Nowy numer 37/2021 Archiwum

Wierność wyborowi

– Z każdym dniem staramy się kochać siebie coraz bardziej, choć czasem nie ma w tym „świeżej mięty”, ale postanowienie woli: „tak, chcemy być ze sobą” – mówią Magdalena Guziak-Nowak i Marcin Nowak, małżeństwo z prawie 11-letnim stażem.

Poznali się w Katolickim Stowarzyszeniu Młodzieży Archidiecezji Krakowskiej (obecnie są zaangażowani w Duszpasterstwo Rodzin Archidiecezji Krakowskiej i działalność pro-life), z którym związani byli przez długie lata. To był cenny czas, bo zanim wpadli sobie w oko, dobrze się poznali, np. podczas pracy ewangelizacyjnej. Już wtedy widzieli, że mają ze sobą dużo wspólnego.

– Więcej: że wspólne mamy to, co najważniejsze, bo można się dogadać, kto woli jajko na miękko, a kto na twardo, ale nie wyobrażaliśmy sobie życia z osobą niewierzącą. Z głowy mieliśmy więc rozmowy na tematy, które narzeczeni często zamiatają pod dywan (adopcja, aborcja itd.). W końcu spadły nam klapki z oczu i zobaczyliśmy, że nie musimy daleko szukać drugich połówek – opowiada Magda, a Marcin dodaje, że choć był to czas różnych zawirowań w jego życiu, to w sercu miał pokój i pewność, że to właśnie Magda będzie jego żoną.

Kawa, dialog i modlitwa

Gdy już zrozumieli, że chcą być ze sobą, wszystko potoczyło się w ekspresowym tempie, a ślub był początkiem przygody, która ma trwać wiecznie, opierając się na raz podjętej decyzji. – Nie bez powodu na zaproszeniach ślubnych napisaliśmy cytat ze św. Augustyna: „Miłość to wybór drogi miłości i wierność wyborowi”. Ktoś powie, że to niewolnictwo, ale my odkrywamy, że im bardziej jesteśmy związani, tym więcej mamy wolności i tym bardziej chcemy kochać siebie nawzajem i nasze dzieci, a mamy już cztery córki: Klarę, Karolinę, Różę i Stefanię – podkreślają. Jak więc dbać o tę wolność? Magda i Marcin mają na to swoje sposoby.

– Wiele mądrych książek napisano o relacjach, a w naszym przypadku kluczem są rozmowa i wrażliwość na to, czego potrzebuje druga osoba – wskazuje Marcin. Wielką pomocą jest też przynależność do Domowego Kościoła, w którym małżonkowie formują się od 8 lat. Oprócz codziennej wspólnej modlitwy i comiesięcznego dialogu małżeńskiego (przy zapalonej świecy, ze świadomością Bożej obecności) Magda i Marcin każdego dnia starają się też wygospodarować „małżeński kwadrans na kawę”, a co jakiś czas rezerwują weekend tylko dla siebie. – To inwestycja w małżeństwo, bo ono jest fundamentem rodziny. I choć zdarza się, że trzeba odesłać dziecko, które przyszło z puzzlami, do innego pokoju, to chwilowe niezadowolenie córki będzie skutkowało tym, że – paradoksalnie – będzie bardziej szczęśliwa, bo będzie mieć szczęśliwych rodziców – tłumaczy Magda.

– Jest tak chociażby dlatego, że nie kłócimy się, a wszystkie sprawy załatwiamy na bieżąco. Nie mamy cichych dni (miałabym się nie odzywać do męża, ojca moich dzieci?!), nie krytykujemy się, nie przypisujemy sobie złych intencji i nie mamy przed sobą tajemnic. Może to brzmi niewiarygodnie, ale tak właśnie jest, bo kryzysy rzadko zaczynają się spektakularnym „bum!”, tylko nakładają się na nie miesiące zaniedbań – dodaje. Termometrem związku jest też kondycja małżeńskiego pożycia. – Zaniechanie intymności oznacza, że zaczynają się kłopoty, więc i o tę sferę trzeba dbać. Trzeba się też pilnować, by sprawy codzienności nie zagłuszyły pragnienia bliskości – nie mają wątpliwości małżonkowie.

Nieatrakcyjny święty?

Dla Marcina budowanie małżeństwa w odniesieniu do Boga stało się jeszcze bardziej wyraźne, odkąd został ojcem. – Przecież dla dzieci rodzic jest na początku obrazem Boga. To naprawdę zmienia perspektywę własnego życia i relacji do żony. Wychowując cztery córeczki, lepiej rozumiem też pojęcie miłosierdzia i pomaga mi to w osobistym doświadczeniu Boga. Jakby lepiej Go rozumiem – zapewnia. Dzięki dzieciom wyleczył się też z pracoholizmu i perfekcjonizmu, a nauczył się cierpliwości i wyrozumiałości.

– Dziewczynki skorygowały moje spojrzenie na to, co jest w życiu ważne, nauczyły rezygnacji z tego, co nieistotne, i pokazały czystą, bezinteresowną miłość bez cienia kalkulacji. One nas po prostu rozwijają – przekonuje Marcin. Przyznaje też, że ojcostwo zmieniło jego patrzenie na postać św. Józefa. – Kiedyś był dla mnie trochę „nieatrakcyjnym” świętym. Zastanawiałem się, co wielkiego zrobił, oprócz tego, że był opiekunem Jezusa. Teraz nie tylko widzę to inaczej, ale z racji mojego charakteru stał mi się bliski. Ja też wolę mało mówić, a dużo robić, nie pytać, tylko działać. Zawsze znajdować rozwiązanie i być opiekunem skarbów, czyli żony i dzieci. Bez zbędnego patosu – mówi M. Nowak. Tym tekstem otwieramy cykl pod hasłem: „Małżeńskie historie w Roku św. Józefa”, w którym rodziny dzielić się będą swoimi sposobami na to, jak dbać o miłość w XXI w. i jak trzymać się rad, które swoją postawą daje św. Józef.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama