Nowy numer 16/2021 Archiwum

Na czas niepokoju

Książka zawierająca niepublikowane dotychczas wykłady kapłana z Łopusznej dedykowana jest „kochającym, cierpiącym, błądzącym, tęskniącym”.

Ksiądz Tischner o miłości mówił niewiele. W jednym z wywiadów wyznał nawet: „Byłem analfabetą, jeśli chodzi o wiarę, byłem analfabetą, jeśli chodzi o miłość, dawałem ludziom tylko nadzieję”. Czy rzeczywiście? – W wielu książkach poświęconych filozofii Tischnerowskiej dowodzono, że mówił o miłości poprzez inne pojęcia, takie jak spotkanie, dialog, wzajemność. Unikał jednak mówienia o niej wprost – zauważa autorka książki „Miłość w czasach niepokoju” Joanna Podsadecka.

Wiele lat poszukiwała odpowiedzi na pytanie o powody i ostatecznie znalazła je, zasłuchana w nagrania ponad 40 godzin wykładów księdza dla studentów PAT w roku akademickim 1993/1994. – Usłyszałam Tischnera, który wyznaje to swoim słuchaczom pod koniec całego cyklu wykładów, i wiedziałam, że to wyznanie musi kończyć książkę – opowiada autorka. Co ciekawe, tamte wykłady nie były wprost o miłości, a jednak Tischner poświęcił jej wówczas wiele uwagi. – Niosły go zainteresowania studentów, obserwował ich reakcje, na ich podstawie rozwijał myśl. Fascynujące było słuchanie, jak w ciągu roku akademickiego coraz mocniej rozwijał wątki związane z miłością, obficie cytując mistyków – mistrza Eckharta i św. Jana od Krzyża – podkreśla J. Podsadecka.

Ludzie zwracali się do Tischnera w różnych trudnych sytuacjach. Jego wykłady nie powstawały za biurkiem, były owocem doświadczenia księdza, duszpasterza, wykładowcy, człowieka, który się napatrzył na dramaty i historie przekraczające ludzką logikę. – To były takie sytuacje, z których wydawało się, że nie ma wyjścia, a jednak miłość ludziom wskazywała drogę – wyjaśnia J. Podsadecka.

Tischner przez całe swoje życie starał się pomagać ludziom żyć, wraz z nimi szukał lekarstwa na ich bóle. Był zresztą przekonany, że temu służy filozofia – nauka, której celem jest zaradzić ludzkiemu cierpieniu. Jego mistrzem był Antoni Kępiński. Podglądał metody pracy tego wybitnego krakowskiego psychiatry, jego kontakt z pacjentami. Obaj postępowali w relacji z drugim człowiekiem w niemal identycznym stylu. Najpierw dawali mu odczuć, że go akceptują takiego, jaki jest, i nie oceniają go. Człowiekowi, który do nich przychodził, starali się okazać, że jest wyjątkowy i niepowtarzalny. Pytania drugiego traktowali jak jego wołanie o ratunek. – Ksiądz przecież nie do końca wie, z jakich doświadczeń zbudowany jest człowiek, który do niego przychodzi. Widzi jego zatroskaną twarz, słyszy o jakimś problemie, ale nie wie, co skłoniło człowieka do podjęcia konkretnej decyzji, co go powstrzymuje przed staniem się lepszą wersją siebie. Jeśli się nie potraktuje pytania drugiego albo jego problemu jako wołania o ratunek, to może się zdarzyć, że będzie za późno – mówi J. Podsadecka.

Jej zdaniem właśnie dlatego odpowiedzi Tischnera na pytania ludzi, którzy przychodzili do niego ze swoimi bolączkami, były tak niezwykle głębokie. Czym więc jest miłość według Tischnera? – To dojrzewanie do wspaniałomyślności. Ksiądz dowodził, że prawdziwe dzieje człowieka są dziejami dojrzewania do wspaniałomyślności, do bezinteresowności i przekraczania siebie – odpowiada pisarka. Dziś z miłością mamy problem, bo ją spłaszczamy. Cywilizacja idzie do przodu, nowe technologie podbijają świat, a człowiek zatraca rozumienie tego, czym jest miłość. – W czasach, kiedy seks stał się towarem, a nie dopełnieniem miłości, wszystko się komplikuje, bo drugi człowiek jest jedną z opcji, a nie kimś niepowtarzalnym. Nie może czuć się bezpiecznie w relacji, wciąż mu się wydaje, że jeśli nie będzie dość piękny, mądry, dostępny, to przestanie mieć wartość w oczach świata i drugiej osoby – diagnozuje autorka „Miłości w czasie niepokoju”. To budzi lęk i dewastuje ludzi. Człowiek zagubił rozumienie tego, czym jest miłość, bo nie potrafi dostrzec, jaka ona jest pojemna: że to nie tylko wspólne szczęście, ale i wspólne pokonywanie trudności, że miłość potrafi uszczęśliwiać, ale też doprowadzić do rozpaczy. – Tischner uczył, jak sobie radzić z tymi napięciami i jednocześnie nie stracić myślenia w pogodzie ducha. Był przekonany, że człowiek jest sprawczy i potrafi zaradzić wielu kryzysom w życiu, ale do tego jest potrzebna dobra wola. Gdy jej zabraknie, przechodzenie przez trudne doświadczenia się nie udaje – podkreśla J. Podsadecka.

Książka niesie pociechę i nadzieję „kochającym, cierpiącym, błądzącym, tęskniącym”. Autorka wierzy, że na czas niepokoju Tischner i jego rozważania o miłości mogą stać się dla wielu duchowym przewodnikiem. – Pandemia pokazuje, co było w naszym życiu iluzją, do czego przywiązywaliśmy większą wartość niż powinniśmy, a co naprawdę okazało się istotne, gdy świat się zatrzymał – uważa redaktorka wykładów ks. Tischnera. To doświadczenie owocuje docenieniem prostych gestów miłości, siły bezinteresowności i solidarności między ludźmi. – Odkrywamy, że one nie tylko dają bezpieczeństwo ludziom, którym pomagamy, ale dają nam poczucie, że życie jest po coś, że ma sens. To wzajemne wzmacnianie się wychodzi nam na dobre – podsumowuje.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama