GN 42/2020 Archiwum

Nie w cieniu, ale w jego blasku

– To nieprawda, że pokolenie JPII nie istnieje. Ja jestem jego przedstawicielem – przekonuje ks. Paweł Kubani.

Zapewnia też, że papież Polak był dla niego niczym ojciec. – W dosłownym tego słowa znaczeniu. Był autorytetem i wywarł ogromny wpływ na całe życie – także na sposób bycia, religijność, przeżywanie kapłaństwa. Powiem więcej: wychowałem się nie w cieniu, ale w blasku Jana Pawła II – mówi ks. Paweł.

– Choć teraz mamy już innego papieża, który też uczy nas wielu wspaniałych rzeczy, to w kapłańskim życiu na pierwszym miejscu zawsze będzie Jan Paweł. W sercu pozostanie żywy, bo to on mnie ukształtował. Często wracam więc do jego nauczania, a zwłaszcza do listów, które pisał do kapłanów na Wielki Czwartek. To ogromna skarbnica wiedzy, która i dziś jest nam potrzebna.

ŚDM. Geniusz papieża

Gdy kard. Karol Wojtyła został wybrany na stolicę Piotrową, Paweł Kubani miał 10 lat.

– Od pierwszych chwil jego pontyfikatu zbierałem wszystkie gazety, które były dostępne w kioskach, i kompletowałem informacje o tym, gdzie Ojciec Święty był, co powiedział. W ten sposób chciałem mu towarzyszyć – wspomina ks. Kubani. W końcu przyszedł czas na pierwsze spotkania z papieżem – podczas jego wizyty w Nowym Targu w 1979 r. i 1983 r., gdy przyjechał do Częstochowy. – Żeby się tam dostać, w kilku chłopaków uciekliśmy ze szkoły. Dla Ojca Świętego było warto – śmieje się ks. Kubani. Już wtedy wiedział, że chce być obecny na wszystkich pielgrzymkach do Polski. Zanim jednak K. Wojtyła po raz kolejny przyleciał do ojczyzny, nastoletni już Paweł zdecydował, że chce zostać księdzem – tak samo gorliwym jak papież. Nie przypuszczał jeszcze, że niebawem wiele razy spotka się z Ojcem Świętym i że będzie za nim podróżował po całym świecie.

– Gdy w 1997 r. byłem już katechetą, nie myślałem o tym, żeby wybrać się na Światowe Dni Młodzieży do Paryża. W decyzji pomógł mi jeden z uczniów, który nie odpuszczał i namawiał, żebyśmy zebrali więcej osób i pojechali. Nie miałem ochoty, bo ulec namowom oznaczało zająć się całą organizacją... W końcu okazało się, że chętnych jest tyle, że potrzebny jest cały autokar – opowiada ks. Paweł. To, co przeżył we Francji, było niczym trzęsienie ziemi. – Podziwialiśmy tam geniusz papieża, który wymyślił ŚDM. To wydarzenie otwierało ludzi na siebie: wierzących na niewierzących i odwrotnie. Zastaliśmy tam nie tylko otwarte domy i lodówki, ale przede wszystkim serca – mówi ks. Kubani.

Część osób trafiła bowiem na nocleg do rodzin niewierzących, które uważnie obserwowały, jaka jest wiara Polaków, jak się modlą, jak się zachowują. Po kilku dniach udało się stworzyć takie relacje, że niektórzy do dziś mają kontakt ze swoimi gospodarzami. Do wyjazdu na ŚDM do Rzymu, w 2000 r., czyli na Jubileusz Młodych, ks. Pawła nikt nie musiał już dwa razy namawiać. Jego zapał szybko dostrzegł kard. Franciszek Macharski, który rok później mianował go duszpasterzem młodzieży i koordynatorem wyjazdów młodych z naszej diecezji na kolejne ŚDM. W 2002 r. poleciał więc do Toronto, a później do Kolonii, Sydney, Madrytu i do Rio. W krakowskie ŚDM też był zaangażowany, ale już w nieco innej formie.

– 18 sierpnia 2002 r. papież bardzo mile mnie zaskoczył. Po konsekracji bazyliki Bożego Miłosierdzia był zmęczony, ale w kurii miał jeszcze spotkanie z księżmi. Klęcząc przed nim, podziękowałem za jego obecność w Toronto. W odpowiedzi usłyszałem pełne troski pytanie: „A gdzieście spali?”. On wiedział, że mieliśmy kłopoty z noclegiem! Nie wiedział jednak, jak ta historia się skończyła. Gdy opowiedziałem, że ze szkoły wykradły nas polskie rodziny, zaśmiał się i powiedział: „Dobrze zrobiły!” – wspomina ks. Kubani.

Intuicja wydaje owoce

W 2001 r. ks. Paweł został też moderatorem Ruchu Apostolstwa Młodzieży. – Grupy Apostolskie to nie tylko dzieło Jana Pawła II. To jego perełka. Kardynał Stanisław Dziwisz nie bez powodu powiedział mi kiedyś, że ten ruch wypłynął z serca Ojca Świętego. W 1973 r. miał bowiem wspaniałą intuicję, by zająć się nie tylko młodzieżą „liturgiczną” (czyli tą należącą do Ruchu Światło–Życie), ale i tą stojącą w „wielkich drzwiach Kościoła” – przypomina ks. Kubani. To wyzwanie kard. Wojtyła postawił przed nieżyjącym już ks. Antonim Sołtysikiem, który podjął je w niełatwych przecież czasach i z młodzieżą pracował aż 28 lat.

– Ja – kolejnych 18 lat i nie mam wątpliwości, że to był wielki dar i czas, w którym starałem się być kontynuatorem myśli Jana Pawła II. Wiem też, że RAM to obecnie barwna część Kościoła – podkreśla ks. Kubani i pokazuje zdjęcia zrobione w Watykanie, podczas pielgrzymek z młodzieżą. Na jednym z nich Jan Paweł II czyta… z kapelusza pewnego chłopca. – Z emocji nie mógł się nauczyć krótkiego wystąpienia, więc poradziłem, żeby napisał je na kartce. Schował ją w kapeluszu, a papież to zauważył i do kapelusza zaglądnął – śmieje się ks. Paweł.

Dodaje, że Ojciec Święty zawsze zapraszał młodzież na spotkanie, a przepustką były góralskie stroje. Papież potrafił je wypatrzyć nawet na samym końcu placu św. Piotra! Za wszystkie zasługi dla RAM w styczniu 2002 r. Ojciec Święty dostał krzyż Grup Apostolskich. – Gdy mu go dawałem, powiedziałem, że to w podziękowaniu za to, iż jest naszym twórcą i inspiratorem. Papież ucieszył się, roześmiał i odrzekł: „Niech będzie!” – wspomina ks. Paweł. Krzyże RAM od samego początku robi góralska rodzina z Nowego Bystrego.

– Kiedyś odbywały się tu rekolekcje Grup Apostolskich, a kiedy ks. Sołtysik dowiedział się, że moi rodzice pracują w Zakopiańskich Zakładach Wzorcowych, gdzie wytwarzane były rzeczy ze skóry, zapytał, czy podejmą się wykonania krzyży. Później to dzieło przejęłam ja, wraz z mężem Krzysztofem – mówi Krystyna Ratułowska. Co ważne, młodzież dostaje krzyże z różnobarwną wpinką (w zależności od stopnia rekolekcji), a osoby zasłużone – ze srebrną. Papież dostał zaś krzyż ze złotą wpinką. Takiego nikt inny mieć już nie będzie.

Te dzieła żyją w nas

Janowi Pawłowi II dużo zawdzięczają też ci, którzy przez lata jeździli na ŚDM i (lub) należeli do Grup Apostolskich. Tak jak Ania i Janusz Zyburowie. Poznali się na rekolekcjach dla młodzieży pracującej w Miętustwie, na których po raz pierwszy spotkali też ks. Pawła. Potem przyjaźnili się i tak mijały lata, a postać Ojca Świętego cały czas im towarzyszyła. Podobnie jak i jego nauczanie, zgłębiane podczas ŚDM czy różnych spotkań modlitewnych. W końcu, modląc się o dobrego męża i żonę, odkryli, że przecież nie chcą szukać nikogo innego.

– To Ojciec Święty nas połączył i nieustannie czujemy jego opiekę. Często jeździmy więc do jego grobu dziękować, że dał nam siebie i naszą córkę – opowiadają. Jan Paweł II od zawsze był też bliski Ani Marszałek, która zapewnia, że stara się, by dziedzictwo papieża było wciąż żywe w jej sercu. Nie bez powodu poznawała je, należąc przez 16 lat do Grup Apostolskich. Bardzo chciała spotkać się z Ojcem Świętym podczas ŚDM, ale ostatecznie pojechała na nie dopiero po jego śmierci (do Kolonii). Z kolei podczas przygotowań do wyjazdu do Madrytu poznała swojego męża. Oboje nie mają wątpliwości, że to wielkie dzieło musi trwać, bo Jan Paweł II wymyślił je wspaniale: wiedział, że młodzi lubią podróżować, a jeśli podczas wyjazdów można jeszcze ewangelizować, to czego chcieć więcej?

– Przez całą naszą młodość Jan Paweł II był dla nas wszystkim. Ale nie szliśmy za nim, lecz wsłuchiwaliśmy się w jego słowa, poprzez które pokazywał, że to Chrystus jest najważniejszy i warto Mu zaufać – mówią z kolei Małgorzata i Krzysztof Pierożkowie. Poznali się w Grupach Apostolskich, a uczestnicząc w ŚDM, zrozumieli, że Kościół to my wszyscy, czyli jedna wielka wspólnota na wszystkich krańcach świata. – Chcąc być żywym pomnikiem papieża, wielkiego obrońcy życia, włączyłem się w projekt „Jeden z nas”. Nieustannie zachwycam się też świadectwem, które dawał Ojciec Święty. Świadectwem życia wiarą i kontaktu z żywym Jezusem – dodaje K. Pierożek, a wskazując na syna, przekonuje, że jest on cudem Jana Pawła  II. Dlaczego? Więcej o tym i Grupach Apostolskich napiszemy niebawem w cyklu „Co w nas zostało…?”.


Co w nas zostało…?

Trwa Rok św. Jana Pawła II, ogłoszony przez Sejm RP z okazji 100. rocznicy urodzin papieża Polaka. W cyklu tekstów poświęconych Ojcu Świętemu chcemy opowiadać o ludziach, którzy żyją jego nauczaniem, są jego „żywymi pomnikami”, zainspirowani papieskim nauczaniem robią coś dobrego lub mają piękne wspomnienia związane z Janem Pawłem II. Zachęcamy do dzielenia się swoimi historiami. Na maile czekamy pod adresem: krakow@gosc.pl.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama