Nowy numer 42/2020 Archiwum

Uścisk dłoni czuję do dziś

Spotkania z Janem Pawłem II zawsze jednoczyły solną rodzinę i umacniały jej ducha. – On był i nadal jest moim i naszym drogowskazem życia – przekonuje Mariusz Jarski, przewodnik po Kopalni Soli „Wieliczka”.

W czasach, gdy podróżowanie nie było tak łatwe jak dziś, górnicy starali się uczestniczyć w pielgrzymkach Jana Pawła II do ojczyzny i czerpać z nich duchową moc. W 1979 r., podczas pierwszej papieskiej Mszy św. na krakowskich Błoniach, w procesji z darami szedł nieżyjący już górnik Jan Windak. Przekazał Ojcu Świętemu rzeźbę wykonaną z wielickiej soli. Chwilę tę upamiętnia fotografia zamieszczona na wystawie w górniczym chodniku, nazwanym w 2001 r. imieniem Jana Pawła II.

Niedościgniony wzór

– Mój duchowy kontakt z papieżem Polakiem zaczął się jeszcze wcześniej, gdy był on biskupem Krakowa. Zastanawiałem się, kto przyczynił się do powstania kościoła Arka Pana, i zrozumiałem, jak ważną postacią jest Karol Wojtyła, jak wielki ma wpływ na życie, na ludzi, na Kościół krakowski – wspomina Marian Maj, kierownik ruchu zakładu górniczego, odpowiadający za bezpieczeństwo kopalni. Pracuje w niej od 1987 roku.

– Wychowałem się, słuchając tego, o czym papież do nas mówił, a mówił rzeczy, które dla każdego katolika powinny być oczywiste. Chciałbym, by i teraz, na co dzień, udawało mi się żyć zgodnie z jego wskazówkami – dodaje. Adam Suślik, emerytowany pracownik kopalni, który przeszedł wszystkie szczeble kopalnianej kariery, opowiada z kolei, że pochodzi z parafii NMP Królowej Polski w Podłężu. Jej erygowanie było ostatnią decyzją podjętą przez kard. Wojtyłę, zanim wyjechał na konklawe. – Nasz kościół poświęcił zaś jako pierwszy, niedługo po tym, jak został biskupem – mówi A. Suślik.

Zapewnia, że Jan Paweł II, który towarzyszy mu przez całe życie, jest dla niego niedoścignionym wzorem na drodze ku świętości. O jego nauczaniu nigdy nie zapomniał. Z czasem, na fali przemian ustrojowych w Polsce, wieliccy górnicy zapragnęli odwiedzić Ojca Świętego. Stało się to w 1994 r., a pielgrzymka miała charakter dziękczynienia Bogu i Matce Bożej za uratowanie kopalni i Wieliczki przed zalaniem. Dwa lata wcześniej do poprzeczni Mina na czwartym poziomie kopalni wtargnęła bowiem woda. Jako że obchodzona była wtedy 700. rocznica śmierci św. Kingi, górnicy rozpoczęli modlitewny szturm za wstawiennictwem patronki. Gdy niebezpieczeństwo minęło, stało się jasne, że trzeba przyspieszyć starania o jej kanonizację. Ważnym krokiem w tym kierunku była właśnie wizyta u Jana Pa- wła II, podczas której poświęcone zostały korony, nałożone rok później przez kardynałów Franciszka Macharskiego i Mariana Jaworskiego na obraz MB Łaskawej, Księżnej Wieliczki.

Nie dotykajcie papieża!

– Święte Kinga została kanonizowana w 1999 r., a wcześniej, w 1998 r., Zbigniew Zarębski, ówczesny prezes kopalni, powiedział mi: „Adaś, zrób coś, żeby znowu pojechać do Watykanu”. O pomoc poprosiłem ks. Jana Pałasza, który był proboszczem parafii Ducha Świętego w Podstolicach. Odrzekł, że dla kopalni zrobi wszystko – wspomina Adam Gawlik, przewodniczący międzyzakładowej komisji NSZZ „Solidarność” przy wielickiej kopalni. Tę pielgrzymkę górnicy wspominają z wielkimi emocjami. – Pojechaliśmy z solną rzeźbą i z obrazem św. Kingi, namalowanym przez Piotra Moskala. Podczas audiencji na pl. św. Piotra rozpętała się potężna ulewa. Wszyscy pielgrzymi uciekli, tylko nie my. W przemoczonych galowych mundurach wzbudzaliśmy ogólną ciekawość. Nagle przyszedł wysłannik Ojca Świętego i zaprosił nas do bazyliki św. Piotra. Radość była ogromna – opowiada A. Gawlik.

– Gwardziści krzyczeli, żebyśmy nie dotykali papieża, bo ociekamy wodą, a on zbliżył się do nas i podał rękę mnie i Stanisławowi Aniołowi, artyście rzeźbiarzowi. Uścisk papieskiej dłoni czuję do dziś – rękę miał chłodną, pewnie dlatego, że nagle się ochłodziło. Pamiętam też jego spojrzenie sięgające w głąb serca i duszy – wzrusza się A. Suślik. Rok później górnicy znów byli u Ojca Świętego. Tym razem pojechali, by zaprosić go do kopalni z okazji zbliżającej się kanonizacji św. Kingi. Wszak bywał tu wiele razy jako biskup i kardynał. Opowiedzieli też, że w każdy poniedziałek pod ziemią odprawiane są Msze św. w intencji papieża.

– Przygotowywaliśmy się do tej wizyty i choć nie została wpisana w oficjalny program pielgrzymki do Polski, do końca mieliśmy nadzieję, że dojdzie ona do skutku. Niestety, stało się inaczej – papież rozchorował się i 15 czerwca nie mógł odprawić Mszy św. na Błoniach [w procesji z darami szedł wówczas Adam Gawlik – przyp. aut.]. Kolejnego dnia poczuł się lepiej i przewodniczył kanonizacji św. Kingi, która odbyła się w Starym Sączu, ale po drodze nie był w stanie nas odwiedzić – opowiada Mariusz Jarski. Niedoszłą wizytę upamiętnia... chodnik prowadzący do kaplicy św. Kingi. Wcześniej szło się do niej po schodkach, więc aby melex, czyli podziemny papamobile (który czekał tam na papieża) mógł przejechać, drogę trzeba było wyrównać.

Dzięki temu trasa została później udostępniona dla osób niepełnosprawnych. – Pamiątką kanonizacji jest też jedyny na świecie solny pomnik papieża, wykonany według projektu prof. Czesława Dźwigaja. Dzieło Stanisława Anioła, Pawła Janowskiego i Piotra Starowicza wita wchodzących do kaplicy św. Kingi, w której – w ołtarzu – znajdują się również relikwie krwi Ojca Świętego, podarowane kopalni w 2011 r. przez kard. Stanisława Dziwisza – mówi M. Jarski.

Mundur przepustką

W 2003 r. wieliccy górnicy kolejny raz wybrali się do Watykanu (w ramach pielgrzymki narodowej z okazji 25-lecia pontyfikatu), wioząc ze sobą dwa krzyże autorstwa S. Anioła. Pierwszy, prawie trzymetrowy, wzorowany na papieskim pastorale, został wykonany z soli występujących w Polsce w złożach w Wieliczce, Bochni, Sieroszowicach i Kłodawie.

Drugi był jego miniaturą. Mniejszy otrzymał Ojciec Święty, a duży, po pobłogosławieniu przez papieża, wrócił do kopalni i znajduje się w kaplicy św. Kingi. Solnej braci nie mogło też zabraknąć na pogrzebie papieża Polaka. – Gdy umierał, trwaliśmy tu na modlitwie. Rano 4 kwietnia zapadła decyzja, że jedziemy, a już wieczorem 40 osób wyruszyło do Rzymu. Opatrzność czuwała tam nad nami – uśmiecha się A. Gawlik. Przepustką skracającą drogę do bazyliki św. Piotra znów okazały się mundury, bo wiele osób w kolejce stało nawet 20 godzin, a górnicy – ok. 12.

– Żandarmi wzięli nas za jakieś służby i poprowadzili bokiem, a po tym, jak pokłoniliśmy się papieżowi, spotkaliśmy polską siostrę zakonną, która wprowadziła nas za barierki ograniczające pielgrzymom poruszanie się po bazylice. Dzięki temu do katafalku, na którym wystawione było ciało papieża, mogliśmy zbliżyć się na wyciągnięcie ręki. W ostatnim momencie, bo chwilę później przyleciał prezydent USA i pielgrzymi musieli opuścić bazylikę i plac św. Piotra – opowiada A. Gawlik. – Pamiętam moment, gdy zerwała się wichura, a polskie flagi zaczęły łopotać tak, że miałem ciarki na plecach. Wcześniej nie było ani grama wiatru, a nagle symbolicznie zamknął on Pismo Święte na trumnie papieża. Po ludzku nie da się tego wytłumaczyć – przekonuje M. Maj.

Górniczym punktem honoru była również obecność na beatyfikacji i kanonizacji Ojca Świętego. Do dziś świętują też oni rocznice z nim związane i w sercach noszą słowa: „Wy jesteście solą ziemi...”. Oprowadzając po kopalni, pokazują także kolejne miejsca poświęcone Janowi Pawłowi II: powstałą w 2014 r. kaplicę jego imienia znajdującą się na terenie Muzeum Żup Krakowskich, witraż w kaplicy św. Jana (przy podłużni Antonia) czy pamiątkową tablicę, ufundowaną przez NSZZ „Solidarność”.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama