GN 30/2021 Archiwum

Chciałbym, żeby do mnie zadzwonił

Dla parafii św. Judy Tadeusza w Krakowie-Czyżynach tegoroczny odpust był wyjątkowo bolesny. Wspólnota żegnała swojego proboszcza, który zmarł po zakażeniu koronawirusem.

Ksiądz Czesław Sandecki pochodził z podkrakowskich Zielonek. Dojrzewał do kapłaństwa w kontekście ważnych dla Polski wydarzeń: wyboru Jana Pawła II, stanu wojennego, śmierci ks. Jerzego Popiełuszki i papieskich pielgrzymek do ojczyzny. Należał do jednego z najliczniejszych roczników kapłańskich w historii archidiecezji.

– Katedra na Wawelu, 19 maja 1985 roku. Niektórzy zastanawiali się, gdzie ci ostatni z nas będą leżeć podczas litanii. Czy już na schodach? Czy poza katedrą? Miejsce znalazło się dla wszystkich. Przed konfesją św. Stanisława – wspominał dzień święceń kapłańskich rocznikowy kolega ks. Czesława – ks. Jan Machniak. Zmarły w 61. roku życia kapłan był duszpasterzem m.in. w Buczkowicach, Borku Fałęckim, Mszanie Dolnej, w krakowskiej parafii Mariackiej i w Czyżynach, dokąd po latach wrócił jako proboszcz. Pracował też w Wydziale Duszpasterstwa Dzieci i Młodzieży i był wizytatorem katechetycznym w rejonie Kraków-Centrum. W 2004 r. w ówczesnej Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie (dziś Uniwersytet Papieski Jana Pawła II) obronił pracę doktorską pt. „Katecheza szkolna a religijność polskich studentów”.

Był dyrektorem Zespołu Szkół Katolickich im. Świętej Rodziny w Krakowie przy ul. Pędzichów. Po skończeniu kadencji dyrektora wrócił do pracy w kurii, najpierw do Wydziału Katechetycznego, a następnie do Wydziału ds. Duszpasterstwa Ogólnego, którym kierował. W 2010 r. został proboszczem parafii św. Judy Tadeusza w Krakowie-Czyżynach. Robert Czaja, tamtejszy nadzwyczajny szafarz Komunii św., był jego bliskim współpracownikiem. – Niezwykle zaangażowany i oddany parafii. Wszystko, co robił, o czym myślał, wiązało się z troską o dobro wspólnoty – opowiada. Zapamięta go jako dokładnego i perfekcyjnego, wymagającego od siebie i innych gospodarza. – Zawsze jednak stawał w pracy na pierwszej linii i dawał poczucie, że wspólnie uprawiamy tę samą rolę – dodaje. Był lubiany i ceniony przez ludzi, o czym świadczą nominacje do tytułów Filantrop Krakowa i Proboszcz Roku Małopolski.

– Bardzo lubił ludzi, a to przyciągało ich do niego. Zależało mu, żeby kościół tętnił życiem, żeby liturgia była na wysokim poziomie. Był proboszczem otwartym na współpracę, bo wszystkie podejmowane decyzje konsultował z nami, pytał, radził się, dyskutował – wspomina zmarłego szefa ks. Artur Czepiel, wikariusz czyżyńskiej parafii. Jak podkreśla, ks. Sandecki był dla niego także przyjacielem. – Kiedy miałem jakiś problem, zawsze umiał ze mną porozmawiać, jego rady były bardzo cenne. Dał mi świadectwo, jakim być kapłanem, jakie to ważne, by być między ludźmi. Chciał, byśmy na plebanii czuli się jak w domu – opowiada. Cenili go kapłani z sąsiednich parafii, dla których był „wielkim przyjacielem, bratem i gorliwym duszpasterzem”, jak mówił w homilii podczas żałobnej Mszy św. ks. prał. Andrzej Kopicz. Proboszcz parafii św. Maksymiliana w Mistrzejowicach wspominał m.in. muzyczny talent i pogodę ducha kapłana. – W czasie spotkań kolędowych zakładałeś akordeon i śpiewom nie było końca – opowiadał.

Podkreślał, że ks. Sandecki kochał swoje kapłaństwo i był serdecznie nastawiony do ludzi. – Ale też wnosiłeś w nasze kapłańskie życie powagę i dostojeństwo – zaznaczył. – Księże Czesiu, odszedłeś tak szybko i bez pożegnania. Dlatego chcemy dzisiaj, jak tylko umiemy, serdecznie cię pożegnać i podziękować – mówił nad jego trumną ks. Kopicz. Zmarły proboszcz z Czyżyn zostanie zapamiętany jako człowiek wrażliwy na ludzkie biedy. – W całości wspólnoty parafialnej widział poszczególnego człowieka. Jeżeli komuś była potrzebna pomoc, to on ją organizował. Zależało mu na tym, by wspierać ludzi – mówi R. Czaja. Śmierć ks. Sandeckiego była zaskoczeniem dla bp. Jana Zająca, który z nim pracował w Wydziale Duszpasterstwa Ogólnego krakowskiej kurii.

– Kilka dni temu rozmawiałem z lekarzem, który się nim opiekował. Mówił, że stan jest poważny, ale stabilny. A jednak okazało się, że Pan Bóg go wezwał do siebie w dzień odpustu parafialnego. Miałem ten odpust odprawiać, ale dzwonił, żebyśmy to odłożyli na inny czas – wspomina. Biskup Zając zapamięta swojego dawnego współpracownika jako dobrego człowieka, głęboko wierzącego kapłana, pełnego entuzjazmu i oddania innym. Ksiądz Sandecki zmarł 25 października. Do szpitala trafił po tygodniu domowej izolacji. – Kontaktowaliśmy się z nim tylko przez telefon. Nie chciał nikogo narazić na zakażenie. Wiele nie mówił, bo w miarę, jak postępowała choroba, męczyło go mówienie – mówi o ostatnich dniach ks. Sandeckiego jego wikariusz. W tym czasie choremu na COVID-19 księdzu towarzyszyły „Pieśń duchowa” św. Jana od Krzyża i modlitwa różańcowa. – Ciągle patrzył w przyszłość, więc mówienie o nim w czasie przeszłym jest dziś bardzo trudne. Chciałbym, żeby do mnie zadzwonił – wyznaje R. Czaja. W testamencie ks. Sandecki napisał: „Niech Bóg będzie dla mnie miłosiernym Ojcem”.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama