Nowy numer 3/2021 Archiwum

Miał u Niej swoje kryjówki

To miasto zawsze było mu bliskie. Właśnie tutaj Matce Bożej, która kształtowała jego ducha, mówił często: „Totus Tuus, Maryjo”, a żegnając się z Polską, zawierzył Jej całą ojczyznę. Teraz św. Jan Paweł II został patronem Kalwarii Zebrzydowskiej.

Decyzja Rady Miejskiej była jednogłośna. 30 grudnia 2019 r. uchwałę w tej sprawie poparło wszystkich 15 radnych. – 13 lat temu, również jednogłośnie, podjęta została uchwała nadająca Janowi Pawłowi II honorowe obywatelstwo naszego miasta. Ani wcześniej, ani później nikt inny tego tytułu nie dostał. To wyjątkowe odznaczenie wręczyliśmy Ojcu Świętemu 7 czerwca 1997 r. podczas jego wizyty w Ludźmierzu, bo w planie VI pielgrzymki do Polski zabrakło odwiedzin w Kalwarii – przypomina Augustyn Ormanty, od 1990 r. burmistrz Kalwarii Zebrzydowskiej.

Honorowe obywatelstwo niejako wynagrodziło Ojcu Świętemu bolesne doświadczenie z 7 czerwca 1979 r., gdy podczas I pielgrzymki do Polski odwiedził Kalwarię Zebrzydowską. Nikt z ówczesnych komunistycznych władz miasta nie przyszedł wtedy na prowizoryczne lotnisko, by przywitać głowę Kościoła katolickiego.

Czy zdamy ten egzamin?

Wniosek Rady Miejskiej o nadanie miastu patronatu św. Jana Pawła II zarekomendował abp Marek Jędraszewski, a następnie trafił on do Konferencji Episkopatu Polski, Nuncjatury Apostolskiej w Polsce i do Watykanu. Tam, dzięki wsparciu kard. Konrada Krajewskiego i kard. Zenona Grocholewskiego oraz ks. prał. Pawła Ptasznika, był on procedowany w trybie pilnym, a pozytywna odpowiedź Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów nadeszła w maju. Światło dzienne miała ujrzeć w czerwcu, podczas zebrania KEP w Kalwarii Zebrzydowskiej, jednak plany pokrzyżowała pandemia koronawirusa. W efekcie Urząd Miasta radosną nowinę ogłosił 7 lipca, a przekazanie dekretu – z udziałem metropolity krakowskiego – ma odbyć się w sierpniu, podczas obchodów odpustu Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. – Z Ojcem Świętym związane jest całe moje życie. Jestem jego pokoleniem, a nauczaniem, które nam zostawił, staram się żyć także w pracy zawodowej – zapewnia A. Ormanty. Jako student uczestniczył w rekolekcjach prowadzonych przez kard. Wojtyłę, a później w pielgrzymkach papieża do Polski. Bywał też w Watykanie – m.in. na Mszy św. w prywatnej kaplicy Ojca Świętego, po której został zaproszony na śniadanie do papieskich apartamentów. Z kolei po śmierci papieża przez 5 godzin modlił się w bazylice św. Piotra przy wystawionym ciele św. Jana Pawła II. To wszystko sprawiło, że na ustanowienie papieża Polaka patronem Kalwarii Zebrzydowskiej patrzy jak na dar, ale i wyzwanie, które ma pomóc w duchowym rozwoju miasta i całego regionu. – Jan Paweł II pokładał wielkie nadzieje w młodych, dlatego chcę, aby powstało stowarzyszenie, które będzie wspierać ubogą, ale zdolną młodzież. A skoro K. Wojtyła chętnie modlił się na kalwaryjskich dróżkach, to we współpracy z sanktuarium pasyjno-maryjnym (którym opiekują się ojcowie bernardyni) planuję zaprosić samorządowców do pójścia jego śladami. Co roku, w pierwszą sobotę czerwca, spotkajmy się w Polskiej Jerozolimie – zachęca A. Ormanty. Burmistrz planuje też m.in. zmienić nieco herb miasta (wplatając w niego papieskie symbole) oraz – również we współpracy z sanktuarium i parafią św. Józefa – poszerzyć propozycję nabożeństw za wstawiennictwem św. Jana Pawła II. Wszystko to jest odpowiedzią na pragnienie, które nosi w sercu o. Konrad Cholewa OFM, kustosz sanktuarium. – Gdy dowiedziałem się o decyzji Watykanu, zastanawiałem się, czy jesteśmy godni i gotowi – wszyscy, cała społeczność Kalwarii – na takiego patrona. To będzie dla nas wielkie wyzwanie, ale mam nadzieję, że będzie to również okazja, by na nowo zatrzymać się nad swoim życiem i duchowością – uważa o. Cholewa. Nie chodzi bowiem o to, by przyjmując za patrona św. Jana Pawła II, czekać tylko na jego wstawiennictwo w zanoszonych do Boga modlitwach. – To my musimy zdać egzamin z tego wyboru. Jak? Wracając do jego nauczania i żyjąc tym, czego papież od nas wymagał. Dopiero wtedy ten patronat nie będzie powierzchowny – przekonuje kustosz.

On wciąż tu jest

Ojciec Konrad nie kryje również, że choć z Kalwarią związany jest – podobnie jak papież – od najmłodszych lat, to właśnie teraz zaczyna na nowo odkrywać Wojtyłę. Szczególnie zaś przemawiają do niego słowa, które przed laty wypowiedział Jan Paweł II, że „Kalwaria wciąga człowieka i ma to do siebie, że można się tu ukryć”. – Myślę, że Ojcu Świętemu nie chodziło o ucieczkę z Krakowa przed ludźmi. On nawiązywał do Ewangelii, która podpowiada, by modlić się i rozmawiać z Bogiem w ciszy, w izdebce swojego serca – tłumaczy o. Cholewa.

W kalwaryjskim sanktuarium Jan Paweł II miał kilka miejsc, w których lubił być sam na sam z Bogiem. Pierwsze odnalazł już w dzieciństwie, gdy Karol Wojtyła senior po śmierci żony Emilii przyprowadził syna do kaplicy Cudownego Obrazu i powiedział mu, że od teraz to Matka Boża będzie jego matką. Przyszły papież mocno wziął sobie te słowa do serca i jako młody chłopak, a później ksiądz, biskup i kardynał wielokrotnie przychodził do Maryi i chował się pod Jej płaszczem, wołając: „Totus Tuus!”. By podziękować za wstawiennictwo u Boga, składał też Matce Bożej wiele darów. Jednym z nich jest perłowy pektorał, który znajduje się na sukience Maryi, ufundowanej przez ojców bernardynów jako wotum za pielgrzymkę w 2002 roku. Z kolei na sukience ufundowanej z okazji 1050. rocznicy chrztu Polski zobaczyć można pierścień kardynalski K. Wojtyły.

Natomiast w 100. rocznicę koronacji obrazu, 10 czerwca 1987 r., podczas Mszy św. na Błoniach, papież przekazał dla sanktuarium złotą różę, która znajduje się przy słynącym łaskami obrazie. – W 2002 r. swoje ukochane miejsce papież pokazał całemu światu. Zanim odprawił w Kalwarii ostatnią w Polsce Mszę Świętą, będąc już w kaplicy Matki Bożej, poprosił o brewiarz. Obserwowałem, jak przez ok. 15 minut w pełnym skupieniu modlił się, jakby czas się zatrzymał i jakby nie było wokoło tysięcy ludzi. Był tylko on i Bóg, z którym rozmawiał za pośrednictwem Maryi. To była właśnie ta papieska Kalwaria, która wciąga – wspomina o. Cholewa, a o. Tarsycjusz Bukowski OFM, rzecznik sanktuarium, dodaje, że K. Wojtyła lubił się też spotykać z Bogiem na dróżkach Jezusa i Matki Bożej.

– Dziś, idąc nimi, myślę, że Jan Paweł II idzie razem ze mną i jest przewodnikiem na ścieżkach mojej wiary. Mówił przecież: „Nie ustawajcie w modlitwie”, a to znaczy, że trzeba się w niej zanurzyć. Nie wystarczy być zdrowym, dobrze ubranym, wykształconym, jak podpowiada współczesny świat. Nade wszystko trzeba tracić siebie dla Jezusa, by siebie odnaleźć. Dzięki papieżowi zrozumiałem, na czym polega kalwaria. Wiem już, że da się przejść wszelkie trudności, ale pod warunkiem, że będą przeżywane z Bogiem. Z Chrystusem staram się więc rozwiązywać problemy – wyznaje o. Tarsycjusz. Mało kto wie, że Jan Paweł II, jako biskup i kardynał, miał tu jeszcze jedno swoje miejsce, swoją „kryjówkę”. – Chcąc przemodlić ważne sprawy, szedł do biblioteki (dziś, za klauzurą, jest tam kaplica), gdzie miał klęcznik. Z małego okienka patrzył na tabernakulum w głównym ołtarzu, a dla ludzi był niewidoczny – opowiada o. Bukowski i zapewnia, że w sanktuarium wciąż czuje się obecność Ojca Świętego. Przekonało się o tym pewne małżeństwo, które nie mogło mieć dzieci.

– W 2018 r. podarowali Matce Bożej jako wotum srebrny smoczek. W 2017 r. ojciec 2-letniej dziś Aleksandry modlił się tutaj za wstawiennictwem Jana Pawła II. Prosił go o pomoc, kładąc rękę na papieskim tronie z 2002 roku. Jakiś czas później okazało się, że jego żona jest w ciąży – wspomina o. Tarsycjusz. Obecnie tron i klęcznik znajdują się w małym muzeum. Można tam też zobaczyć wystrój pokoju, w którym podczas ostatniej pielgrzymki po Mszy św. i obiedzie odpoczywał Ojciec Święty. W gablotach są także papieska sutanna i piuska, ornat, naczynia liturgiczne oraz świeca podarowana w 1979 roku. Jest również obrazek prymicyjny ks. Wojtyły.

Ikona Ojca

Wspomnieniami związanymi z Ojcem Świętym chętnie dzielą się też inni zakonnicy mieszkający w kalwaryjskim sanktuarium. Ojciec Cyprian Moryc OFM opowiada na przykład, że zaczynając kapłańskie życie, w Janie Pawle II dostał kogoś na wzór taty. – Był dla mnie niczym ikona Boga Ojca. Dzięki temu, że papież był taki ojcowski, łatwiej było mi zrozumieć, co znaczy, że Bóg jest Ojcem. Ten niby obcy i daleki mistyk i intelektualista tak naprawdę był tak bardzo ciepły, bliski i dający bezpieczeństwo. On bronił prawdy, jak ojciec właśnie. Dziś, szukając odpowiedzi na trudne pytania, znajduję je w nauczaniu Ojca Świętego – mówi o. Moryc. W to nauczanie lubi też zagłębiać się br. Samuel Portka OFM, który w Janie Pawle II ceni jego ludzkie serce.

– Gdy się modlił, przytulał się do serca Boga, a swoje serce miał dla każdego. Dla niego każdy był ważny – podkreśla. Warto dodać, że św. Jan Paweł II jest też patronem rodzinnych Wadowic, a także Bełchatowa, Bodzentyna, Ełku, Obornik, Ostrołęki, Świdnicy i Szamocin. Patronuje ponadto województwu kujawsko-pomorskiemu. Województwo małopolskie wciąż jeszcze czeka na decyzję Watykanu. Na historie osób, które żyją nauczaniem papieża Polaka lub mają piękne wspomnienia z nim związane, czekamy pod adresem: krakow@gosc.pl. W roku 100. rocznicy jego urodzin opublikujemy je w cyklu „Co w nas zostało z pontyfikatu Jana Pawła II?”.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama