GN 42/2020 Archiwum

Wyjątek od reguły

W związku z dynamiczną sytuacją epidemiologiczną na terenie Polski i w samej Małopolsce większość szpitali do odwołania wstrzymała porody rodzinne. Czego jeszcze może spodziewać się rodząca i czy witając na świecie swoje dziecko, powinna mieć maseczkę?

Nasza Czytelniczka – pani Joanna, która pod koniec lipca rodziła w krakowskim Szpitalu Ginekologiczno-Położniczym im. Rafała Czerwiakowskiego (czyli w popularnym „Siemiradzkim”) – opowiada, że została poproszona o jej założenie. – Pierwsze mocne skurcze poczułam w nocy i wtedy jeszcze nikt o maseczce nie wspominał. Rano, gdy zaczęły się skurcze parte, przyszła pani doktor (która wcześniej była już u mnie kilka razy) i, podając mi maseczkę, zachęcała, abym ją założyła. Dla mojego bezpieczeństwa. Odmówiłam, tłumacząc, że przecież mam się skupić na porodzie, a maseczka będzie mi w tym przeszkadzała – wspomina pani Joanna.

Maksymalny komfort

W odpowiedzi na przesłaną przez naszą redakcję prośbę o komentarz do sytuacji sekretariat dyrekcji szpitala wyjaśnia, że w „Siemiradzkim” – zgodnie ze wytycznymi Ministerstwa Zdrowia – nie ma obowiązku zakrywania ust i nosa przez rodzącą przebywającą w indywidualnej sali porodowej (wyjątek stanowią kobiety w trakcie kwarantanny lub izolacji). Zapewnia też, że władze szpitala po otrzymaniu sygnału o niewłaściwym zachowaniu lekarza przypomniały wszystkim pracownikom medycznym, iż „w ramach udzielanych świadczeń zdrowotnych i informacji przez nich przekazywanych powinni stosować się do wskazanego stanowiska Ministerstwa Zdrowia”. Wszystko po to, by zapewnić rodzącej kobiecie pełny komfort przeżywania tych najważniejszych chwil w życiu. Z tego właśnie słynie „Siemiradzki”. Problem w tym, że takich jasnych zasad (mimo wytycznych MZ) brakuje często w mniejszych, powiatowych szpitalach Małopolski.

Przekonała się o tym inna Czytelniczka (pragnąca zachować anonimowość), która nie mogła odmówić założenia maseczki. Bała się też, że jej stanowczy sprzeciw mógłby poskutkować źle odebranym porodem. – Jestem zwolenniczką rozwiązań kompromisowych. Największe bezpieczeństwo epidemiologiczne stwarza sytuacja, gdy wszyscy noszą maski. Ale poród jest sytuacją absolutnie wyjątkową, dlatego trzeba stworzyć rodzącej kobiecie warunki maksymalnego komfortu. Dlatego, choć noszenie masek powinno być regułą, to od reguł zawsze są wyjątki. I takim wyjątkiem jest poród, podczas którego tylko personel przez cały czas używa masek – komentuje Lidia Stopyra, specjalista chorób zakaźnych, ordynator Oddziału Chorób Infekcyjnych i Pediatrii Szpitala im. Żeromskiego w Krakowie.

Paweł Orłowski, ginekolog-położnik, dyrektor ds. Medycznych Centrum Medycznego „Ujastek”, uważa natomiast, że w pierwszym okresie porodu (który może trwać nawet kilkanaście godzin), gdy kobieta przebywa w sali przedporodowej i nie jest na ciągłym monitoringu ani nie jest podłączona do kroplówki z oksytocyną, wychodząc do miejsc ogólnodostępnych (o ile ma taką możliwość), założenie maseczki jest wskazane. – Gdy natomiast rozpoczynają się skurcze parte, powodujące hiperwentylację, maseczka absolutnie nie powinna być zakładana, ponieważ utrudniałaby oddychanie wspierające skurcze. W konsekwencji maseczka mogłaby nawet negatywnie wpłynąć na przebieg porodu. Przed ewentualnym zakażeniem powinien się zabezpieczyć personel szpitala – zaznacza P. Orłowski.

Przypomina też, że ciąża jest stanem fizjologicznym, który sam w sobie nie jest przeciwwskazaniem do stosowania maseczek w miejscach publicznych. Co więcej, noszenie maseczki w żaden sposób nie szkodzi dziecku (ani nawet nie wpływa na wynik badania KTG). Dopiero jeśli ciężarna ma schorzenia (np. układu oddechowego), jej lekarz prowadzący powinien zdecydować, czy ma ona nosić maseczkę.

Bezpieczny szpital

W podobnym tonie wypowiada się pani Beata, krakowska położna z wieloletnim stażem. Jak tłumaczy, maseczka na twarzy mamy nie wpływa na poziom dotlenienia płodu, może natomiast powodować większe zmęczenie kobiety, zwłaszcza w ostatnim etapie ciąży. – Dlatego sugerujemy ciężarnym, by unikały dużych skupisk ludzi, a także podróżowania komunikacją miejską – lepiej, aby pozostawały pod opieką bliskich i podróżowały samochodem, bez maseczki – mówi pani Beata.

– W szpitalu, w którym pracuję, nie ma mowy o maseczce ani podczas KTG, ani później, podczas całego porodu (kobieta powinna ją założyć dopiero, kiedy opuszcza swoją salę). Przecież nie po to uczymy przyszłą mamę właściwego oddychania w szkole rodzenia, by potem jej to utrudniać – dodaje. W kwestii porodów rodzinnych (26 sierpnia wznowił je „Ujastek”) pani Beata przypomina z kolei, że decyzja o ich wstrzymaniu należy do dyrekcji szpitala i trzeba zrozumieć osoby, na których spoczywa troska o bezpieczeństwo pacjentów. W razie tzw. przywleczenia zakażenia do szpitala, właśnie oni ponosiliby odpowiedzialność za zaistniałą sytuację.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama