Nowy numer 37/2021 Archiwum

Zniszczone ogniem i wodą

Tragiczny w skutkach pożar nowoczesnej siedziby Archiwum Urzędu Miasta Krakowa trwał kilka dób. Instytucja straciła wiele dokumentów, sam budynek także został uszkodzony.

Wieczorem 6 lutego ogień i zadymienie pojawiły się w dwóch halach magazynowych budynku przy ul. Na Załęczu w Czyżykach, oddanym do użytku na wiosnę 2018 r. i wypełnianym sukcesywnie archiwaliami. Zadziałały system alarmowy oraz automatyczny system gaśniczy, mający tłumić ogień za pomocą substancji żelowo-proszkowej.

Nie powstrzymało to jednak rozprzestrzeniania się pożaru. W akcji gaśniczej wzięło udział kilkuset strażaków. Była ona bardzo utrudniona ze względu na konstrukcję budynku magazynowgo (brak okien, wąskie korytarze), duże zadymienie oraz fakt, że ogień trawił papierowe dokumenty archiwalne. Ze względu na wartość dokumentów i obawę ich dalszego zniszczenia ogień tłumiono początkowo proszkiem gaśniczym, a dopiero potem pianą. Gdy to nie dawało efektów, w trzeciej dobie pożaru, przez specjalnie wykute wcześniej dziury w ścianach, strażacy musieli zacząć lać do środka wodę – 7 ton na minutę.

– Z jednej strony wykucie otworów w murze nieco oddymiło wnętrze, ale było widać, że gdy powietrze zawierające tlen napływało do środka, pojawiały się kolejne języki ognia – mówi Sebastian Woźniak, rzecznik Państwowej Straży Pożarnej w Małopolsce. – Zgromadzone w halach segregatory, akta i dokumenty tliły się i żarzyły. Regały o wysokości ok. 3 m strażacy musieli przesuwać ręcznie. Normalnie są one zasilane elektronicznie, ale po wyłączeniu prądu musieliśmy przesuwać je po szynach, póki się dało, dogaszać teczka po teczce – tłumaczy rzecznik straży.

W archiwum magazynowano 20 tys. m. b. akt. Mogło tam być nawet wiele milionów stron dokumentów, zwiezionych niegdyś z różnych miejsc Krakowa. Znajdowały się tam dokumenty dotyczące funkcjonowania miasta w ubiegłych latach, m.in. zawierane przezeń umowy, dokumenty dotyczące przetargów oraz zezwoleń budowlanych. Nie było natomiast akt Urzędu Stanu Cywilnego, które są przechowywane gdzie indziej. Na razie trudno określić, jakie dokumenty uległy zniszczeniu. Część akt zdołano przenieść w bezpieczne miejsce. Niektóre z dokumentów posiadały kopie lub zostały zdigitalizowane. Na razie nie są znane przyczyny wybuchu pożaru i jego rozprzestrzeniania się przez wiele dni. 9 lutego, jeszcze w trakcie akcji gaśniczej, pod nadzorem Prokuratury Rejonowej Kraków-Nowa Huta zostało wszczęte śledztwo „w sprawie umyślnego sprowadzenia zdarzenia w postaci pożaru zagrażającego mieniu w wielkich rozmiarach w postaci budynku Archiwum Miejskiego UMK, o bliżej nieustalonej wartości strat”.

– Bardzo współczujemy naszym kolegom z Archiwum UMK. Pomożemy, czym będziemy mogli. Ten pożar powinien być nauką dla wszystkich archiwistów. W naszym nowym budynku przy ul. Rakowickiej, gdzie wciąż trwa przeprowadzka archiwaliów z naszych oddziałów, w segmencie magazynowym także nie mamy okien, ale w fasadzie są zamurowane acz niezabetonowane tzw. wyjścia techniczne, które w razie potrzeby można łatwo wybić. Mamy także systemy gaśnicze, ale inne niż ten w archiwum miejskim. Nie mamy także halowego systemu magazynowania jak tam – mówi prof. Wojciech Krawczuk, dyrektor Archiwum Narodowego w Krakowie.


Archiwalny Titanic

Nowy budynek archiwum miejskiego był przedstawiany jako wzorcowy, spełniający wszystkie warunki do bezpiecznego przechowywania i udostępniania akt, i wszyscy w to wierzyli. Tymczasem ta wiara została poważnie nadwyrężona, obróciła się – nomen omen – w popiół. Nasuwa się tu porównanie ze słynnym statkiem „Titanic”, który także miał nowoczesne zabezpieczenia, co nie uchroniło go od tragicznej w skutkach katastrofy. Co poszło nie tak? Nie ma jeszcze pełnego obrazu przyczyn i skutków, niemniej wiele osób zadaje sobie pytanie, dlaczego nowoczesny system przeciwpożarowy wprawdzie zadziałał, lecz nie spełnił swojego podstawowego zadania – nie zatrzymał ognia, który tlił się przez kilka dób! To, co było atutem w działalności archiwum w normalnych warunkach – m.in. brak okien w budynku magazynowym, zabezpieczający dokumenty przed szkodliwym działaniem słońca, halowy system magazynowania, regały przesuwane elektrycznie – okazało się koszmarem w trakcie akcji ratowniczej. Po koniecznym wyłączeniu prądu, a więc i oświetlenia, trudno było coś zobaczyć wśród dymu, który nie miał gdzie uchodzić, strażakom trudno było się przeciskać wąskimi przejściami wśród unieruchomionych regałów…

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama