Nowy numer 3/2021 Archiwum

Czas ofiarności

− Świat jest miejscem konfliktu różnych nadziei, czyli różnych wizji człowieczeństwa. Ten konflikt jest realny i nie da się go uniknąć, ale nadzieja jest czymś, co nas chroni – mówi Wojciech Bonowicz.

W czasie nieustannego zagrożenia zdrowia, ogromnej niepewności ekonomicznej, konieczności przestrzegania wielu ograniczeń i dystansu społecznego odbudowanie i wzmacnianie ludzkiej nadziei wydaje się sprawą pierwszoplanową. Z takiego założenia wyszli organizatorzy Tischnerowskich spotkań, które odbyły się w Krakowie pod wspólnym hasłem „Nadzieja mimo wszystko”. Jaką wizję nadziei proponuje ks. Józef Tischner?

Zacznijmy od definicji

Nadzieja jest pojęciem bardzo trudnym do nazwania. – Najpiękniejsze w nadziei jest to, że nie do końca wiemy, czym ona jest, ale czujemy, że jest to coś niesłychanie nam dzisiaj potrzebnego – zauważa W. Bonowicz i zwraca uwagę na to, że nie można jej mylić z optymizmem. – Nadzieja jest przede wszystkim poszukiwaniem sensu. Można go wyrazić językiem religijnym, ale niekoniecznie – dodaje. Przytacza też swoją ulubioną definicję. Vaclav Havel mawiał, że nadzieja jest pewnością, iż niezależnie od tego, jak się zakończy nasz wybór i co się wydarzy, to i tak miał on sens. Ten sens prowadzi człowieka przez różne, nieraz bardzo trudne doświadczenia. Tak nadzieję rozumie również Anna Dymna.

Aktorka, która od 20 lat pomaga osobom w sytuacjach, zdawałoby się, beznadziejnych, opowiedziała w rozmowie z biografem Tischnera o bardzo cierpiącej kobiecie, która przy obieraniu ziemniaków uświadomiła sobie, że jej ból ma sens. – Skoro jest tak dojmujący, to znaczy, że pełni jakąś ważną funkcję w życiu. Kłóciła się z Jezusem, ale w końcu zrozumiała, że to ma sens – mówiła. Podkreślała też, że wiara i nadzieja łączą się z miłością, bo łatwiej cierpiącemu odnaleźć sens, gdy ktoś jest obok niego. – Ludziom jest potrzebny optymizm, ale dużo potrzebniejsza jest ta głęboka, trudna do nazwania nadzieja, bo to ona nas niesie i daje poczucie, że życie jest warte życia, że warto o nie zawalczyć. Kiedy nadzieja umiera, to właściwie razem z nią umiera życie – argumentuje W. Bonowicz.

Świat przemierzają różne nadzieje

Świat dzisiaj przedstawiany jest często jako pole konfliktu cywilizacji, różnych ideologii, wiary. Ksiądz Tischner proponował jednak inne spojrzenie. Mówił o konflikcie różnych nadziei, czyli różnych wizji człowieczeństwa. – To sformułowanie jest genialne, bo z jednej strony mówi o czymś bardzo bolesnym. Konflikt jest realny i nie da się go uniknąć, bo ludzie mają różne wizje człowieczeństwa i te wizje muszą się zderzyć. Ale z drugiej strony – jest nadzieja, coś pozytywnego, czym można się dzielić. Nadzieja jest czymś, co nas po prostu chroni – komentuje pisarz.

Dlatego Tischner próbował spotkać się z innymi ludźmi na płaszczyźnie nadziei, nie na płaszczyźnie ideowej, nie na płaszczyźnie polemiki religijnej. Jakby pytał: jaka jest twoja nadzieja? Dokąd cię ona prowadzi? – Był przekonany, że chrześcijaństwo ma interesującą propozycję dla człowieka. To propozycja nadziei, która potrafi zajrzeć w otchłań ciemności, w śmierć i cierpienie, ale chroni przed rozpaczą – wyjaśnia.

O takim doświadczeniu próby swojej nadziei opowiedziała A. Dymna. Przeszła ją, gdy najpierw spaliło się jej mieszkanie, niedługo potem zmarł mąż, a następnie sama uległa poważnemu wypadkowi. – Nie załamałam się, bo byłam potrzebna, bo koledzy ze Starego Teatru obdarzali mnie niezwykłym uczuciem, wiedziałam, że oni są przy mnie. Nadzieja jest wtedy, gdy ktoś na ciebie czeka – stwierdziła. – Tischner zadawał pytanie innym nadziejom, które przemierzają świat. Czy twoja nadzieja chroni przed rozpaczą? – dodaje Bonowicz. To nie jest teoria. Pod te słowa trzeba podłożyć konkretne ludzkie doświadczenie: opieki nad niepełnosprawnym dzieckiem, nad kimś starszym, pracy, służby w szpitalu. – Kiedy zaczęła się pandemia, ludzie rzucili się do szycia maseczek. Umieli, nie umieli, ale czuli, że coś trzeba zrobić. To są niezwykłe momenty, kiedy dostrzegamy, że nadzieja jest podstawową ludzką motywacją – stwierdza.

Rzeczywistość społeczna dostarcza ostatnio wielu obrazów, które bulwersują, niepokoją i niekoniecznie są źródłem nadziei. – Tym bardziej trzeba nam zwracać uwagę na obrazy piękna, ofiarności, jaką ludzie sobie okazują. Czas pandemii to czas wielkiego chaosu i zarazem wielkiej ofiarności. O tym nie wolno zapomnieć – podkreśla biograf Tischnera. Jak więc nieść dziś nadzieję? – Aby się w cokolwiek zaangażować, człowiek musi zobaczyć w tym jakąś wartość. Nie musi tego nawet uzasadniać. Wolontariusz mówi przecież po prostu: bo tak trzeba – radzi. – Pomagam, bo oddycham – dodaje A. Dymna. Jak opowiada, nigdy wcześniej nie zastanawiała się nad nadzieją, bo gdy była małym dzieckiem, mama zawsze pokazywała jej „małe rzeczy, które są obok”, i tłumaczyła, że świat jest mądrze urządzony, bo wszystko ma początek i ciąg dalszy i nigdy się nie kończy. – Mama uczyła mnie, że to ma sens – podsumowuje aktorka.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama