Nowy numer 38/2021 Archiwum

Czuję się jak spadochroniarz

– Na Czarny Ląd zabieram Biblię i apteczkę. Korzystam też z energii, która płynie z serc setek dobrych osób – mówi o. Mariusz Bartuzi, zajmujący się animacją misyjną, także w archidiecezji krakowskiej.

Należy do Zgromadzenia Misjonarzy Afryki – Ojców Białych i niedawno gościł w kilku parafiach na Podhalu, m.in. w Kasince, Miętustwie, Nowym Targu, Ludźmierzu i Czarnym Dunajcu. Głosił też rekolekcje wielkopostne w Ostrowsku. Towarzyszyli mu studenci z Akademickiego Koła Misjologicznego z Poznania, które zrzesza żaków ze wszystkich tamtejszych uczelni. – Nasza przynależność do koła polega również na formacji duchowej, na otwieraniu się na świat, na drugiego człowieka, na jego inny kolor skóry, inną mentalność tam daleko, gdzie mieszka, na kontynencie afrykańskim. Pięknym dopełnieniem tej teorii są nasze bezpośrednie doświadczenia misyjne w poszczególnych krajach – opowiada Marlena.

Polska Matka Teresa

Ojciec Bartuzi przypomina sylwetkę dr Wandy Błeńskiej, patronki Akademickiego Koła Misjologicznego z Poznania, której proces beatyfikacyjny właśnie trwa. Jest nazywana polską Matką Teresą. – Przez 43 lata pracowała na misjach w Ugandzie. W jednej z naszych książek dla dzieci jest przedstawiona ze spadochronem i na motorze. Jest to związane z tym, że małym Afrykańczykom rodzice przekazali, iż dr Wanda to taki spadochroniarz z nieba – mówi o. Bartuzi. Zakonnik przyznaje, że sam też czuje się jak spadochroniarz.

– Jestem posłany z nieba, mam Biblię, często też podsiadam apteczkę, przychodzę do konkretnej wspólnoty od konkretnych ludzi, bez których wiele rzeczy byłoby niemożliwych. Ta ich pomoc jest realna, przekłada się na ofiarność, modlitwę – przekonuje zakonnik. Dla o. Bartuziego spotkanie z góralami w Czarnym Dunajcu miało wymiar symboliczny, choć przecież pochodzi z pobliskiej parafii w Miętustwie. Jednak to właśnie w Czarnym Dunajcu był ochrzczony i tam chodził do szkoły.

– Tak naprawdę już tutaj zaczęło się moje posłannictwo, tu są moje korzenie wiary, którą sam przekazuję na Czarnym Lądzie – opowiada. Jego święcenia kapłańskie na Podhalu należały chyba do najbardziej radosnych, bo niecodziennie podczas Eucharystii w Polsce można oglądać tańce afrykańskie. Zakonnik od 15 lat jest kapłanem i praktycznie cały ten czas przepracował na misjach. Obecnie odpowiada za prowadzenie animacji misyjnych na terenie Polski w ramach jedynego w naszym kraju domu Zgromadzenia Misjonarzy Afryki – Ojców Białych w Natalinie koło Lublina. Ojciec Mariusz podkreśla też, że pandemia jeszcze nie „dopadła” w pełni Afryki. – Dotychczas nie była jakimś wielkim problemem, a pierwsza fala koronawirusa dopiero tam dociera. Miejmy jednak świadomość, że to jest bardzo niebezpieczne dla Czarnego Lądu, gdzie służba medyczna nie jest tak dobrze rozwinięta, jak np. w Europie – przyznaje o. Bartuzi.

Próg dojrzałości

W czasie spotkania z o. Bartuzim i członkami Akademickiego Koła Misjologicznego górale z podhalańskich parafii mogli zaopatrzyć się w pyszną kawę prosto z Afryki, małe różańce misyjne (takie same, tylko nieco większe, noszą ojcowie biali) czy publikacje o Czarnym Lądzie dla dzieci i dorosłych. Wszelkie ofiary zostaną przekazane na cele misyjne i placówki prowadzone przez ojców białych w Afryce. Misjonarze Afryki są obecni w ponad 20 miejscach na tym kontynencie.

Ojciec Bartuzi cieszy się z otwartości podhalańskich wspólnot parafialnych na tematykę misyjną i zwraca uwagę na jeszcze jeden ważny owoc takich spotkań. To świadomość, że wszyscy jesteśmy na drodze do Chrystusa, która też wiedzie przez misje. – Działalność misyjna to przekroczenie progu dojrzałości w Kościele, a każdy, kto zaczyna dzielić się swoją wiarą, przekroczył już ten próg. W efekcie oddaje się to, co już wcześniej się otrzymało, bo jesteśmy przecież posłani do głoszenia Dobrej Nowiny. Co ważne, w tym procesie są potrzebni młodzi ludzie – zauważa o. Mariusz.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama