Nowy Numer 38/2020 Archiwum

Majówka będzie w… sierpniu

– Nasze dzieci są z pokolenia, które osobiście nie spotkało Jana Pawła II, dlatego chcę zrobić wszystko, by pamięć o nim była w nich żywa – przekonuje Damian Pałasz, lider Małej Armii Janosika.

Gdy na początku 2015 r. w rodzinnej Rabie Wyżnej zakładał sekcję gry na skrzypcach i basach podhalańskich dla dzieci i młodzieży, w głębi serca miał nadzieję, że kiedyś, na tym fundamencie, uda mu się zbudować wyjątkową muzyczną rodzinę. – Marzyłem, by występować z bandem na dużej scenie i koncertować (w akompaniamencie orkiestry symfonicznej) dla telewizji, lecz nie wierzyłem, że to spełni się tak szybko – mówi D. Pałasz. Jego pasja do muzyki (grał w folkowych zespołach InosRos i Zwyk), połączona z charyzmą przyciągającą chętnych do wspólnego śpiewania, zrobiła jednak swoje. Dziś Mała Armia Janosika liczy aż 150 osób (w wieku od 2 do 69 lat), pochodzących z Raby i różnych zakątków Podhala.

Niektórzy na próby dojeżdżają nawet kilkadziesiąt kilometrów. – Ten dwulatek to mój syn Staś, który uczestniczy już w życiu zespołu. Nie dlatego, że jest „skazany na muzykę”. On sam chce próbować grać i z nami być – zapewnia Damian (lat 28). Najstarszy jest zaś Ryszard Wolski, który kiedyś, przed laty, pokazywał Damianowi góralskie nuty, a teraz gra w jego zespole.

U nas same rozbójniki

Zaczynali od zera, bo dzieci, które w 2015 r. przyszły do sekcji, nigdy wcześniej nie grały na instrumentach. Po kilku miesiącach było jednak widać, że z tej mąki będzie chleb. – Było nas 25 osób i chcieliśmy sięgnąć po marzenie, czyli pierwszy wspólny występ podczas Pasterki w Rabie Wyżnej – wspomina szef kapeli. Sukces sprawił, że zespół zaczął się rozrastać, bo wieść o chórze niosła się po okolicznych miejscowościach. Trzeba więc było wymyślić nazwę, która niczym magnes miała przyciągać uwagę. – Do głowy wpadł mi oksymoron „mała armia”. Armia nigdy nie jest mała, a skoro nasza jest mała, to nasuwa się pytanie: dlaczego? Czy chodzi o wiek, czy o to, że jest nas mało? Warto sprawdzić i zostać z nami na dłużej – zachęca szef zespołu. A skąd w tym wszystkim Janosik? – To postać charakterna i znana na całym Podhalu. Pasuje do kapeli, bo u nas same rozbójniki – żartuje Damian. – Wszak dzieci, jak to dzieci, lubią mieć swoje zdanie i pomysły. Jak udaje mi się nad nimi zapanować? Sam się nad tym zastanawiam! – dodaje.

Najważniejsze, by w zespole była jedność, więc gdy pojawiają się problemy, trzeba je przedyskutować i wyciągnąć wnioski na przyszłość. – Musimy się dogadywać i szanować, bo ten zespół to szkoła życia i charakterów, dzięki której dzieci, gdy kiedyś pójdą w świat, poradzą sobie, gdziekolwiek będą – nie ma wątpliwości D. Pałasz. Jest jeszcze coś, co spaja zespół i likwiduje wszelkie bariery – to miłość do góralszczyzny i gwary, przekazywana z pokolenia na pokolenie. Równie ważne są też dyscyplina (ciężko wypracowana i godna podziwu – podczas Koncertu dla Niepodległej w listopadzie 2018 r. dzieci ustawiły się na swoich miejscach na Stadionie Narodowym w 50 sekund!), zdrowa rywalizacja oraz wsparcie dużej armii, czyli logistycznego zaplecza rodziców. – Na koncert jedziemy w 3 autobusy. Wszyscy rodzice jechać nie mogą, ale dziecko musi wiedzieć, że nie mając obok siebie mamy albo taty, ma opiekunkę, którą lubi. Dzieci muszą mieć też czas, by odpocząć i coś zjeść, a jeśli ktoś poczuje się źle, nie występuje – z tyłu sceny zawsze czuwa grupa ojców, którzy takie dziecko przekazują którejś z mam – tłumaczy mama Ania. To właśnie ona, wraz z innymi mamami Ewą i Stefanią (żoną Damiana), jest odpowiedzialna za piękne stroje dzieci. Za każdym razem trzeba przecież sprawdzić, czy komuś nie podwinął się kołnierz, czy ktoś nie zapomniał korali albo czy spódnica się nie podarła. Zapasowa zawsze jest pod ręką.

Dla papieża i dla Polski

Pierwszy sukces Małej Armii Janosika pociągnął za sobą kolejny, będący owocem niezliczonej liczby prób (obecnie zespół ćwiczy każdego dnia, w małych grupach, a raz w tygodniu spotyka się w komplecie). – Chcieliśmy podziękować św. Janowi Pawłowi II za jego wpływ na ukształtowanie naszych góralskich charakterów i za to, co zrobił dla Polski – opowiada Damian. Z okazji Światowych Dni Młodzieży Kraków 2016 kapela nagrała więc klip „Siła jest w jedności (Młodzi Górale z Raby Wyżnej drogą Jana Pawła II)”, a dla pielgrzymów wystąpiła na krakowskim pl. Wolnica. Ten koncert rozbudził apetyt na więcej i latem 2017 r. powstał kolejny klip („Modlę się o miłość”). Do jego realizacji Damian zaprosił folkowy zespół Megitza Trio oraz aktorskie małżeństwo – Katarzynę i Cezarego Żaków. Idąc za ciosem, gdy zbliżała się 100. rocznica odzyskania przez Polskę niepodległości, lider zespołu postanowił również uczcić tych, którzy nie wahali się oddać życia za ojczyznę. Tym razem o współpracę poprosił Katarzynę Żak i Piotra Cyrwusa.

Efekt przeszedł najśmielsze oczekiwania, bo utwór „Białe róże” (który na YouTubie ma już ponad 3,2 mln odsłon!) w góralskiej aranżacji i z pięknie zrealizowanym teledyskiem wzrusza każdego. – Tydzień przed premierą czytałem, co będzie się działo w ramach obchodów Święta Niepodległości. Widząc listę artystów, którzy mieli wystąpić podczas Koncertu dla Niepodległej, pomyślałem: „Szkoda, że nas tam nie będzie” – uśmiecha się D. Pałasz. Kilka dni później odebrał telefon. Początkowo nie wierzył, że to, co słyszy, jest prawdą. Owszem, pani Kasia Żak mówiła, że pokazała „Białe róże” kilku osobom i że klip się spodobał, ale że aż tak? – Gdy jednak padło pytanie, czy zrobimy wiązankę pieśni patriotycznych, zgodziłem się bez wahania. Trud został nagrodzony – dostaliśmy zaproszenie do udziału w koncercie – cieszy się lider kapeli, a mali artyści zapewniają, że występując nawet przed tak wielką publicznością, nie czują już tremy.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama