Nowy numer 19/2021 Archiwum

Ta miłość wciąż dojrzewa

- Oblubieniec Maryi jest postacią godną naśladowania. Myślę, że on uczy nas, czym jest władza w tej małej komórce społecznej, jaką jest rodzina. A władza jest służbą. Po to więc jestem najsilniejszą osobą w naszej rodzinie, żeby służyć żonie i dzieciom - przekonuje Jakub Wołek, mąż Julianny i tata 7 pociech.

Poznali się w 2004 r. i choć oboje twierdzą, że była to miłość od pierwszego wejrzenia, początki były burzliwe. Związek chcieli opierać na Bogu, jednak z perspektywy czasu pokornie przyznają, że byli jeszcze bardzo niedojrzali i czasem zapominali o fundamencie, na którym trzeba budować życie. Przełomem stał się dopiero rok 2010, kiedy powiedzieli sobie sakramentalne „tak”, a później urodziła się pierwsza córka Amelka. 11 lat później i Julka i Kuba nie mają wątpliwości, że nie mogą bez siebie żyć i nawet jeśli czasem przychodzą trudne chwile, to wiedzą, że Bóg nieustannie troszczy się o ich małżeństwo, bo obiecał im to w dniu ślubu.

Śmierć nie jest końcem

Kuba: – Kochamy się szalenie, ale nasze małżeństwo to na zmianę pokój i wojna. Ta druga jest wyniszczająca i za każdym razem wydaje się, że jest końcem świata i nie ma już nadziei. Wojna zazwyczaj zaczyna się niewinnym punktem zapalnym, potem eskaluje i kończy się skokiem w ciemną otchłań, czyli uśmierceniem własnej pychy. Kiedy skaczemy z krzykiem: „Jezusie Chrystusie, uratuj mnie!”, otchłań okazuje się pięknym ogrodem, w którym nasze małżeństwo na nowo rozkwita. Zdaniem Kuby, każdy taki skok jest olbrzymią desperacją, bo w sercu słychać podszepty, by się nie upokorzyć, nie dać za wygraną i nie poprosić o przebaczenie.

– Z pomocą przychodzi wtedy Ewangelia, Dobra Nowina mówiąca o tym, że śmierć nie jest końcem, bo została pokonana. I faktycznie, okazuje się, że za każdym razem to początek czegoś lepszego – zauważa Kuba, a Julka dodaje, że miłość, która ich połączyła, nie stoi w miejscu, ale wciąż dojrzewa, stawia nowe wymagania i zaprasza do nieustannego przekraczania siebie. – Widzę, jak wiele jeszcze pracy przed nami, by ta relacja stawała się coraz mniej egoistyczna, za to coraz bardziej nastawiona na dobro drugiego. Wiele razy doświadczyłam, że choć pragnę kochać, dochodzę do murów, które trudno przeskoczyć o własnych siłach. Te mury przybierają różną postać: czasem to upór przy jakiejś „swojej racji”, a czasem niechęć do przyznania się do błędu czy trudności komunikacyjne. Na szczęście zawsze, gdy trudno jest wyciągnąć rękę do zgody, wiem, Kto może pomóc nam się pojednać – opowiada.

By jeszcze lepiej poradzić sobie z tym wszystkim, Julka i Kuba niedawno zdecydowali się na podjęcie terapii małżeńskiej prowadzonej w duchu chrześcijańskim. – Słowo „terapia” może kojarzyć się z ostatnią deską ratunku, kiedy dwoje ludzi myśli o rozwodzie. Warto odczarować ten stereotyp, bo nam chodzi o to, by skorzystać z pomocy, kiedy widzimy, że są obszary, w których związek potrzebuje uzdrowienia. Takie wspólne dojrzewanie w miłości daje ogrom radości i satysfakcji. Co ważne, już teraz udało nam się spojrzeć w innym świetle na trudności, które miały utarty schemat i wciąż się powtarzały – podkreśla Julianna.

To jest przygoda

Jako że małżonkowie pochodzą z rodzin wielodzietnych (rodzice Kuby są już dziadkami 22 wnucząt!), od początku chcieli mieć dużo dzieci. – Pan Bóg odpowiedział na to pragnienie i błogosławi nam w dzieciach – mówią. – Pojawienie się każdego z nich było wydarzeniem nie do opisania. To prawdziwy cud, że z naszej miłości rodzi się nowe życie. Amelka, Ania, Marianka, Róża i Leon są dla nas dowodem na to, że miłość istnieje, i że Bóg jest Miłością – zaznacza Kuba i dodaje, że gdy ten numer „Gościa” trafi do rąk Czytelników, na świecie będą już pewnie także bliźniaczki Rita i Helenka. – Ludzie często nas pytają, jak dajemy sobie radę, mając tyle dzieci.

– Nie dajemy sobie rady – i mówimy to z uśmiechem, bo wiemy, że wszystkiego nie upilnujemy. Mamy też swoje powiedzenie, które jest odpowiedzią na powszechne obawy przed wielodzietnością: „Kiedy pojawia się nowe życie, miłości się wtedy nie dzieli. Miłość wtedy się pomnaża” – twierdzi Kuba, a jego żona przekonuje, że choć wydawać by się mogło, iż rodzicielstwo jest końcem wolności czy beztroski, to dla niej jest przede wszystkim przygodą. – Każda relacja miłości sprawia, że przekraczamy siebie, uczymy się nowych rzeczy, dojrzewamy, żyjemy pełniej. Odkrywam nawet, że to, co sprawiało mi trudność w relacji z którymś z dzieci, odsłaniało tak naprawdę jakiś temat do przepracowania we mnie – zauważa Julka. Co ważne, rodzicielstwo, które rozpoczęło się dość wcześnie, nie przeszkodziło małżonkom w skończeniu studiów i spełnianiu marzeń – wydaniu książki (Julka) i albumu muzycznego (Kuba).

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama