Nowy numer 16/2021 Archiwum

Wykuta na zaręczyny

Burzliwa historia naszego kraju spowodowała, że w jej odmętach przepadła większość naszych regaliów – przedmiotów związanych z królami polskimi. Powrót jednego z nich, dzięki hojnemu gestowi Węgrów – renesansowej zbroi młodzieńczej króla Zygmunta Augusta – jeszcze długo będzie przyciągał uwagę Polaków.

To arcydzieło sztuki płatnerskiej, a zarazem cenna pamiątka historyczna, jest już na stałe eksponowane w wawelskiej Zbrojowni. – Ze względu na urodę i znaczenie jest pierwszym obiektem, który widzi się po wejściu na ekspozycję – mówi prof. Andrzej Betlej, dyrektor Zamku Królewskiego na Wawelu.

Polskie zbiory nie mogły się do tej pory pochwalić kompletnym wyrobem płatnerskim tej klasy. Takie przedmioty spotykane były dotychczas jedynie w największych muzeach zagranicznych. Wyróżnikiem tej konkretnej zbroi jest, co rzadko spotykane, że wiadomo dokładnie, kiedy, przez kogo, na czyje zlecenie i dla kogo została wykonana. Płatnerz, rzemieślnik wysokiej klasy z Innsbrucku – Jörg Seusenhofer – wykuł ją w 1533 r. dla króla Polski Zygmunta Augusta. – Jest to zbroja młodzieńcza, gdyż Zygmunt August miał wówczas zaledwie 13 lat. Był już jednak monarchą, wybranym jeszcze za życia ojca – króla Zygmunta Starego, który zmarł w 1548 r. – dodaje Krzysztof Czyżewski, kurator zbiorów militariów wawelskich.

Zbroję wykuto jako prezent zaręczynowy od ówczesnego króla Czech i Węgier, późniejszego cesarza Ferdynanda I  z okazji zaręczyn Zygmunta Augusta i jego córki – 7-letniej wówczas Elżbiety Habsburżanki. O ile młody król na pewno miał na sobie tę zbroję, to jednak na pewno nie w trakcie ślubu. Ten bowiem odbył się w katedrze wawelskiej, gdy monarcha miał 23 lata. Zbroja o wysokości 156,8 cm, ważąca12,8 kg, jest arcydziełem artystycznym oraz inżynieryjnym. Płatnerz wykonał ją misternie z kutej stali, dekorowanej na różne sposoby.

Mamy do czynienia z kontrastem srebrzystej stali i złoconych nacięć. – Stałym motywem dekoracyjnym jest kratownica ukośna, wewnątrz której umieszczono czterolistne rozetki. To jest naśladownictwo kostiumu dworskiego z ówczesnych czasów – tłumaczy K. Czyżewski. Dla podkreślenia jej konkretnego przeznaczenia na środku napierśnika umieszczono splecione litery S i E – inicjały pary narzeczonych Zygmunta i Elżbiety. Zbroja, aczkolwiek dekoracyjna, miała kształt bojowy i turniejowy. Po prawej stronie widać hak składany, który służył do podtrzymywania kopii.

Dlatego wycięcie pod prawym naramiennikiem musiało być większe, by zmieściła się w nim kopia. – Także manekin, na którym umieszczono zbroję, jest zabytkiem. – Pochodzi jeszcze z czasów, gdy była przechowywana w zbiorach wiedeńskich – mówi prof. Betlej. Z powodu braku źródeł trudno prześledzić dalsze losy zbroi aż do 1770 r., gdy pojawia się wzmianka o niej w rejestrze zbiorów monarszych Habsburgów w Wiedniu. Niektórzy badacze przypuszczają, że mogła zostać zabrana z zamku w Starej Lubowli na Spiszu po tym, gdy Austria zajęła ten teren w 1769 roku. Ta cenna pamiątka królewska pozostała w Wiedniu do 1933 roku.

Na mocy decyzji sądu arbitrażowego została przekazana do Węgierskiego Muzeum Narodowego w Budapeszcie przez… pomyłkę. Uważano bowiem wówczas mylnie, że należała niegdyś do króla Węgier Ludwika II Jagiellończyka, poległego w bitwie z Turkami pod Mohaczem w 1526 roku. W 1939 r. wybitny znawca broni Bruno Thomas ustalił jej prawdziwe pochodzenie i przeznaczenie. 24 grudnia ubiegłego roku rząd węgierski uchwalił przekazanie młodzieńczej zbroi Zygmunta Augusta w darze dla narodu polskiego. Uczynił to premier Węgier w Krakowie 17 lutego, gdy z okazji 30. rocznicy powstania obradowali tam premierzy rządów Grupy Wyszehradzkiej.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama