Nowy numer 48/2020 Archiwum

Chciałbym, żeby do mnie zadzwonił

Zmarłego w niedzielę rano ks. Czesława Sandeckiego wspominają parafianie i współpracownicy.

Pod wpisem na Facebooku parafii św. Judy Tadeusza w Krakowie-Czyżynach, zawiadamiającym o śmierci proboszcza, pojawiło się wiele komentarzy. Ludzie wspominają go jako "wielkiego człowieka, który niósł pomoc naturalnie, z uśmiechem i skromnością", dziękują za oddane wspólnocie serce i dobroć.

"Wspaniały ksiądz, pracowałam z nim w Szkole Podstawowej nr 49. Zawsze serdeczny, ciepły, wrażliwy. Moja śp. mamusia mówiła, że spotkała wspaniałego księdza" - pisze Halina Leszczyńska. Anna Moksa wyznaje: "Serce pęka, gdy odchodzi tak dobry człowiek".

Wikariusz parafii ks. Artur Czepiel podkreśla, że ks. Czesław Sandecki bardzo lubił ludzi, a to przyciągało ich do niego. - Zależało mu, żeby kościół tętnił życiem, żeby liturgia była na wysokim poziomie. Był proboszczem otwartym na współpracę, bo wszystkie podejmowane decyzje konsultował z nami, pytał, radził się, dyskutował - wspomina.

Robert Czaja, nadzwyczajny szafarz Komunii Świętej w parafii św. Judy Tadeusza w Krakowie-Czyżynach, był bliskim współpracownikiem zmarłego proboszcza. - Niezwykle zaangażowany i oddany parafii. Wszystko, co robił, o czym myślał, wiązało się z troską o dobro wspólnoty - opowiada. Podkreśla, że ksiądz Sandecki był dokładny i perfekcyjny, wymagający od siebie i innych. - Zawsze jednak stawał w pracy na pierwszej linii i dawał poczucie, że wspólnie uprawiamy tę samą rolę - precyzuje.

Ksiądz Czesław zostanie zapamiętany także jako człowiek wrażliwy na ludzkie biedy. - W całości wspólnoty parafialnej widział poszczególnego człowieka. Jeżeli komuś była potrzebna pomoc, to on ją organizował. Zależało mu na tym, by wspierać ludzi - mówi R. Czaja.

Śmierć ks. Sandeckiego była zaskoczeniem dla bp. Jana Zająca, który z nim pracował w Wydziale Duszpasterstwa Ogólnego krakowskiej kurii. - Kilka dni temu rozmawiałem z lekarzem, który się nim opiekował. Mówił, że stan jest poważny, ale stabilny. A jednak okazało się, że Pan Bóg go wezwał do siebie w dzień odpustu parafialnego. Miałem ten odpust odprawiać, ale dzwonił, żebyśmy to odłożyli na inny czas - mówi.

Biskup Zając zapamięta swojego dawnego współpracownika jako dobrego człowieka, głęboko wierzącego kapłana, pełnego entuzjazmu i oddania innym. - Dawał w kość wikarym, ale to akurat dobrze - zauważa.

- Kiedy miałem jakiś problem, zawsze umiał ze mną porozmawiać, jego rady były bardzo cenne. Dał mi świadectwo, jakim być kapłanem, jakie to ważne, by być między ludźmi. Chciał, byśmy na plebanii czuli się jak w domu - tak mówi o współpracy proboszcza z wikarymi ks. Artur Czepiel.

- Ciągle patrzył w przyszłość, więc mówienie o nim w czasie przeszłym jest dziś bardzo trudne. Chciałbym, żeby do mnie zadzwonił - wyznaje Robert Czaja.

Kiedy proboszcz źle się poczuł, zamknął się w mieszkaniu. Nie chciał jednak, żeby kościół został zamknięty. Świątynię zdezynfekowano. - Kontaktowaliśmy się z nim tylko przez telefon, bo nie chciał nikogo narazić na niebezpieczeństwo choroby. Wiele nie mówił, bo w miarę, jak postępowała choroba, męczyło go mówienie - mówi o ostatnich dniach ks. Sandeckiego jego wikariusz.

Kapłan zostanie pochowany z Zielonkach, gdzie spoczywa jego ojciec.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama