Nowy numer 2/2021 Archiwum

Od Szymona do Weroniki

Gdy rok temu o. Leonard Hryniewski OFM pomyślał, że warto, aby w Kalwarii Zebrzydowskiej powstał Dom Życia, nie przypuszczał, że jego propozycja wyprzedzi czas.

Właśnie wtedy, przed rokiem, o. Leonard jako psychoterapeuta i przyjaciel towarzyszył rodzicom, którzy dowiedzieli się, że dziecko, na które czekają, ma zespół Patau, czyli tzw. wadę letalną. To był szok, a dramat, który przeżywali Basia i Mateusz Krzyśkowie, o. Leonard porównał do drogi krzyżowej, gdzie niezbędna jest pomoc Szymona i Weroniki. Ta myśl nie dawała mu spokoju, bo przecież jako zakonnik mieszkający w kalwaryjskim klasztorze niezliczoną liczbę razy przemierzał dróżki Jezusa i Maryi i rozważał sceny, w których Szymon Cyrenejczyk pomaga nieść krzyż, a Weronika subtelnie towarzyszy w męce i ociera twarz Chrystusa. Na dróżkach, pomiędzy tymi stacjami, znajduje się też mały dom, który – wydawać by się mogło – nie jest nikomu potrzebny. Nie mogło być w tym przypadku.

Nie tylko złe emocje

Ojciec Leonard napisał projekt zagospodarowania domu i o zielone światło na jego realizację poprosił prowincjała oraz przedstawił plan podczas obrad kapituły prowincjalnej. Wszyscy bracia przyjęli go z entuzjazmem, a zgromadzenie zabezpieczyło pieniądze na remont i przystosowanie budynku na potrzeby Domu Życia. – Bardzo często w dyskusji, której świadkami jesteśmy w ostatnich tygodniach, na pierwszy plan wysuwają się nie problemy merytoryczne, ale gniew i wiele innych złych emocji. A przecież na sprawę można popatrzeć spokojnie, z perspektywy współczesnej psychologii – uważa o. Leonard.

– Okazuje się wtedy, że psychologiczne koszty dokonania aborcji, trauma, która z tym się wiąże, i potem proces terapeutyczny wychodzenia z tego doświadczenia (naznaczającego życie kobiety, mężczyzny i całej ich rodziny) zazwyczaj są dużo większe niż te, które rodzina ponosi, przyjmując dziecko, donosząc ciążę i przeżywając potem żałobę i pożegnanie – dodaje. W powstającym już Domu Życia (inauguracja działalności ma się odbyć w czerwcu 2021 r.) rodzice, którzy otrzymali diagnozę o ciężkiej chorobie dziecka (wykrytej w okresie prenatalnym), będą mogli uzyskać nie tylko profesjonalną pomoc psychologa, psychoterapeuty czy osoby duchownej, ale i pomoc materialną. Do współtworzenia dzieła zostały bowiem zaproszone organizacje, fundacje i stowarzyszenia pro-life, które po poznaniu sytuacji rodziny będą mogły zaoferować pomoc finansową albo przekazać sprzęt niezbędny do rehabilitacji i pielęgnacji dziecka (jeśli ciążę uda się donosić). Będzie to więc połączenie pomocy Szymonowej z tą, którą daje Weronika.

Na straży życia

Zakonnik przekonuje też, że inicjatywa nie jest „wymyślaniem czegoś nowego”, ale realizacją nauczania św. Jana Pawła II, podjętą w roku 100. rocznicy jego urodzin i w miejscu tak bardzo związanym z Ojcem Świętym, kalwaryjskim pielgrzymem.

– Podczas pielgrzymki do Polski w 1997 r. wygłosił on w Kaliszu przejmującą homilię. Mówił wtedy, jak ważne jest budowanie kultury życia, tworzenie dzieł, które będą podkreślały wielkość i godność ludzkiego życia, oraz środowisk wcielających w praktykę codziennego życia miłość miłosierną, którą Bóg obdarza każdego człowieka, zwłaszcza cierpiącego, słabego, ubogiego, nienarodzonego – przypomina o. Leonard, a o. Tarsycjusz Bukowski OFM, rzecznik sanktuarium pasyjno-maryjnego w Kalwarii Zebrzydowskiej, dodaje: – Zawsze będziemy stać na straży życia (każdego, od poczęcia do naturalnej śmierci), nie tylko jako zakonnicy czy sanktuarium, ale jako wspólnota Kościoła. Na wszystko, co w ostatnim czasie dzieje się na ulicach miast, reagujemy modlitwą, a te smutne wydarzenia jeszcze mocniej pokazują, jak bardzo potrzebny jest Dom Życia. Nie jest on jednak odpowiedzią na wyrok Trybunału Konstytucyjnego. Ten pomysł wyprzedził czas. Dom będzie proponował rodzinom jeszcze jedną ważną rzecz.

– Tu każdy znajdzie ludzi, którzy mają takie same ideały i są gotowi porzucić swoje wygodne życie, by pomagać innym – zapewniają Basia i Mateusz Krzyśkowie. Oprócz tego, że byli oni pod opieką hospicjum perinatalnego (które przygotowało małżonków do porodu), cały czas mogli liczyć na swoją wspólnotę: ktoś pojechał odebrać szpitalny wózek, by wozić Kingę po domu, ktoś inny zajął się specjalnymi czapeczkami dla dziewczynki (nie miała części czaszki), a gdy zmarła, o. Leonard pomógł w załatwieniu wszystkich formalności związanych z pogrzebem. – Kinga była z nami 46 dni, które były skarbem i darem od Boga. Bez przyjaciół nie byłyby one jednak takie owocne. Włączając się w to dzieło, będziemy więc dawać oparcie rodzicom, którzy chcą przyjąć chore dziecko. My nie mieliśmy co do tego najmniejszych wątpliwości – przekonują Basia i Mateusz. Całe ich świadectwo opublikujemy niebawem.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama