, który 20 lat temu wyjeżdżał do dalekiego kraju z Krakowa, zapewne nie było łatwo oswoić się z odmienną kulturą, mentalnością, sposobami wyrażania wiary przez Brazylijczyków. Jak przebiegała ta nauka?

Szybko uświadomiłem sobie, że nie mogę wprowadzać zasady „tak ma być”, według moich dotychczasowych doświadczeń. To było na pewno trochę trudne, ale o wiele bardziej fascynujące. Mówiąc obrazowo – przywiozłem do Brazylii walizkę z uzbieranymi przeżyciami, pragnieniami, wiedzą i wszystkim, kim jestem. Do pewnego momentu wyjmowałem z niej to, co miałem. W końcu zamknąłem ją i narodziłem się na nowo, ucząc się wszystkiego od początku.

Mógłby Ksiądz Biskup wspomnieć o swoich największych zaskoczeniach i największych trudnościach tamtego czasu?

Pierwsze miesiące były bardzo trudne. Trzeba było zmierzyć się z tęsknotą za tym, co zostawiłem za sobą – począwszy od rodziny, poprzez przyjaciół, różne przyzwyczajenia, a na jedzeniu kończąc. Nikogo wówczas nie znałem, nie znałem też języka. Czułem się i byłem tam naprawdę obcy. Prawie wszystko było zaskakujące i ciekawe: chaotyczny ruch drogowy; wylewność, serdeczność i spontaniczność w spotkaniach i na modlitwie; swobodne podejście do czasu własnego i innych... Długo można by wymieniać.

Mówią tam na Księdza Biskupa „padre Tiago”. Jaką drogę przeszedł ks. Zdzisław, by stać się padre Tiago?

Niezbyt długą, ale na pewno radykalną. Ona mnie zmieniła i w dużej mierze wzbogaciła jako człowieka, chrześcijanina i kapłana. Stałem się nowym człowiekiem. A padre Tiago zrodził się z dość prozaicznych powodów. Brazylijczycy nie potrafią wymówić mojego imienia. Do Brazylii przyjechałem w dniu, kiedy Kościół wspomina bł. bp. Jakuba Strzemię. Jakub to po brazylijsku Tiago. Został moim nowym patronem, a ja z nowym imieniem zacząłem kolejny etap życia.

Na czym dotychczas polegała praca Księdza Biskupa w Brazylii?

Najpierw uczyłem się języka, potem pracowałem jako wikariusz przez kilka miesięcy. Na 12 lat powierzono mi parafię, kolejną na 6 lat. Byłem zwyczajnym proboszczem, blisko ludzi, żyjąc ich radościami i smutkami.

Czy nastąpił taki punkt przełomowy, w którym ks. Błaszczyk mógł powiedzieć: „Tu, w Rio, jest mój dom”?

Nie pamiętam jakiegoś specyficznego momentu, był to raczej pewien proces. W którymś momencie po prostu zauważyłem, że tak się stało. Brazylia stała się moim nowym miejscem na ziemi.

Za co Ekscelencja kocha Kościół w Rio?

Za bliskość z ludźmi, możliwość wychodzenia im naprzeciw i za wdzięczność tych, którym poświęcam swoją kapłańską służbę i życie w ogóle.

Spełniły się marzenia młodego kapłana, który oglądał film „Misja” i wyobrażał sobie siebie jako niosącego Ewangelię w dalekich krajach?

Nie do końca. Jeszcze musiałbym popracować w dżungli.(śmiech) Oczywiście, pragnąłem pracować tam, gdzie brakuje księży i to marzenie się faktycznie spełniło.

Co łączy Brazylijczyków i Polaków?

Wiara. Miłość do Jana Pawła II. Radość spotkań z innymi. Posiadówki z byle powodu i chęć do zabawy.

A co ksiądz z Krakowa ma do zaoferowania wiernym z Rio?

Nie wiem. To trzeba ich zapytać. Mam nadzieję, że mogę ich nauczyć czegoś dobrego. (śmiech) A mówiąc nieco poważniej, chcę im dać – i mam nadzieję, że przez 20 lat życia, które z nimi dzielę, to mi się udaje – takie przekonanie, że podstawą stabilności wiary jest wierność Bogu i Kościołowi. Jako Polak mogę im zaoferować także doświadczenie miłości ojczyzny, która jest skarbem przekazywanym z pokolenia na pokolenie. Naszym zadaniem jest po prostu przekazać ten skarb dalej, niezależnie od tego, gdzie żyjemy – w Polsce, w Brazylii czy w jakimkolwiek innym miejscu świata.

Czego mogą się od Brazylijczyków uczyć Polacy, jeśli chodzi o wyznawaną wiarę i sposób jej wyrażania?

Oj, wiele! Myślę, że moglibyśmy przejąć od nich trochę spontaniczności, oczywiście w pewnych granicach. Oni są też mistrzami przeżywania wiary z radością, żywiołowo. My jesteśmy pod tym względem bardziej powściągliwi. Jeśli zaś chodzi o życie w Kościele, z pewnością można się nauczyć od Brazylijczyków odpowiedzialności za parafię, nie budowania jej jedynie na księdzu, ale zaangażowania świeckich i umiejętności powierzania im wielu zadań we wspólnocie. Brazylijczycy są też bardzo otwarci na nowe wspólnoty, które są bogactwem tamtego Kościoła.

Brazylia to kraj wielkich kontrastów. Radość, żywiołowość obok przestępczości i przemocy, bogactwo obok skrajnego ubóstwa. Jakie są najważniejsze problemy mieszkańców Rio i jak Kościół stara się im zaradzić?

Głównymi są przemoc i bieda, ideologiczne pogłębianie rozłamów między ludźmi. Codziennością są napady, rabunki, brak poczucia bezpieczeństwa i terror wprowadzany przez handlarzy narkotyków. Jaką receptę na te zjawiska ma Kościół? Taką samą, jak od dwóch tysięcy lat. Kościół głosi Ewangelię, wraca do tego, co przyniósł światu Pan Jezus jako Dobrą Nowinę. Nawet w najtrudniejszej rzeczywistości, która jest udziałem mieszkańców tego pięknego kraju.

Brazylia oszałamia bogactwem kultur, ras i wyznań. Jan Paweł II powiedział, że jest to „wielorasowa wspólnota ludzka o inspiracji chrześcijańskiej”, złączona „więzami wspólnego języka i wspólnej wiary”. Ta różnorodność jest ważna w pracy misjonarza?

Było to dla mnie odkrycie Kościoła, którego wcześniej nie znałem. Takiego przeżywania wiary nigdy wcześniej nie doświadczyłem. To mnie otworzyło na zrozumienie, że to, co zewnętrzne, może, a nawet powinno być różnorodne, byle łączyło nas to, co istotne i fundamentalne.

Kard. Cláudio Hummes mówił, że w wielu brazylijskich parafiach jest 50 tys. ochrzczonych, a tylko 1–2 tys. z nich chodzi do kościoła i zachęcał do ewangelizacji przez wizyty w domach. Według niego, to wspólnota parafialna ma szukać tych, którzy znaleźli się na obrzeżach Kościoła. Sprawdza się ta wizja?

Tak. Można wymienić wiele inicjatyw ogólnobrazylijskich i diecezjalnych, jak Campanha da Fraternidade, Missão Popular. Dość powiedzieć, że w Brazylijczykach silna jest świadomość, iż bycie ochrzczonym równa się byciu misjonarzem. Kościół stara się przyjąć i wprowadzić w życie to, co papież Franciszek mówi o potrzebie wychodzenia do świata.

Brazylijczycy są pobożni i przepełnieni duchowością. Czy to się przekłada na zaangażowanie w Kościele?

Przy Kościele są przede wszystkim ci, którzy tego chcą. Oni się angażują bardzo aktywnie: w pracy duszpasterskiej, dziełach charytatywnych i różnorakich inicjatywach parafialnych.

Czy prawdą jest, że Brazylijczycy odchodzą od Kościoła katolickiego w stronę różnych wspólnot o charakterze protestanckim? Gdzie Ksiądz Biskup upatruje przyczyn tej sytuacji?

Właśnie w ich wielkiej otwartości na duchowość. Są zwodzeni przez protestanckie sekty, wielu praktykuje ryty pogańskie, rodzi się synkretyzm. Protestantyzm głosi teologia da prosperidade (teologię dobrobytu). Na te wpływy narażeni są głównie ludzie biedni i słabo wykształceni. Ci, którzy kiedyś deklarowali się jako katolicy, ale nigdy nie praktykowali, poprzez łatwość dotarcia do „prywatnych” kościółków protestanckich dzisiaj deklarują się jako protestanci. Co jednak ciekawe, mimo tych tendencji, w Kościele katolickim liczba wiernych nie zmniejsza się, ale powiększa.

„Wypłyń na głębię” to zawołanie biskupie Ekscelencji. Na jakie głębie Kościoła w Rio chce Ksiądz Biskup wypływać?

Na głębie ducha, tam, gdzie wkrada się – poprzez wpływ protestantyzmu – duchowość powierzchowna, oparta na emocjach. Na głębie skarbów Kościoła, bo w bogactwie tradycji Kościoła jest wiele zapomnianego piękna. Na głębie ludzkich wartości, odsuniętych na bok przez kulturę „jednorazówek”. I wreszcie – na głębie międzyludzkiego spotkania, zredukowanego dziś do kliknięć na smartfonie.

Jak rozumie Ksiądz Biskup swoją nową posługę, która pewnie o 180 stopni zmieni Jego życie?

Tej posługi to ja dopiero zaczynam się uczyć. Znam zadania, jakie Kościół powierza biskupom, ale jeszcze na dobrą sprawę nie poznałem praktyki. Wielkim wyzwaniem jest przełożenie teorii na praktykę. Tu oczekuję wsparcia samego Ducha Świętego. Jemu się oddaję i ufam, że będzie się mną posługiwał. A jak się zmieni moje życie? Tego do końca jeszcze nie wiem, ale obiecuję, że za jakiś czas, gdy już się dowiem, opowiem wam o tym.


magdalena.dobrzyniak@gosc.pl

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama