Nowy numer 16/2021 Archiwum

Z podniesioną głową

Niegdyś byli wśród najmłodszych, teraz są już po dziewięćdziesiątce. Syn chłopski z Lubelskiego i syn ziemian z Sandomierskiego. Połączyły ich walka o niepodległość w czasie wojny i po niej, więzienia, powojenne związki z Krakowem oraz świadczenie o przeszłości narodowej.

Co roku 1 marca, w Narodowym Dniu Pamięci Żołnierzy Wyklętych, okazuje się, że znów ubyli spośród żyjących w Małopolsce kolejni bohaterowie powojennych zbrojnych zmagań niepodległościowych. Por. Wacław Szacoń „Czarny” z podkrakowskich Liszek, który niedawno ukończył 95 lat, i prawie 94-letni ppłk dr Janusz Kamocki są już jednymi z ostatnich Małopolan spośród żołnierzy wyklętych, zwanych też niezłomnymi.

Obaj są jeszcze bardzo aktywni i świadczą o przeszłości. Doceniono to, nadając im tytuły Świadka Historii. Wacław Szacoń urodził się 5 lutego 1926 r. w Walentynowie na Lubelszczyźnie. – Wychowany w tradycjach religijnych i narodowych kierowałem się nimi we wszystkim, co w życiu robiłem – mówi partyzant, niegdyś żołnierz Narodowej Organizacji Wojskowej i Armii Krajowej, od 1945 r. partyzant działających na Lubelszczyźnie oddziałów podziemia mjr. Hieronima Dekutowskiego „Zapory” i kpt. Zdzisława Brońskiego „Uskoka”. Aresztowany w 1949 r. przez komunistyczny UB został skazany na 4-krotną karę śmierci, zamienioną następnie na dożywocie. Wyszedł w grudniu 1956 roku.

Gdy siostry, którym pozwolono na odwiedziny w więzieniu skazanego na śmierć brata, szlochały, Wacław powiedział do nich: „Dlaczego płaczecie? Przecież nikt nie będzie żył wiecznie. Tylko, że ja pójdę tam za wiarę i ojczyznę, a ci, co mnie skazali, jako pachołki sowieckie”. Był przyjacielem i towarzyszem walki Józefa Franczaka „Lalusia”, ostatniego partyzanta antykomunistycznego, który zginął w 1963 r., osaczony przez komunistyczną bezpiekę. Jego przyjacielem od czasów uwięzienia przez władze komunistyczne był też zmarły w ub. roku w wieku 100 lat ppłk Stanisław Szuro „Zamorski”. Wacław Szacoń ożenił się w 1957 r. ze Stefanią Rospond z Liszek, skazaną w 1953 r. na 6 lat więzienia w tzw. procesie Kurii Krakowskiej. Pracował w Krakowie jako ślusarz artystyczny.

Mimo uznania dla ruchu narodowego i Romana Dmowskiego nie zawahał się w czasach PRL przyjąć propozycji piłsudczyka płk. Józefa Herzoga do wzięcia udziału w przywróceniu godnego wyglądu zaniedbanej krypcie Piłsudskiego pod wawelską Wieżą Srebrnych Dzwonów. – Zawsze chodziłem z podniesioną głową, będąc dumny z tego, że walczyłem w szeregach Armii Krajowej, a po wojnie – w WiN-ie. Łączył nas jeden cel – niepodległa Polska – mówi por. „Czarny”. Mimo sędziwego wieku, do niedawna brał często udział w spotkaniach z młodzieżą, dając świadectwo swojej żołnierskiej służby i opowiadając o współtowarzyszach konspiracji. Jest bohaterem filmu dokumentalnego Dariusza Walusiaka „Mój przyjaciel »Laluś«”.

Jest także honorowym prezesem Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość” w Krakowie. Ppłk Janusz Kamocki (ur. w 1927 r.) pochodzi z kolei z sandomierskiej rodziny ziemiańskiej. W 1942 r. złożył przysięgę żołnierską w Narodowej Organizacji Wojskowej, a po scaleniu organizacji służył w 2 Pułku Piechoty Legionów AK. Po wojnie był żołnierzem niepodległościowego Narodowego Zjednoczenia Wojskowego, potem więźniem politycznym. Po ukończeniu studiów etnograficznych na Uniwersytecie Jagiellońskim był wieloletnim pracownikiem Muzeum Etnograficznego w Krakowie oraz wykładowcą akademickim. Jeszcze w 1963 r. został skazany na rok więzienia za... działalność harcerską.

– Stanąłem przed sądem, oskarżony z dwóch paragrafów Małego Kodeksu Karnego, które groziły karą śmierci, m.in. za „pełnienie funkcji w tajnej organizacji mającej na celu zbrojne obalenie ustroju”. Szło o tworzone przez nas nieformalne Kręgi Rycerskie, działające w ramach ZHP. Nie miały jednak charakteru konspiracji. Chodziło nam o nawiązanie do tradycji przedwojennego harcerstwa i wojennych Szarych Szeregów. Miała to być prawdziwa harcerska służba Bogu i ojczyźnie – wspomina ppłk Kamocki.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama