Nowy Numer 38/2020 Archiwum

Część serca zostawi w Krakowie

Swoją misję dyplomatyczną pod Wawelem kończy w połowie sierpnia bardzo tu ceniona i lubiana prof. Adrienne Körmendy, konsul generalny Węgier.

Miłość do Polski należała do tradycji rodzinnej – wspomina prof. Körmendy. W 2014 r. została kolejnym, po 5-letniej przerwie, konsulem węgierskim w Krakowie. Od początku pełnienia swojej służby dała się poznać z jak najlepszej strony. Starała się zarówno przybliżyć Małopolanom Węgry dawne i współczesne, jak i uczestniczyć w ważnych wydarzeniach naszego regionu. Brała udział w uroczystościach religijnych i narodowych, odbywających się m.in. w katedrze wawelskiej i sanktuarium w Łagiewnikach, była stałym gościem w Społecznej Szkole Podstawowej nr 1 im. J. Piłsudskiego, której dyrektor prof. Jerzy Giza jest znanym krakowskim hungarofilem.

– W znakomity sposób przysłużyła się swojej ojczyźnie w Polsce i mojej ojczyźnie na Węgrzech. Śmiem twierdzić, co mogą mi wytknąć realiści patrzący podejrzliwie na sferę imponderabiliów i sferę ducha, że jej „przepołowione serce” bije tym samym rytmem dla obu bliskich jej narodów – mówi prof. Giza. – Teraz część tego serca zostawię w Krakowie – śmieje się pani konsul.

Jest związana z Polską od 48 lat. Przyjechała tu na stypendium naukowe dotyczące badań średniowiecznego osadnictwa m.in. na Śląsku i w Małopolsce oraz jego oddziaływania na węgierski Spisz. Związała się ze środowiskiem historycznym Uniwersytetu Warszawskiego (z czasem jako profesor), tam poznała swojego przyszłego męża Bronisława Nowaka, historyka afrykanistę, z czasem także profesora tej uczelni. Mają 37-letniego syna Piotra i czwórkę wnuków. „Dla dyplomaty węgierskiego nie ma lepszego miejsca służby niż Polska, ponieważ podstawowe interesy naszych krajów są bliskie. Chciałabym zasłużyć na zaufanie Polaków, a szczególnie mieszkańców Krakowa. Bo Kraków od chwili powstania państwa węgierskiego odgrywał wyjątkową rolę w naszych dziejach” – mówiła w marcu 2014 r., podczas otwierania konsulatu węgierskiego.

W 2015 r. towarzyszyła Węgrom w ich Narodowej Pielgrzymce do sanktuarium św. Jana Pawła II, w 2019 r. wzięła udział w otwarciu w Krakowie procesu beatyfikacyjnego sługi Bożego Jánosa Esterházego (1901–1957), arystokraty węgierskiego, ojca rodziny, człowieka głębokiej wiary, męczennika komunizmu. W ubiegłym roku została uhonorowana tytułem Świadka Historii, przyznawanym przez IPN osobom, które zasłużyły się dla kultywowania pamięci narodowej, w tym przypadku dotyczącego stosunków polsko-węgierskich. Na pożegnanie zaś, w lipcu bieżącego roku, Uniwersytet Jagielloński uhonorował ją srebrnym medalem „Plus Ratio Quam Vis”, samorząd małopolski zaś – złotym Krzyżem Małopolski.

Życiowy dar

Prof. Adrienne Körmendy, konsul generalny Węgier w Krakowie

– Kraków zawsze miał specjalne miejsce w świadomości Węgrów. Z tym miastem i całym regionem mieli szerokie kontakty polityczne, gospodarcze, społeczne i kulturalne. Wcześniej, ze względów zawodowych i rodzinnych, dobrze znałam Warszawę, gdzie zetknęłam się z polskością rodem z powstania warszawskiego, wydawało mi się też, że nieźle znałam Kraków. Dopiero jednak te 6 lat, które tu ostatnio przebyłam, otworzyło mi szerzej oczy na to miasto i na Małopolskę. Był to dla mnie życiowy dar. Tutaj zachowała się bowiem dawna polskość i jej spuścizna jest tu kontynuowana. Ogromnym przeżyciem było dla mnie to, że mogłam na co dzień i od święta chodzić po tych samych budynkach, schodach, brukach, przez bramy i drzwi, przez które ludzie chodzili przez wieki. Ujmujące jest to, że i dzisiaj wiele z tych budynków ma te same funkcje, co niegdyś: kościoły, uniwersytet, Akademia Umiejętności. Stare miasto nie jest sztuczną wyspą zabytków, lecz częścią żyjącego, nowoczesnego miasta. To samo można powiedzieć o mieszkających tu ludziach. Są nowocześni, a jednak ta nowoczesność jest zbudowana na wiekowych filarach. Specjalne znaczenie w Krakowie miał dla mnie Wawel – z katedrą i zamkiem. My nie mamy prawdziwych grobów królewskich – zniszczono je. Tutaj zaś można do nich podejść. Ważna była dla mnie świadomość, że chodziłam po tych samych miejscach, co przyjeżdżający tu niegdyś królowie węgierscy. Zawarłam tu nie tylko liczne znajomości, lecz także i prawdziwe przyjaźnie, które – jestem tego pewna – przetrwają. Po odejściu z Krakowa przechodzę na emeryturę. Obiecałam bowiem mężowi, synowi z żoną i czworgu wnukom, że zajmę się rodziną.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama