Nowy numer 4/2021 Archiwum

Jak załatać dziurę w drodze

– Jeśli nie potrafisz się śmiać z samego siebie, utraciłeś najlepszą rozrywkę życiową – przekonuje br. Piotr Kwiatek OFMCap i ostrzega przed zgubnymi skutkami marudzenia.

Magdalena Dobrzyniak: Mówi Brat, że narzekanie to epidemia naszych czasów. Na czym polega ta choroba i jak bardzo jest niebezpieczna?

Piotr Kwiatek OFMCap: Narzekanie wciąż jest niedoceniane, choć w skutkach zbliżone do wirusa COVID-19. Działa zaraźliwie i trudno o szybką szczepionkę na umysł zarażony nawykiem czarnowidztwa i ciągłego niezadowolenia.

Jak bronić się przed takim zakażeniem?

Pierwszym krokiem jest samoświadomość. Dotyczy ona nie tylko samego faktu, ale również kontekstu i tematów narzekania. Po drugie, możemy wybrać – nie tylko, czy narzekamy, ale również, jak często i jak reagujemy na tych, którzy nie potrafią z tego nawyku zrezygnować. Po trzecie, możemy próbować różnych strategii: od limitowania kontaktu ze zrzędami do uczenia się takich reakcji, by nie wpaść w koleiny czyjejś i własnej frustracji. Warto mieć nad sobą kontrolę, a wtedy łatwiej będzie się spotykać z kimś, kto takiej kontroli nad sobą i wypowiadanymi słowami jeszcze nie zdobył.

Dlaczego nie warto narzekać?

Bo to szkodliwe dla zdrowia psychicznego i osłabia jakość życia. Negatywnie wpływa na nasze relacje społeczne i sposób wykonywania zadań. Obniża i tak już niski nastrój u etatowego frustrata, ale również u słuchacza. Podcina skrzydła i limituje ludzki potencjał. Wyobraźmy sobie zespół czterech pracowników. Jeden z nich wciąż narzeka. Pozostali będą mieli nie tylko pogorszony nastrój, ale również mniejszą wydolność w pracy. Samo mówienie o problemie go nie rozwiązuje. Skupiając się na brakach, przestajemy doceniać dobro i w konsekwencji je dostrzegać. Malkontent wierzy w to, co mówi, i zaczyna widzieć tylko to, w co sam wierzy. Narzekanie jest też szkodliwe dla zdrowia fizycznego. Przywołuje stres, który przyciąga inne dolegliwości i choroby.

Jak walczyć z tym nałogiem?

Po pierwsze – praktykować wdzięczność. To antidotum na koncentrację wokół tego, co negatywne. Jest to postawa życia, która przywołuje dobro i do niego prowadzi. W narzekaniu mechanizm jest odwrotny. Inną metodą jest wgląd w siebie i pytanie, co, komu i dlaczego komunikuję. Warto skupiać się na rozwiązaniach, a nie na opowiadaniu o problemach. Mój kolega, jadąc do pracy, ciągle narzekał na dziury w drodze. Kiedy przeczytał książkę „Sztuka życia bez narzekania”, postanowił zadzwonić do administracji dróg i zgłosić problem. W zadziwiająco krótkim czasie otrzymał odpowiedź, a niedawno przesłał mi zdjęcia naprawionej drogi. Kolejną ciekawą metodą jest przeżyć wyzwanie „21 dni bez narzekania”. Jest to pomysł amerykańskiego pastora Willa Bowena, który zaproponował swoim parafianom takie ćwiczenie. Choć zadanie wydawało się proste, w praktyce takie nie było. Ciekawe, czym to wyzwanie byłoby dla przeciętnego Kowalskiego? Prostą strategią jest dbanie o zdrowy humor. Życie nie jest i nie będzie nigdy perfekcyjne. Richard Snyder, prekursor psychologii pozytywnej, mówił, że „jeśli nie potrafisz się śmiać z samego siebie, utraciłeś najlepszą rozrywkę życiową”.

Dla wielu narzekanie to odruchowa forma komunikacji z drugim człowiekiem, najłatwiejszy sposób na rozmowę. Jeśli więc nie narzekanie, to co?

Ważną potrzebą, ukrytą za narzekaniem, jest inicjowanie i podtrzymywanie komunikacji. Pytanie, czy zawsze albo często musimy tą formą i stylem się posługiwać? Warto spróbować inaczej, aby przekonać się, że również rozmowa może być wyjątkowo interesująca i wciągająca. Może po prostu zapytać rozmówcę, co dobrego dziś go spotkało.

Jak odróżnić narzekanie od wyrażania niezadowolenia czy negatywnych emocji?

Wyrażanie emocji trudnych, jak złość, poczucie krzywdy, rozczarowanie, smutek czy niechęć, jest ważne dla naszego zdrowia i funkcjonowania. Może być nie tylko pozytywne, ale i konieczne, by uruchomić proces zmiany. Pytanie, czy wyrażanie emocji negatywnych pełni funkcję oczyszczenia wewnętrznego, czy prowadzi do rozwiązania problemów i zmiany sytuacji. Jak często wyrażam swoją frustrację, komu i z jakim zamiarem? Co czuję, kiedy sobie ponarzekam? Uczciwe odpowiedzi mogą odsłonić nasze motywacje i cele.

Jakie jest najskuteczniejsze lekarstwo na zrzędzenie – cudze i własne?

Samoświadomość. Uważność na słowa wypowiadane i efekt, jaki zostawiają w nas i w życiu innych. Odwaga do podjęcia zmiany i wiara, że jest ona możliwa. Cierpliwość. Mądrość stawiania granic pomiędzy „ja” a „ty”, między moimi a twoimi przekonaniami, myślami.

Czy w duchowości chrześcijańskiej możemy znaleźć narzędzia, dzięki którym skutecznie oduczymy się narzekania?

Jest ich wiele. Wdzięczność za wszelkie dobro otrzymane od Boga, który jest źródłem wszelkiego obdarowania. Doskonałą przestrzenią do rozwoju chrześcijańskiej wdzięczności jest Eucharystia, codzienna modlitwa, a nawet spożywanie posiłku. Święty Paweł przypomina: „W każdym położeniu dziękujcie, taka jest bowiem wola Boża w Jezusie Chrystusie względem was”. W każdym, czyli również wtedy, kiedy jest trudno. Ostatnio dużo wczytuję się w psalmy. Psalmami można się modlić, ale można pisać własne psalmy lamentacyjne. Bóg pragnie nas autentycznych na modlitwie. Kiedy mamy złość, frustrację, żal, pretensję, możemy nią karmić innych, przesycać samych siebie, a możemy ją oddawać i zawierzać Bogu.


magdalena.dobrzyniak@gosc.pl

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama