Nowy numer 43/2020 Archiwum

Lek. Lidia Stopyra: Brakuje lekarzy, którzy mogliby pracować w szpitalach polowych

- Na każdy tysiąc zakażonych SARS-CoV-2, ok. 200 osób wymaga hospitalizacji. System opieki zdrowotnej tego nie wytrzyma - tłumaczy ordynator Oddziału Chorób Infekcyjnych i Pediatrii Szpitala im. Żeromskiego w Krakowie.

Ile zakażonych osób jest na Pani oddziale?

Na pediatrii mamy obecnie ponad 20 dzieci dodatnich i kilkanaście oczekujących na wynik. Cały czas mamy sytuację, że ile wypisów, tyle nowych przyjęć, bo wypisujemy, i natychmiast przyjmujemy kolejnych pacjentów. Na oddziale dla dorosłych jest z kolei 20 miejsc i tylu pacjentów jest przyjętych.

Problem będzie się nasilał, bo zakażeń jest nawet więcej, niż podają to oficjalnej statystyki?

Jeśli mamy dwie "dodatnie" osoby i kilkanaście osób z tzw. kontaktu, a u czterech po okresie wylęgania rozwijają się objawy zakażenia (utrata węchu i smaku, gorączka,  ból mięśni), to nie dziwi mnie fakt, iż ci chorzy świadomi praktycznie pewnego dodatniego wyniku nie idą się testować i nie stoją kilka godzin w kolejce do punktu wymazowego, tylko wolą odpowiedzialnie izolować się w domu. O ile, rzecz jasna, objawy nie są mocno nasilone i nie wymagają oni hospitalizacji. Dostaję mnóstwo informacji, że tak właśnie się dzieje, bo dzwoni do mnie dużo przyjaciół i znajomych. Niestety po drugiej stronie są też osoby skrajnie nieodpowiedzialne, które chcą uniknąć kwarantanny dla siebie, albo dla całej rodziny, bo mają coś bardzo ważnego do załatwienia, albo twierdzą że pandemia to oszustwo. Mając objawy infekcji chodzą do pracy i posyłają dzieci do szkoły i zakażają innych. Część z tych osób umrze.

Bywa, że jest to pokłosiem chaosu w nakładaniu kwarantanny przez sanepid. Zdarza się bowiem, że są nią obejmowane osoby mieszkające pod jednym dachem z zakażonym mimo, że nie miały z nim kontaktu.

Nie są to jedyne błędy w obowiązującym systemie.

Nie oczekuję, że system przewidzi wszystko, bo zawsze znajdą się wyjątki od reguły. Jeśli jednak ogłaszane są rozporządzenia ministra zdrowia, takie jak to z 2 września, to mamy problem. Wg tego rozporządzenia lekarz POZ musiał odnotować wszystkie cztery objawy zakażenia (kaszel, duszności, gorączkę, utratę węchu i powonienia), żeby skierować kogoś na test teleporadą. Jest to pomyłka. I nawet, jeśli lekarze chcieli kierować na test pacjentów np. z utratą węchu i smaku, bo podejrzewali  Covid, to system elektroniczny automatycznie to odrzucał. Z kolei jeśli dziecko ma 40 stopni gorączki, kaszel, duszności, to czy matka ma z nim stać w kilkugodzinnej kolejce do zrobienia testu? Takie dziecko w pierwszej kolejności trzeba zbadać (a nie tylko udzielać teleporady), i w znacznej większości skierować do szpitala w trybie pilnym. Inne rozwiązania są zagrożeniem dla jego życia i zdrowia.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama