Nowy numer 3/2021 Archiwum

Świąteczny smak pomocy

Wiosną, gdy w Polsce wiele osób nie traktowało jeszcze koronawirusa poważnie, w tym kraju zbierał on śmiertelne żniwo i sprawił, że bieda stała się jeszcze bardziej dotkliwa.

Aż 70 proc. wszystkich zakażeń (oficjalnie potwierdzonych przypadków SARS-CoV-2 jest obecnie 948 tys. i jest to liczba kilkakrotnie zaniżona) odnotowanych zostało w stolicy Peru – Limie, bowiem tam mieszka prawie połowa populacji całego kraju (ok. 16 mln). A Lima nie jest miejscem łatwym do życia. To teren pustynny, gdzie słońce świeci tylko przez 3 letnie miesiące (od stycznia do marca). W miesiącach zimowych jest szaro i zimno, a powietrze jest nasycone wodą (coś w rodzaju mżawki).

– Trudno cokolwiek uprawiać, więc żywność przywożona jest z prowincji (z gór i dżungli). Mieszkańcy ubogich dzielnic żyją w małych, przylegających wręcz do siebie domostwach. Kilka metrów kwadratowych to wszystko, co mają – opowiada Katarzyna Jawor, pochodząca z Myślenic świecka misjonarka archidiecezji krakowskiej, która w Limie spędziła 9,5 roku. Nie planowała powrotu do ojczyzny. To los zdecydował za nią.

– Rok temu w grudniu rozpoczęłam pracę w dżungli, ale doznałam urazu kręgosłupa i konieczne było leczenie w Polsce. Przyleciałam na początku 2020 r. i myślałam, że na misję wrócę latem. Jednak ze względu na pandemię stało się to niemożliwe – wyjaśnia. Każdego dnia dostawała zatrważające informacje z Peru od ubogich rodzin z dzielnic slumsów. W sierpniu, przez kilka tygodni, to właśnie ten kraj był na pierwszym miejscu na świecie pod względem liczby zgonów, a epidemia była poza wszelką kontrolą.

– Szpitale już wcześniej były przepełnione, a w sytuacji, gdy zakażenia obejmowały całe piętra, po prostu je zamykano. Od 16 marca ludzie nie mogli wychodzić z domu (wprowadzono restrykcyjny stan wyjątkowy i godzinę policyjną), pracować jak dotychczas, a to spowodowało, że zaczęło brakować im środków do życia. Co więcej, ogromna większość ludności Peru jest bardzo uboga, utrzymuje się z tzw. dochodów nieformalnych, czyli żyje z dnia na dzień. Co zarobią (np. handlując na ulicach), od razu wydają na jedzenie, a nie mogąc pracować, nie mają nic – tłumaczy K. Jawor.

Sytuacja zupełnie inaczej wygląda na prowincji – w górach każdy ma jakieś pole, coś uprawia, ma zwierzęta. Z kolei mieszkańców dżungli żywi… właśnie dżungla. Kasia nie mogła patrzeć na dramat Limy bezczynnie. Pytanie, które przed laty nie dawało jej spokoju i popchnęło ją na misje: „Co mogę zrobić dla tych najuboższych, mieszkających w slumsach, by zmieniać ich rzeczywistość?”, teraz powróciło z jeszcze większą siłą.

Odpowiedź była prosta. Skoro głód zaglądał ludziom w oczy (brakowało nawet chleba i wody, która jest dowożona, i to nieregularnie), trzeba było dać im dać jeść. W jaki sposób? Organizując dla nich paczki żywnościowe. Misjonarka wyliczyła więc, że aby zapewnić pożywienie kilkuosobowej rodzinie na ok. 3 dni, wystarczy 30 zł. Dzięki zbiórce uruchomionej na portalu zrzutka.pl (pod hasłem „Paczki żywnościowe dla Peru”) udało się już przekazać ponad 3 tys. paczek zawierających ryż, makaron, cukier, mleko, soczewicę i puszki tuńczyka.

Do najuboższych docierają z nimi na miejscu siostry należące do Zgromadzenia Urszulanek Unii Rzymskiej. Teraz, gdy zbliżają się święta Bożego Narodzenia, Kasia prowadzi trzecią już zrzutkę („Gwiazdka dla Peru”), którą wspomagają licytacje na facebookowej grupie „Pomoc dla Peru” (można tam zdobyć oryginalny prezent pod choinkę dla bliskich – peruwiańskie szopki, aniołki, portfeliki itp.).

– Tym razem chciałabym, by paczki miały świąteczny smak, by były większe – zdradza misjonarka. W Peru na bożonarodzeniowym stole powinien bowiem pojawić się pieczony w rodzynkach indyk (lub kurczak) oraz paneton (drożdżowa babka z rodzynkami) z ciepłą czekoladą. – W Limie jest teraz wiosna, więc koronawirus nieco wyhamował, a gospodarka jest powoli odmrażana. Nie zmienia to jednak faktu, że bardzo wiele rodzin żyje w skrajnym ubóstwie i każdy robi, co może, by przetrwać. Jedni sprzedają na ulicy to, co uda się im wyprodukować. Inni organizują w biednych dzielnicach „wspólne gotowanie” (na zasadzie: ja mam ryż, ty garnek, a ty coś na opał i razem damy radę). Cały czas potrzebują też naszej pomocy – nie ma wątpliwości Kasia.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama