GN 30/2021 Archiwum

Balansujemy na krawędzi

Chorych zakażonych koronawirusem i wymagających hospitalizacji zaczyna być więcej niż miejsc w krakowskich lecznicach.

Decyzją wojewody małopolskiego od poniedziałku 26 października szpital MSWiA w całości funkcjonuje jako covidowy. Wszystkie poradnie specjalistyczne (zlokalizowane przy ul. Galla 25), a także rehabilitacja, medycyna pracy oraz stomatologia przestały działać.

– Naszym zadaniem jest uruchomić 110 łóżek, a już teraz mierzymy się z problemami, jakimi są braki personelu oraz kłopoty z dostawami tlenu. A przecież jeśli u pacjenta poziom saturacji wynosi 92, a po odłączeniu tlenu spada do 82, to jest jasne, że bez tlenu ten człowiek umrze – mówi dr n. med. Krzysztof Czarnobilski, zastępca dyrektora ds. lecznictwa.

Opowiada również, że w ostatnich dniach szpital o mały włos po raz pierwszy nie stanął przed dramatycznym wyborem, czy odłączyć respirator osobie „80+”, by podłączyć go pacjentowi „30+”. Na szczęście sytuację udało się opanować. Trudno jest również w Szpitalu Specjalistycznym im. J. Dietla. – Mieliśmy uruchomić 55 łóżek covidowych, a chorych pod tlenem jest już 110 (w ostatnim czasie jednego dnia zużyty został tygodniowy zapas tlenu!). Na sale szpitale przerabiane są sale konferencyjne, na każdym oddziale są izolatki, a 7 pacjentów mamy na intensywnej terapii (pod respiratorami), przy czym jest to oddział wzmożonej opieki kardiologicznej, który jest wsparciem dla oddziału kardiologii – wyjaśnia Marcin Mikos, dyrektor ds. administracyjnych.

On także nie kryje, że brakuje personelu, a inne choroby nie zniknęły. – Cały czas mamy chorych kardiologicznych, onkologicznych, przywożonych z DPS czy ZOL. Ostatnio przyszedł mężczyzna, prosząc o wzmocnienie, bo ma przerzuty raka, a chce nadal opiekować się niepełnosprawną żoną. Nie wyobrażam sobie, byśmy mieli komukolwiek odmówić pomocy, choć balansujemy na krawędzi – zapewnia M. Mikos. Nie inaczej jest w Szpitalu im. Żeromskiego, gdzie jest 110 łóżek covidowych – 80 dla dorosłych i 30 dla dzieci. Wszystkie są zajęte, a wśród dzieci dużo jest tych z chorobą nowotworową oraz małych, kilkumiesięcznych. Jeśli można kogoś wypisać do domu, to na jego miejsce natychmiast przyjmowany jest kolejny chory.

– Straszna sytuacja panuje na SOR, a karetki stoją przed oddziałem, bo nie ma gdzie przekazać chorych – ani w naszym szpitalu, ani w żadnym innym nie ma już miejsc. Jeśli każdego dnia mamy w Małopolsce ok. 2 tys. nowych zakażeń, to nawet 150–200 osób dziennie wymaga hospitalizacji. Nie możemy dopuścić, by nie było dla nich miejsc oraz by brakło miejsc dla innych chorych, dlatego trzeba zrobić wszystko, by liczba zakażeń nie rosła tak gwałtownie – przestrzega Lidia Stopyra, ordynator oddziału chorób infekcyjnych i pediatrii, a Piotr Meryk, kierownik oddziału obserwacyjno-zakaźnego, dodaje: – W swojej praktyce nie spotkałem się dotąd z wirusem, który powodowałby tak ciężki przebieg zakażenia u tak dużej grupy pacjentów równocześnie.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama