Nowy numer 29/2021 Archiwum

Wielka gala arrasów

Powstały na zamówienie króla Zygmunta Augusta. Utkano je misternie w latach ok. 1550–1560 w Brukseli, z wełny, jedwabiu oraz srebrnych i złoconych nici. Miały być reprezentacyjną dekoracją wnętrz wawelskiego Zamku Królewskiego. Teraz można tam zobaczyć ich całą zachowaną kolekcję.

Ich „premiera” odbyła się w lipcu 1553 r. podczas koronacji i wesela króla, zleceniodawcy, i Katarzyny Habsburżanki, gdy na zamku były już zawieszone tkaniny z serii „Dzieje pierwszych rodziców” i „Dzieje Noego”. Później wielokrotnie były świadkami dworskich uroczystości z okazji koronacji czy królewskich zaślubin oraz innych wydarzeń historycznych.

Pokazali wszystko

Z okazji wyjątkowej, 100. rocznicy zwrotu z Rosji tego skarbu narodowego i 60. rocznicy jego powrotu z tułaczki wojennej w komnatach I i II piętra Zamku Królewskiego na Wawelu zaprezentowano całość zachowanego zbioru, łącznie z egzemplarzami uszkodzonymi w carskich siedzibach czy tymi, które ucierpiały w czasie transportu ewakuacyjnego w 1939 roku. Jest wśród nich 19 arrasów o tematyce biblijnej, zaprojektowanych przez Michiela Coxcie z Malines oraz autorów z kręgu Cornelisa Florisa i Cornelisa Bosa (pogrupowanych w seriach: „Dzieje pierwszych rodziców”, „Dzieje Noego” i „Dzieje wieży Babel”), a także przedstawienia zwierząt wpisanych w krajobraz, 41 arrasów herbowych, obicia mebli i dekoracje wnęk okiennych.

Możemy zobaczyć Adama i Ewę w szczęśliwości rajskiej z Panem Bogiem, „Rozmowę Noego z Bogiem” i przejmujący „Potop”, gdzie ukazano m.in. ludzi przerażonych zalewającą ich wodą. Jednym z najbardziej ozdobnych arrasów jest „Budowa wieży Babel”, gdzie po bliższym przyjrzeniu się widać wyraźnie na orientalnym stroju nadzorcy budowy miejsca tkane metalowymi, pozłacanymi nićmi. Zachwycają też zwierzęta i rośliny na krajobrazowych werdiurach: lampart walczy z niedźwiedziem, puszą się indyki, spogląda uważnie sowa, biegną zwinne łanie, a dziki i lew zagryzają małpę. Widać również kaczki, bażanty, dudka, papugę, zimorodka, jastrzębia, kozę, pawie, żurawia i borsuki. Pojawiają się także zwierzęta fantastyczne, np. jednorożec-żyrafa oraz smok walczący z panterą.

– To wielka gala arrasów. Niektóre z nich po raz pierwszy opuściły magazyn muzealny. Tworząc przez 14 miesięcy tę wystawę, chcieliśmy, by pokazała nam historię. To nie jest tylko pokaz dzieł. To także historia poszczególnych arrasów, jak i całej niezwykłej kolekcji stworzonej przez króla Zygmunta Augusta. To również historia wielkiego przedsięwzięcia, jakim jest konserwacja tych cennych tkanin, a zarazem opowieść edukacyjna. Te wszystkie trzy wątki są obecne na naszej wystawie – mówi prof. Andrzej Betlej, dyrektor Zamku Królewskiego na Wawelu.

Chciałby, aby ekspozycja została zapamiętana jako pomnik znaczenia fundacji królewskiej oraz jako pomnik ludzi, którzy tę kolekcję tworzyli i przez wieki troszczyli się o nią. – Dedykujemy ją tym, którzy przyczynili się do powrotu arrasów, m.in. Aleksandrowi Czołowskiemu, prof. Marianowi Morelowskiemu, Stanisławowi Świerzowi-Zaleskiemu, Józefowi Krzywdzie-Polkowskiemu, prof. Jerzemu Szablowskiemu i Aleksandrowi Jancie-Połczyńskiemu – dodaje dyrektor. Wartość kolekcji leży nie tylko w jej wartości artystycznej. Jak zauważyła Maria Hennel-Bernasikowa, znawczyni dziejów arrasów, jest to także jedyna ruchoma pozostałość wyposażenia wnętrz wawelskiego zamku z okresu jego największej świetności.

Historia sensacyjna

Kolekcja arrasów wawelskich liczyła pierwotnie ok. 160 sztuk. Do naszych czasów zachowało się 138 tych cennych tkanin. Ich dzieje były burzliwe jak z powieści sensacyjnej. „Odzyskiwano je w sytuacjach beznadziejnych. Uniknęły pożarów, dostania się na stałe w obce ręce, niebezpieczeństwa ostrzelania i zatonięcia, zniszczenia przez niewłaściwe przechowywanie. Były wożone królewskimi »skarbnymi wozami«, taborem grabieżcy, chłopskimi furmankami, ciężarówkami i koleją, a także spławiane łodziami i na węglowym galarze, płynęły na statkach” – pisze M. Hennel-Bernasikowa w książce „Dzieje arrasów króla Zygmunta Augusta” (Kraków 2011). Król dbał o nie za życia i zadbał na wypadek śmierci. W swoim testamencie z 1571 r. wskazał, że po śmierci sióstr Anny, Zofii i Katarzyny uczynione na ich rzecz legaty „na Koronę Polską i na Księstwo Litewskie jako jedną Rzeczpospolitą, ale tylko ku pospolitej potrzebie, nie ku czyjej innej i ku ozdobie potocznej, potrzebnej i uczciwej oddajemy i odkazujemy”.

W testamencie królewskim arrasy zostały wymienione na pierwszym miejscu jako „flanderskie opony ze złotem i figurami”. W XVII w. zaczęto używać określenia „obicie potopowe” lub „Potop” (od robiącego wielkie wrażenie „Potopu” z cyklu „Dzieje Noego”). Nazywano je także kurtynami lub szpalerami. Ciekawa jest też historia arrasów po abdykacji króla Jana Kazimierza w 1668 roku. Monarcha w 1669 r. wywiózł kolekcję wpierw do Malborka, a potem do Gdańska, gdzie złożył ją w depozyt u mieszczanina Franciszka Gratty, aby wywierać naciski na sejm. Uzależniał wydanie cennych tkanin, uważanych za dobro należące do Korony, a nie prywatne, od wypłacenia obiecanych mu pieniędzy. Z rąk potomków Gratty „Potop” został wykupiony dopiero po 55 latach. Tkaniny przewieziono do Warszawy i tam umieszczono w klasztorze karmelitów, a potem w Pałacu Rzeczypospolitej.

Stamtąd wywieziono je do Rosji w 1795 roku. Wróciły po 1921 r., choć nie w komplecie, w wyniku ustaleń traktatu ryskiego. W latach 1921–1928 udało się odzyskać 136 arrasów, które z powrotem trafiły na Wawel. Ewakuowane w 1939 r., po wybuchu wojny, i przechowywane potem m.in. w Kanadzie, wróciły na Wawel dopiero w 1961 roku. Arrasy były też wystawiane przy uroczystych okazjach, m.in. w krużgankach, w trakcie pogrzebu Juliusza Słowackiego w 1927 r., w 1933 r. podczas obchodów 600. rocznicy koronacji Kazimierza Wielkiego i podczas wizyty papieża Jana Pawła II w 2002 r., gdy wywieszono arras „Rozmowa Noego z Bogiem”. W trakcie pogrzebu Józefa Piłsudskiego w 1935 r. nad Bramą Wazowską zawieszono z kolei arras „Bóg błogosławi rodzinę Noego”.

Cerowane i kąpane

Może wydawać się dziwne, że nie wszystkie arrasy zostały w pełni zakonserwowane. – Konserwacja tkanin tego typu jest bardzo czasochłonna, wymagająca doświadczenia, umiejętności nie tylko technicznych, lecz także wczucia się w atmosferę i styl pracy tkacza z XVI w. – mówi Jerzy Holc, kierujący istniejącą od 1928 r. wawelską Pracownią Konserwacji Tkanin.

– Jeden z arrasów był obiektem zabiegów konserwatorskich przez 10 lat – dodaje. Naddrzwiowy arras z herbem Polski wymagał bowiem utkania na nowo brakujących fragmentów, m.in. 2,5-metrowego szlaku plecionkowego z maskami lwów na narożnikach. Zajęło to konserwatorom 740 dni pracy! Dużym wyzwaniem jest także... pranie tych wielkoformatowych tkanin. Kąpie się je nie mniej delikatnie niż kilkumiesięczne niemowlę. W wawelskiej pracowni wyprano ich dotąd kilkadziesiąt. – Służy do tego wielka płaska wanna z podwójnym dnem, umożliwiającym odciekanie wody – opowiada J. Holc. W praniu uczestniczy 10-osobowy zespół pracowników.

– Najpierw ściąga się podszewkę arrasu, usuwa efekty poprzednich konserwacji, a następnie moczy w wodzie destylowanej. Później tkanina jest tamponowana z prawej i lewej strony za pomocą gąbek i następuje wielokrotne płukanie – wyjaśnia konserwator. „Wykąpany” arras jest suszony przez podkładanie tkanin wchłaniających wodę, np. flaneli. – Taka kąpiel trwa zazwyczaj cały dzień – dodaje J. Holc. Niekiedy jednak z praniem trzeba się udać w okolice, z których pochodził projektodawca arrasów biblijnych. W 2003 r. arras „Budowa wieży Babel” był prany w Królewskiej Manufakturze Tapiserii rodziny de Wit w belgijskim Mechelen (Malines).• Wystawę „Wszystkie arrasy króla. Powroty 2021–1961–1921”, której kuratorami i autorami są Magdalena Ozga, Magdalena Piwocka i Jerzy Holc, można oglądać od 18 marca do 31 października. Towarzyszą jej katalog naukowy oraz bogaty program edukacyjny. Szczegóły na www.wawel.krakow.pl.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama