Nowy numer 48/2020 Archiwum

Mistrz milionów kresek

Był jednym z najwybitniejszych grafików polskich. Jego dziwne koty, fantastyczne stwory i machiny, zaskakujące kolaże przyciągały przez wiele lat i nadal przyciągają oczy.

Rysunki Daniela Mroza (1917–1993) przez kilkadziesiąt lat tydzień w tydzień kształtowały masową wyobraźnię milionów czytelników krakowskiego tygodnika „Przekrój”. Teraz przypomniano je w albumie „Przekrój przez Mroza”. Jego pomysłodawca i współautor prof. Janusz Górski z Gdańska nie tylko wybrał ilustracje, lecz także przeprowadził w Krakowie rozmowy z córką artysty Łucją Mróz-Raynoch, tak jak i on graficzną, oraz z Mieczysławem Czumą, redaktorem naczelnym „Przekroju” w latach 1973–2000, i Adamem Macedońskim, artystą plastykiem umieszczającym przez wiele lat rysunki w tym tygodniku, dobrze znającym artystę.

Swoje zamiłowanie do grafiki, szczególnie prasowej, D. Mróz wyniósł z domu. Jego ojciec Stanisław był redaktorem popularnego, nowoczesnego w formie tygodnika ilustrowanego „Na Szerokim Świecie”, wydawanego przez koncern IKC. Od 1951 r. stale współpracował z „Przekrojem”, gdzie w 1949 r. opublikowano jego pierwszy rysunek. Wypatrzył go Marian Eile, szef tygodnika, kierujący studium scenograficznym przy Akademii Sztuk Pięknych, gdzie studiował D. Mróz, który zrobił także dyplom z grafiki książki. W latach 1952–1978 był etatowym grafikiem „Przekroju”, potem współpracował z nim do śmierci.

Redagowanie tygodnika kosztowało go wiele wysiłku. „Nie rozumiałam, co ojciec robi w redakcji tyle czasu, aż w czasie studiów trafiłam do »Przekroju« na praktyki z typografii. Żeby nikt nie myślał, że faworyzuje córkę, dał mi na sam początek do złamania słynną »Przekrojową« rozkładówkę. Mało nie zemdlałam z wrażenia, kiedy zobaczyłam, że mam te wszystkie rubryczki, tytuły, winietki, rysunki i tak dalej szybko zaplanować, żeby się zgodziło co do wiersza i milimetra. Nikt, kto teraz używa programów do łamania, nie zdaje sobie sprawy, jakie to było kiedyś czasochłonne: liczenie znaków maszynopisu, później dla zecera praca z tabelami, by ustalić, które szpalty i tytuły złożyć jaką czcionką i jakim stopniem, wyznaczenie miejsc na winiety, ilustracje, fotografie, zwymiarowanie tego i dokładne rozrysowanie” – wspomina córka.

Dodajmy, że masowość kopiowania ilustracji nie oznaczała obniżania artystycznych lotów. „Cokolwiek zrobił, było dobre” – mówił M. Czuma. „Mróz z niezwykłą, benedyktyńską cierpliwością prowadził na kartce papieru setki, tysiące kresek, i z tych kresek powstawały jego obrazy, te wszystkie dziwne stwory, te wszystkie przepoczwarzające się postacie. Powymyślał ponadto te różne rączki i przerywniki typu »Do i od Redakcji«, które świetnie organizowały pismo w wizualną całość i nadawały mu styl” – dodaje wieloletni redaktor.

Z podziwem patrzył na ilustracje Mroza A. Macedoński. – Powtórzę to, co powiedziałem do użytku w albumie. Na pewno był to geniusz artystyczny – twierdzi plastyk. – Stworzył swój własny świat. Podziwiałem jego wszechstronność, jego niesamowitą wyobraźnię, gdzie w sposób odkrywczy łączył elementy, które w normalnym świecie absolutnie do siebie nie pasują. Na jego rysunkach pojawiały się a to koty z twarzą kobiety, a to dziwne stwory. Nawet tzw. rączki odsyłające do poszczególnych fragmentów gazety miały niekiedy fantazyjne kształty, np. starego samolotu. Wszystko to zaś wykonane z wielką precyzją warsztatową – opowiada A. Macedoński.

Paradoksalnie, grafiki D. Mroza mogły być częściej eksponowane na łamach „Przekroju” i ze względu na swoją wartość artystyczną, i z powodu mizerii typograficznej tego tygodnika. „Ówcześni decydenci przydzielali »Przekrojowi« kiepski papier, na którym w trakcie druku kiepsko wychodziły fotografie, za to świetnie czarna, robiona z benedyktyńską dokładnością kreska Mroza” – wspominał niegdyś M. Czuma. Był ateuszem, choć dziwnym, bo – jak wspomina córka – często wadził się z Bogiem, a więc Go uznawał. „Mróz był znany z tego, że żywił głęboką niechęć do duchowieństwa. Czasem stroił sobie żarty, jak wtedy przy ulicy Świętego Krzyża, gdy uniósłszy ramiona, zawołał: »Trzymaj mnie, Adam, chwyć za ręce, bo komuś przyłożę!«. Rozglądam się, komu chce przyłożyć, a tu staruszka zakonnica się zbliża. Mróz wyglądał [ze swą długą, siwą brodą] jak prorok, więc ona uradowana, że widzi świętego, a może to ksiądz, nie wiadomo, mówi: »Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus«. A jemu ręce opadły” – wspomina A. Macedoński.

Dodaje, że w istocie D. Mróz był dobrym, uczynnym człowiekiem, o duchu franciszkańskim. Kochał koty. Hodował je w domu i dokarmiał na mieście. Przedstawiał je często na swoich rysunkach. Nie ograniczał się do rysunków „Przekrojowych”. Projektował okładki oraz ilustrował książki znanych prozaików i poetów, m.in. Stanisława Lema, Sławomira Mrożka, Jerzego Szaniawskiego, Stanisława Jerzego Leca, Ludwika Jerzego Kerna i Jerzego Harasymowicza.

Janusz Górski, Łucja Mróz-Raynoch, „Przekrój przez Mroza”, Gdańsk 2019 [2020], Wydawnictwo Słowo/Obraz Terytoria, ss. 156.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama