Nowy Numer 38/2020 Archiwum

Już tylko „do Kalwaryji”

W Kalwarii Zebrzydowskiej 16 sierpnia odbędzie się uroczysty odpust Wniebowzięcia NMP. Od ubiegłego roku krakowski artysta muzyk, plastyk i poeta Jan Malik pielgrzymował 36 razy na rowerze do Matki Bożej Kalwaryjskiej, robiąc w ciągu jednego dnia 70 km w obie strony.

Nie robiłem tego dla wyczynu. Swój trud i modlitwę ofiarowywałem w różnych intencjach. Jeździłem w trzech 6-dniowych cyklach, co – licząc drogę tam i z powrotem – w każdym cyklu dawało 12 odcinków, nawiązujących do 12 gwiazd na koronie nad głową Matki Najświętszej – mówi J. Malik, który w tym roku skończył 75 lat. Nazywany jest powszechnie „artystą Matki Bożej”, gdyż swój kult do Niej wyrażał m.in. w tworzonych z niezwykłą wyobraźnią, przy użyciu symboliki m.in. ziół, rzeźbach i wierszach nawiązujących do ludowych, beskidzkich przedstawień Maryi.

Z różańcem na rowerze

– Każdą z tych „koronek” ofiarowywałem w różnych intencjach. Pierwszą – w intencji naszego metropolity abp. Marka Jędraszewskiego. Zacząłem 17 marca ubiegłego roku, w dniu moich urodzin, a skończyłem latem tego roku, już w czasie „koronawirusowym”. Na każdym etapie przez 6 kolejnych dni wstawałem o godz. 2 w nocy i wyruszałem z Dębnik o świcie na swoim starym rowerze, odmawiając po drodze Różaniec, by – przejechawszy 35 km – zdążyć do Kalwarii na odsłanianie o godz. 6 obrazu Matki Bożej. Potem zostawałem na Mszy św. w kaplicy i po jej zakończeniu wracałem do Krakowa. Za każdym razem z drżeniem słuchałem hejnału kalwaryjskiego, odtwarzanego przy odsłanianiu obrazu – mówi rowerowy pielgrzym kalwaryjski. Ruszał w pogodę i niepogodę.

– W tym roku jeździłem z intencją o ratunek Kościoła Chrystusowego. Te moje jazdy modlitewne mają już na tyle jednolity rytm, że gdy wyjeżdżam z ul. Pułaskiego na Dębnikach, odmawiając modlitwę do św. Michała Archanioła, to już wiem, w którym miejscu będę odmawiał kolejne tajemnice różańcowe. Do rynku w Kalwarii dojeżdżam w nieco ponad 2 godziny. Potem zsiadam z roweru i pcham go pod górę w kierunku bazyliki – wyjaśnia J. Malik. Przy okazji swoich pielgrzymek kalwaryjskich poznał niezwykłą dla niego postać Rafała Gralewskiego, niegdyś aktora, absolwenta krakowskiej PWST, który przekonawszy się, że w teatrze współczesnym wszystko jest postawione na głowie, został przewodnikiem pielgrzymek po dróżkach kalwaryjskich i pracownikiem recepcyjnym w sanktuarium. Jan Malik kontynuuje poniekąd tradycje pielgrzymkowe swojej babci Barbary, która pielgrzymowała pieszo do Częstochowy z wioski Przesławice koło Miechowa, w intencji zdrowego narodzenia jego przyszłego wuja ks. Stanisława Guzika, męczennika II wojny światowej.

– Z jej opowieści utkwiło mi w pamięci, że pielgrzymka to jest ogromny trud. W izbie u tej babci wisiały na ścianach rozmaite oleodrukowe święte obrazy, w tym także widok dróżek kalwaryjskich – mówi J. Malik. Do Kalwarii pielgrzymuje od prawie 30 lat, choć na rowerze dopiero od niedawna. Bardzo duży wpływ na jego życie, w tym pobożność, wywarła jego matka Wiktoria, pochodząca z Koniuszy na ziemi proszowskiej, na granicy diecezji kieleckiej i krakowskiej. Na wznoszącej się tam wysokiej górze J. Malik zobaczył w dzieciństwie, w czasie burzy, dalekie góry. Ów widok był początkiem jego miłości do gór i w ogóle piękna stworzenia. – W 1993 r., gdy umierała moja mama, przed śmiercią mówiła rozmaite rzeczy. „Jasiu! Gdy ja umrę, Matka Boska będzie twoją Mamą” – wspomniała między innymi. Postanowiłem więc, że będę jeździł do Matki Bożej Kalwaryjskiej jak do mojej Matki i poczułem się pielgrzymem kalwaryjskim; poczułem, że moim powołaniem jest tu docierać, póki sił starczy. Nie tracę nadziei, że może w przyszłym roku także uda mi się tam dotrzeć w trakcie kolejnej „dwunastki” – mówi artysta.

Uważa swoją drogę artystyczną za zamknięty już etap, podobnie jak niegdyś zamknął swój aktywny etap przewodnictwa górskiego po Beskidach. Był nie tylko przewodnikiem, lecz także szopkarzem (należy do sławnej wielopokoleniowej rodziny szopkarskiej z krakowskiego Zwierzyńca rodem), skrzypkiem w Operze Krakowskiej, rzeźbiarzem, a raczej świątkarzem, rysownikiem, poetą z inspiracji Jerzego Harasymowicza, wykonawcą, niekiedy z córką Cecylią, misteriów złożonych z jego pieśni do Matki Bożej. Zamknięciem jego działalności artystycznej była tegoroczna prezentacja misterium „Matka Boża w głogach”.

Matki Boskie z górskich magur

Zwraca uwagę szczególnie na trzy przedstawienia, którym towarzyszą wiersze. – „Matka Boska Polna” jest o radości, „Matka Boska Zielna” – o miłości, „Matka Boska z łąk pogórska” zaś – o tęsknocie. To stanowi w całości misterium chwały Boga, którą się oddaje poprzez sztukę, posiadającą znamię etosu, zapomnianego przez dzisiejszy świat. Radość symbolizują na mojej rzeźbie kwiaty radosne: stokrotki, dzwoneczki. Gorącość, płomienność miłości z kolei – słoneczniki. Matka symbolizująca tęsknotę ludzką, której istotą jest zawieszenie w wieczności, ma długie, lejące się włosy. Jest tam łąka i niebieskie kwiaty zwane przydrożnikami – wyjaśnia J. Malik. Rzeźby artysty nawiązują do tradycyjnych przedstawień maryjnych w polskiej sztuce ludowej, ale same sztuką ludową nie są. To artystyczne przetworzenie elementów tradycyjnych. Inną, niepielgrzymkową „dwunastką” artysty jest wykonywany przez kilka lat cykl rzeźbionych 12 „Gwiazd Matki Bożej”. Jak twierdzi, przedstawiają Matkę Bożą w chwale niebieskiej.

– Maryję zasypujemy ciągle naszymi troskami i bólami. Tu pozwoliłem się jej wreszcie cieszyć. To cykl Matki Bożej Szczęśliwej – wyjaśnia J. Malik. Każda z „Gwiazd” ma inne znaczenie. Artysta objaśnia niektóre z nich. – Jako pierwszą wyrzeźbiłem Matkę Bożą Leśną. „Słońcem wzeszła, gór olśnieniem, w żarach róży listków drżenie” – określiłem ją w wierszu towarzyszącym rzeźbie. Maryję otaczają roślinne łuki. To łuki radosne, łuki triumfalne. Tu wszystko drga, tak jak czasami widzimy rozedrgane od gorąca powietrze nad ogniskiem. Te róże płoną! Moje rośliny są przetworzone, nie odpowiadają w 100 proc. rzeczywistej florze. Wyrażają harmonię, rytm, nastrój – mówi. Drugą z cyklu – Matkę Bożą Magurską – J. Malik rzeźbił z niepokojem. Napisał o niej: „W dłoni Pani z Nieba z ostu świeca srebrna. Na pagórku ciszy, w olśnienia ukryciu”.

– Ten „pagórek ciszy”, owo „ukrycie” były kawałkiem mojej prawdy artystycznej, gdyż te rzeźby tworzyłem w dwuletniej ciszy, w ukryciu przed całym światem. Ta Matka Boża ma na sobie płaszcz opiekuńczy, a pod tym płaszczem jest kraina ziemi utraconej. To wyraz mojej tęsknoty za Beskidem Niskim, za tamtejszymi magurami. „Pod jaworu tęczą złocistych bukietów, z koralami rosy, w aurach dziewięćsiłów /Maryja z Dzieciątkiem igrającym w szczęściu /w promienistości kwiatu na fartuchu bluszczu” – piszę o Niej dalej. Musiałem przetworzyć tu dziewięćsiły, gdyż ich tradycyjne, góralskie przedstawienie jest zazwyczaj kiczowate, cepeliowskie – wyjaśnia. Chodziło mu przy tym o to, aby skojarzenia nie były zbyt dosłowne, by rzeźbić na granicy z abstrakcją. – Moim największym marzeniem jest, aby skojarzenia nie były zbyt konkretne. Gdyż wtedy daje się bliźniemu nie bezpośredni komentarz, lecz zdolność do uruchomienia jego własnej wyobraźni. To sztuka mówić do człowieka w taki sposób, by rozwijać jego wyobraźnię – mówi.

Chce już tylko pielgrzymować

Teraz chce być jedynie szarym pielgrzymem kalwaryjskim. – Niewiele już teraz pracuję artystycznie. Prosiłem przez wiele lat Pana Boga, żeby mi coś dawał, teraz proszę, żeby mi coś zabrał – moją pasję artystyczną – mówi J. Malik.

– Gdy zobaczyłem, do czego, nie zawsze dobrego, w świecie artystycznym może doprowadzać pasja tworzenia, która kiedyś wydawała mi się większym darem od samego talentu, doszedłem do wniosku: niech mi ta pasja będzie odebrana, żebym widział lepiej dom, ludzi, w tym moją ukochaną żonę Annę, rzeźbiarkę, sześć córek i gromadkę wnuków, i w ogóle ważne sprawy. Schodzę już na szary parter życia i teraz chcę już tylko pielgrzymować, tak zwyczajnie i właśnie „do Kalwaryji”, jak niegdyś mówiono, bo to miejsce nie tylko maryjne, lecz także pasyjne. Idę tam często drogą krzyżową. Najczęściej zatrzymuję się przy II stacji, prosząc o zdolność niesienia ciężaru mojego życia. Ten ciężar pojawia się na jego obecnym etapie. Wcześniej doznawałem bowiem wielu łask Bożych – mówi J. Malik.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama