Nowy numer 48/2020 Archiwum

Świadomie tracimy czas

„Błogosław nam rękoma Twoich biednych, Panie, uśmiechnij się w spojrzeniu Twoich biednych”. Ta modlitwa codziennie wypełnia się w ścianach ośrodka w Skawinie. Wspólnota dla osób niepełnosprawnych istnieje tu od 15 lat.

Arek pochodzi z Łączan i busem dojeżdża do Skawiny. W pracowni ceramicznej Środowiskowego Domu Samopomocy tworzy i szkliwi kubki, filiżanki, miseczki. – Tu dobrzy ludzie – mówi.

Kasia, prawdziwa weteranka, bo w zajęciach uczestniczy od 14 lat, chętnie zagląda do sali komputerowej i jest prawą ręką terapeutki Kornelii Ożóg w pracowni plastycznej, gdzie powstają arcydzieła. Ma w ŚDS kolegów i koleżanki, z którymi można fajnie pogadać. – Opiekujemy się sobą nawzajem – Kornelia patrzy z czułością na swoją pomocnicę.

Janek mieszka z tatą w Radziszowie i lubi książki. Przepisuje z nich krótkie teksty, żeby ćwiczyć pismo albo po prostu się odprężyć. Wykleja też witraże z drobnych kawałeczków. Ostatnio – ptak w rozecie. Ulubionym kolegą Jaśka jest Mateusz, chętnie plotkuje z Haliną. – Trzeba z ludźmi pogadać – przekonuje. Jest religijny i z radością pielgrzymuje do Łagiewnik. Tam odprawiają Msze za chorych. Janek lubi się modlić.

Marta nie usiedzi w domu. Z jej rąk w pracowni rękodzieł wychodzą aniołki i ikony. – Wcześniej pracowałam, ale to się urwało – opowiada. W skawińskim ŚDS jest od 2009 roku.

Marysia stała się puzzlem

Kiedyś Zbigniew Morawski, jeden ze skawińskich przedsiębiorców i społeczników, przysiadł się na rynku do Marysi Grucy. Od tamtego dnia robił to codziennie, by porozmawiać i spędzić z nią trochę czasu. W tej samotnej, prostej kobiecie odkrył talent malarski, więc dla niej, skawińskiego Nikifora, stworzył w swojej firmie kącik, gdzie mogła rysować. W tym samym czasie proboszcz parafii Świętych Apostołów Szymona i Judy Tadeusza ks. Edward Ćmiel otrzymał o starostwa propozycję stworzenia domu dla osób niepełnosprawnych i zlecił to zadanie panu Zbigniewowi. Był początek 2005 roku, a Marysia stała się puzzlem, który połączył elementy układanki. Powstał dom, w którym osoby niepełnosprawne mogą się rozwijać, tworzyć, rozmawiać i być z innymi.

– Początki były trudne. Proboszcz przeznaczył na budowę domu działkę, gdzie stał stary budynek wulkanizacji. Gdy przyjechałam tu pierwszy raz, pomyślałam sobie, że muszą być szaleni, jeśli chcą w tak zaniedbanym miejscu stworzyć dom, zobaczyć w nim potencjał – choć lepiej powiedzieć: serce – placówki – wspomina Stanisława Szczepaniak, kierowniczka. Zbigniew Morawski nie tylko zajął się budową i przystosowaniem tego miejsca, ale także rozpoznawał środowisko i wyszukiwał ludzi, dla których mogło ono stać się domem.

– Do mnie zadzwonił w kwietniu i zaproponował, bym objęła kierownictwo. To był wówczas abstrakcyjny pomysł, bo właśnie urodziłam trzecie dziecko i nie wybierałam się do żadnej pracy. Ale wszystkie okoliczności wskazywały na to, że moje dziecko będzie rosło z tym domem – opowiada S. Szczepaniak. Zgodziła się po miesiącu.

Pierwszy tydzień zajęć odbywał się na plebanii, później przenieśli się do pomieszczeń przy jadłodajni na ul. Kilińskiego. Od września zaczęły napływać osoby niepełnosprawne, a w grudniu wszyscy przeprowadzili się do odnowionego budynku. – Zbyszek Morawski prowadził nas za rękę tak długo, aż sami zaczęliśmy dobrze chodzić. Wtedy się dyskretnie odsunął, ale zawsze był blisko – podkreśla pani Stasia. Mówi to ze łzami w oczach. Rozmawiamy w dniu pogrzebu Zbigniewa Morawskiego. Odszedł nagle, pełen energii i nowych pomysłów na rozbudowę, w samym środku różnych spraw.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama