Nowy numer 8/2021 Archiwum

Pan Zygmunt przekracza Rubikon

Przyszedł na świat 130 lat temu, 22 stycznia, w Krakowie, a ostatnie 24 lata życia spędził na emigracji. Kochał nieprzytomnie swoje miasto. Ono jednak wciąż nie odpłaciło mu dostatecznie za tę miłość. Przy okazji rocznicy urodzin przez cały rok będą się odbywały rozmaite inicjatywy przybliżające jego postać.

Zygmunt Nowakowski (1891–1963) był prawdziwym „człowiekiem orkiestrą”: żołnierzem legionów, aktorem, doktorem filozofii Uniwersytetu Jagiellońskiego, dyrektorem Teatru im. Słowackiego, powieściopisarzem, autorem książek i sztuk teatralnych, współpracownikiem „Ilustrowanego Kuriera Codziennego”, którego felietony czytały miliony osób w całym kraju, sprawozdawcą Polskiego Radia, kibicem i wiceprezesem Klubu Sportowego „Cracovia”, prekursorem opieki nad zwierzętami, na wojennej i powojennej emigracji niezłomnym publicystą zwanym „Emigrejtanem”, przede wszystkim zaś – jak podkreślał z dumą – „Krakowiakiem z Półwsia Zwierzynieckiego”.

Z tym przedmieściem był bowiem najsilniej związany. „Krakowie! Godnie powitaj swego syna!” – apelują redaktorzy almanachu „Rubikon”, wydanego na rocznicę urodzin pisarza przez krakowski oddział Instytutu Pamięci Narodowej jako dodatek do krakowskiej prasy lokalnej, który będzie kolportowany także osobno.

Wciąż go mało

O co z tym witaniem chodzi? Przecież prochy twórcy „Rubikonu” i „Przylądka Dobrej Nadziei”, książki, o której historyk prof. Andrzej Nowak powiedział, że „powinna być w sercu każdego krakowianina”, wróciły w 1968 r. do Krakowa. Przedrukowano potem niektóre jego powieści, wydano wybór felietonów i krajową edycję gawęd radiowych „Wieczory pod dębem”, zorganizowano wystawę czasową w Domu Zwierzynieckim, w 2016 r. powstał fabularyzowany film dokumentalny Anny Lasz- czki o Nowakowskim „Długi nos lajkonika”. – To wciąż jednak mało. Prochy pochowano chyłkiem, taki był warunek władz komunistycznych, wydawany po wielokroć „Przylądek Dobrej Nadziei” tworzył jednostronny obraz ich autora – jako jedynie sentymentalnego wspominkarza.

Tymczasem w mieście rodzinnym Nowakowski wciąż nie może zaistnieć na dobre tak, jak na to zasługuje ze względu na wszechstronny, iście renesansowy, jak się mówi potocznie, zakres swoich działań i zainteresowań. Nic więc dziwnego, że w tytule mojej biograficznej książki o „Emigrejtanie” znalazło się pytanie: „Kiedy Zygmunt Nowakowski wróci wreszcie do Krakowa?” – mówi Paweł Chojnacki, który od wielu lat zabiega o przywrócenie Krakowowi i Polsce dorobku „Krakowiaka z Półwsia Zwierzynieckiego” i pamięci o nim.

Uroczystości rocznicowe będą ku temu okazją. Zapowiedziano m.in. złożenie kwiatów na grobie twórcy na cmentarzu Rakowickim i wydanie z inicjatywy IPN przez Pocztę Polską okolicznościowej karty pocztowej. Miłośnicy jego twórczości byliby radzi, gdyby przypieczętowaniem uznania jego rangi było także pośmiertne przyznanie odznaczenia państwowego, np. Krzyża Wielkiego Orderu Odrodzenia Polski. Dużą porcję informacji o Nowakowskim przynosi wspomniany almanach „Rubikon”, kontynuujący tradycje czasopisma „Przylądek Dobrej Nadziei”, wydawanego niegdyś społecznie przez P. Chojnackiego. – Tytuł jest symboliczny podwójnie. Nie nawiązuje tylko do powieści Nowakowskiego. Może także oznaczać, że tak, jak Cezar przekroczył niegdyś rzekę Rubikon, rozpoczynając wojnę ze swoim konkurentem politycznym, tak my rozpoczynamy walkę o szerszą obecność Z. Nowakowskiego w Krakowie i Polsce – mówi P. Chojnacki.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama