Nowy numer 3/2021 Archiwum

Powrót padre Roberto

– A to sobie Franciszek wymyślił! Mojego syna do Krakowa! – cieszyła się po ogłoszeniu nominacji Zofia Chrząszcz, mama posługującego dotychczas w Rio de Janeiro kapłana. – W Brazylii Kościół jest bardzo blisko ludzi. To jest w moim sercu – mówi on sam.

Ksiądz Robert Chrząszcz wychował się w Kalwarii Zebrzydowskiej, po sąsiedzku z Matką Bożą, pod Jej okiem. – Ona mi towarzyszy od lat dziecięcych. Są takie proste znaki jak ten, że urodziłem się w święto Matki Bożej Różańcowej – opowiada. Tę miłość do Pani Kalwaryjskiej zaniesie później do brazylijskich faweli, pośród których, w parafii św. Łucji w Rio de Janeiro, wzniesie kościół z poświęconą Jej kaplicą. – Do klasztoru miał niedaleko. Tam chodził do liceum. Wszyscy myśleli, że pójdzie do zakonu, a on do Krakowa poszedł, do seminarium. Od dziecka chciał być misjonarzem. Taka wola Boża – mówi Z. Chrząszcz.

Rewolucja po raz pierwszy

Od czasów seminaryjnych zna ks. Roberta bp Zdzisław Błaszczyk, pełniący dziś posługę w archidiecezji Rio de Janeiro. – W 2000 r. wyjechałem do Brazylii, on mnie odwiedził parę lat później. Spędził trzy tygodnie w mojej parafii i to był taki czas, kiedy zobaczył, jak pracuję, dostrzegł potrzeby tego Kościoła. Po powrocie do Polski rozpoczął kurs portugalskiego, a w 2005 r. przyjechał znów, tym razem jako misjonarz – opowiada padre Tiago, po którym ksiądz Chrząszcz objął parafię, gdy ten został biskupem.

Zanim jednak tak się stało, padre Roberto kilkanaście lat spędził w parafii św. Łucji, posługując w fawelach, w niebezpiecznej dzielnicy na obrzeżach Rio, terroryzowanej przez kartele, gdzie uliczne strzelaniny i zamieszki były na porządku dziennym. Dwa lata temu odwiedził go tam proboszcz rodzinnej parafii św. Józefa w Kalwarii ks. Wiesław Cygan. – Widziałem wdzięczność tych ludzi. Troszczył się o nich, martwiła go bieda. Docierał, gdzie tylko mógł, z pomocą i dobrym słowem – opowiada. – Cieszył się tam wielkim mirem. Wszyscy go szanowali. Wypatrywali go z daleka, pozdrawiali, machali do niego z radością – podkreśla kapłan.

Ksiądz Krzysztof Krawczyk, który pracował niegdyś w Kalwarii Zebrzydowskiej jako wikariusz, dodaje, że w Rio darzyli go respektem także członkowie ulicznych gangów. – Kiedyś wjechaliśmy w podejrzany zaułek, ale nawet tam pozdrawiali go przyjaźnie – wspomina. – Szybko wszedł w rytm brazylijski, zrozumiał mentalność mieszkańców Rio, piękno i różnorodność tutejszego Kościoła. Jego przyjście do parafii św. Łucji to była rewolucja. Przebudował ją dosłownie, bo wybudował kościół i dom parafialny, i mentalnie, bo dziś jest to parafia dynamiczna, wyróżniająca się, tętniąca życiem – mówi padre Tiago. Ksiądz Chrząszcz nie zapomniał jednak, skąd wyszedł. – Z Kalwarii zabrał nie tylko Matkę Bożą Kalwaryjską, której kult szerzył, ale także tradycje wielkotygodniowe, bo organizował w Brazylii misterium Męki Pańskiej – podkreśla bp Damian Muskus OFM, który od lat przyjaźni się z kapłanem. Zwraca też uwagę na to, że nowego biskupa krakowskiego ukształtowało doświadczenie Kościoła ubogiego. – Był zawsze blisko ludzi i ufam, że taki też będzie styl jego posługi w Krakowie – dodaje.

Rewolucja po raz drugi

Nominacja biskupia wiele zmieni w życiu padre Roberto. Spędził w Brazylii 15 lat i zapuścił w tym kraju korzenie. – Moje życie to Brazylia. Na pewno będzie żal opuszczać i kraj, i ludzi – mówi. Płaczą jego parafianie od św. Łucji w fawelach, płaczą też ci, do których przyszedł niecały rok temu, by zastąpić w roli proboszcza padre Tiago. Posługiwał wśród nich w warunkach pandemii, a to scementowało ich więzi. Miał też wiele nowych planów. Wszystko zweryfikowała decyzja papieża Franciszka.

Biskup nominat zapewnia jednak, że mimo tej życiowej rewolucji pozostanie nadal po prostu zwyczajnym księdzem Robertem. – Na pewno będę chciał wnieść ducha misyjnego w Kościół krakowski. Nie jest nowością to, co teraz powiem, że misyjność Kościoła jest aktualna wszędzie, nie tylko na misjach. Polska dziś też jest krajem, który potrzebuje Ewangelii i Chrystusa. W Brazylii Kościół jest bardzo blisko ludzi. Chciałbym być biskupem bliskim ludziom, bliskim księżom. To jest w moim sercu – podkreśla.

W dniu ogłoszenia nominacji biskupiej ks. Chrząszcz otrzymał w darze od kard. Orani Tempesty i biskupów archidiecezji Rio drewniany pastorał, piuskę, krzyż i pierścień biskupi. Zabierze je na nową drogę, tak jak słowa, które mają być jego biskupim zawołaniem. Odpowiedział „tak” na pytanie Ojca Świętego 22 października, we wspomnienie liturgiczne św. Jana Pawła II. – W godzinie czytań tego dnia jest homilia Jana Pawła II z dnia, gdy obejmował Stolicę św. Piotra 22 października 1978 roku. Tam wybrzmiewają słowa, które zawsze mnie dotykały: „Nie bójcie się otworzyć drzwi Chrystusowi”. Chciałbym, by one stały się moim biskupim zawołaniem – mówi.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama