Nowy numer 3/2021 Archiwum

Zagwizdaj mi, Mieciu

– Od Jana Pawła II uczyłem się bycia człowiekiem, kapłanem, bycia odpowiedzialnym za powołanie, ale także szerszego spojrzenia na życie Kościoła i świata – wspomina abp Mieczysław Mokrzycki.

Drugi sekretarz św. Jana Pawła II był gościem papieskiego muzeum w Wadowicach, które w ramach obchodów 100. rocznicy urodzin Karola Wojtyły przygotowało cykl spotkań ze świadkami jego życia i posługi. Ze względu na pandemię rozmowa z metropolitą lwowskim odbyła się online.

Spełnione życzenie

Mieczysław Mokrzycki pochodzi z wielodzietnej rodziny, ma czterech braci i dwie siostry. Mama Bronisława i ojciec Piotr byli zwykłymi, prostymi ludźmi. Tata był chłopem robotnikiem, mama prowadziła dom. – Byliśmy rodziną zjednoczoną, lubiliśmy się. Tego uczyli nas rodzice – wspomina arcybiskup Lwowa.

Wychowywał się w atmosferze głębokiej wiary i silnych związków z Kościołem. – Kiedyś pewien ksiądz powiedział mi, że Jezus spełnia życzenia wypowiedziane przez dzieci w dniu I Komunii Świętej. Tego dnia wyznałem Jezusowi, że chciałbym być kapłanem – opowiada. Gdy dorastał, starał się jednak odsunąć od siebie dziecięce pragnienie. – Nawet chodziłem na dyskoteki i inne spotkania, ale myśl o kapłaństwie mnie nie opuszczała – opowiada.

Poza dyskotekami były też spotkania oazowe, rekolekcje dla młodych, pielgrzymki na Jasną Górę czy do Kalwarii Pacławskiej. Było też wsparcie rodziny. Kiedy Jan Paweł II przyjechał po raz pierwszy do Polski, jego przyszły sekretarz był w klasie maturalnej. Widział go z daleka na krakowskich Błoniach, słuchał słów, które głęboko zapadały w serce. Po święceniach został kapelanem ówczesnego administratora w Lubaczowie abp. Mariana Jaworskiego, który skierował go na studia do Rzymu.

– To był trudny czas. Przeżywałem kryzys, który odbił się na moim zdrowiu. Lekarze nie wiedzieli, jak mi pomóc. Wtedy z kard. Jaworskim pojechaliśmy do Castel Gandolfo i tam spotkałem się z lekarzem papieża Renato Buzzonettim. Stwierdził u mnie nadczynność tarczycy. Szybko wróciłem do zdrowia. Można powiedzieć, że uratowali mi życie – podkreśla.

Domownik papieża

Kardynał Jaworski był przyjacielem Jana Pawła II. Gdy przyjeżdżał do Rzymu, mieszkał w apartamentach papieskich, dzięki czemu ks. Mokrzycki miał możliwość spotkań z Ojcem Świętym i dał mu się lepiej poznać. – Pewnie dlatego pomyślał o mnie, gdy mój poprzednik skończył 78 lat i potrzebny był nowy sekretarz – domyśla się obecny arcybiskup Lwowa. Nowe zadanie przyjął z wieloma obawami. Nie czuł się przygotowany do pełnienia funkcji papieskiego sekretarza.

– Wspominałem o tym kard. Dziwiszowi, ale on dodał mi otuchy. „Nie martw się, poradzimy sobie razem”– mówił. Odwagi dodawał mi też kard. Jaworski, który powtarzał, że Ojcu Świętemu się nie odmawia – wspomina pierwsze chwile swojej posługi w Watykanie. Lęk ustąpił, gdy po raz pierwszy przedstawiał Janowi Pawłowi II dokumenty do podpisu. Papież był człowiekiem spokojnym i cierpliwym. To się udzielało jego otoczeniu. Drugi sekretarz był odpowiedzialny za biuro i przygotowanie do wglądu wszystkich dokumentów i listów przychodzących z Sekretariatu Stanu. Listy od głów państw, dostojników kościelnych, ale także od dzieci i prostych ludzi z całego świata prezentował papieżowi dwa razy dziennie – rano i wieczorem. Wprowadzał gości i towarzyszył im, organizował codzienne życie w domu Jana Pawła II.

– Uczestniczyliśmy w jego codziennym życiu i wielu podróżach apostolskich. To wielkie wyróżnienie i radość, bo mogłem wtedy poznać posługę Piotra naszych czasów, który idzie do wszystkich ludzi – komentuje dawny papieski sekretarz. Dzień pracy był długi, rozpoczynał się wcześnie rano, kończył o 22.30. – Czuliśmy się bardziej domownikami niż pracownikami Ojca Świętego – wyznaje.

O papieżu opowiada ze wzruszeniem. – Wspomnienia wciąż są żywe. Uczyłem się od niego bycia człowiekiem, kapłanem, bycia odpowiedzialnym za powołanie, szerszego spojrzenia na życie Kościoła i świata, głębokiego zawierzenia. To mi towarzyszy w posłudze pasterskiej w archidiecezji lwowskiej – mówi. – Nie jestem wielkim naukowcem. Ojciec Święty rozmowy filozoficzne prowadził z innymi. Kiedy spacerowaliśmy po ogrodach w Watykanie czy Castel Gandolfo, rozmawiał ze mną o rodzeństwie i przyjaciołach, o tym, jak sobie radzę. Lubił śpiewać i sam zachęcał: „Mieciu, śpiewaj!”. Kiedyś Wanda Półtawska podsłuchała, jak sobie gwiżdżę i powiedziała o tym Janowi Pawłowi II. Czasami prosił: „Zagwizdaj mi, Mieciu” – wspomina abp Mokrzycki. – Był naturalny i życzliwy – dodaje.

Pytany, skąd Ojciec Święty czerpał tyle sił, odpowiada z przekonaniem: miał dar modlitwy. Papież był bardzo pracowity, trzymał się ściśle programu dnia. Wymagał od siebie, ale i od innych. – Wszyscy wiedzieliśmy, że musimy być punktualni, dokładni, odpowiedzialni – podkreśla abp Mokrzycki. – Mimo starzenia się Jan Paweł II do końca zachował porządek dnia. Chciał być obecny w życiu Kościoła. Do końca był sobą – podsumowuje.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama