Nowy numer 3/2021 Archiwum

Polska Misja Medyczna alarmuje: Sytuacja w Syrii jest dramatyczna

W tym kraju, doświadczonym wojną, brakuje już wszystkiego, nie tylko żywności.

Na Bliskim Wschodzie jedno na troje dzieci żyje w strefie konfliktu zbrojnego. W ciągu ostatniego roku ponad 500 tys. dzieci zostało przesiedlonych, także do obozów w Idlib. Przeżyły wojnę, a teraz muszą mierzyć się z pandemią koronawirusa. Jednak walka jest nierówna - osłabiony przez traumy wojenne organizm dziecka traci odporność, a warunki obozowe nie pozwalają na izolację.

- Brakuje tam wszystkiego, nie tylko żywności. Ludzie z powodu pandemii koronawirusa stracili dorywcze prace, boją się wychodzić, żeby nie zarazić siebie i bliskich. Pandemia przyczyniła się do zapaści w opiece medycznej - mówi Małgorzata Olasińska-Chart, dyrektor Programu Pomocy Humanitarnej PMM.

Opowiada też, że dostowanie się do sytuacji jest dla ludzi trudne, ponieważ izolacja uniemożliwia zarobienie pieniędzy na jedzenie i leki. Z kolei rzeczywistość w przepełnionych obozach wygląda tak, że w każdym namiocie mieszkają 2 lub 3 rodziny (o zachowaniu dystansu nie ma więc mowy), które mają nawet wspólne toalety. Ograniczony jest też dostęp do czystej wody, nie ma środków higienicznych ani maseczek. To wszystko sprzyja rozprzestrzenianiu się koronawirusa, a zima spowoduje szerzenie się różnych infekcji dróg oddechowych.

- Pandemia skutkuje tym, że Syryjczycy mają problem z radzeniem sobie z życiem w obozie. Zanika ich aktywność, pojawia się depresja. Dzieci nie chodzą do szkoły i nie mogą bawić się z rówieśnikami, a takie kontakty mogłoby zminimalizować skutki wojennej traumy - zauważa Mansour Alatrash, syryjski lekarz współpracujący z PMM.

To nie wszystko. W północno-zachodniej Syrii nadal trwają naloty, które utrudniają pracę medykom, a ośrodki zdrowia i kliniki zawieszają działalność. Od początku wojny aż 70 proc. lekarzy opuściło kraj w obawie o swoje życie. Ci, którzy pozostali, pracują 18 godzin dziennie i mają krytycznie mało środków medycznych oraz lekarstw.

- Brakuje podstawowych środków ochronnych, antybiotyków, aparatury tlenowej. Nie dajemy rady, bo brakuje personelu medycznego, a punktów medycznych jest zbyt mało. W 2019 r. aż 72 z nich zostało zniszczonych przez naloty bombowe. Życie tysięcy ludzi, medyków, pacjentów narażone jest na ogromne ryzyko, które już przed pandemią koronawirusa było zwiększone z uwagi na toczącą się wojnę - zaznacza dr Abdullah Sharaf ad Din, syryjski lekarz z organizacji Humanitarian Message Org.

Do chwili obecnej w Syrii wykonanych zostało ponad 43 tys. testów. U ponad 12 tys. osób zdiagnozowano COVID-19. Duży odsetek chorych stanowią pracownicy służby medycznej.

W związku z tym krakowska Polska Misja Medyczna pomaga w północno-zachodniej Syrii, gdzie dostarcza środki ochrony osobistej, leki i materiały medyczne. Potrzebuje jednak wsparcia darczyńców, by nadal kupować to, co jest niezbędne, jak również protezy dla kolejnych dzieci okaleczonych przez wojnę. Nawet małe kwoty mogą uratować komuś życie - średni koszt antybiotykoterapii jednego dziecka wynosi bowiem jedyne 30 zł. Informacje o tym, jak włączyć się w akcję, którą wspiera także aktorka Agata Kulesza, można znaleźć na stronie Polskiej Misji Medycznej (www.pmm.org.pl).

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama