Nowy numer 37/2021 Archiwum

Napełnieni Bożą mocą

– Towarzyszenie katechumenom na drodze do sakramentów inicjacji chrześcijańskiej jest dla mnie niezwykłą łaską, bo każdego dnia widzę, jak bardzo działa w nich Pan Bóg – mówi s. Marta Łopion CHR. W tym roku w Wigilię Paschalną w katedrze na Wawelu chrzest św. ma przyjąć 9 dorosłych osób.

Część z nich do tego wydarzenia przygotowywała się pod opieką sióstr jadwiżanek wawelskich (Zgromadzenie Sióstr św. Jadwigi Królowej Służebnic Chrystusa Obecnego), a część – w Dominikańskim Ośrodku Liturgicznym. Rok temu, ze względu na obostrzenia podczas pierwszej fali epidemii, uroczystość włączenia katechumenów do Kościoła katolickiego po raz pierwszy w historii odbyła się nie na Wawelu i nie w Wielką Sobotę, lecz w kościele św. Marka, w kilka sobotnich wieczorów, w okresie wielkanocnym. A szafarzem sakramentów był nie metropolita krakowski, tylko ks. Andrzej Wójcik, rektor kościoła św. Marka. Innej możliwości nie było, ponieważ obowiązywał wtedy limit 5 osób uczestniczących w Mszach św., dlatego 11 katechumenów trzeba było podzielić na małe grupy.

Co się z nimi dzieje?

– Nie miejsce i nie tradycja są jednak najważniejsze, tylko Ten, w którego wierzymy i który woła ludzi do siebie po imieniu. A ja jestem przekonana, że Bóg ma swoją drogę dotarcia do każdego człowieka. Ma też swój sposób miłowania go i komunikowania się z nim. Więcej, ma nawet wytrych do serca tych wszystkich, którzy Go szukają. Najczęściej działa poprzez innych ludzi – zauważa s. Marta Łopion, jadwiżanka wawelska, która od 15 lat opiekuje się katechumenami.

Bywa, że słysząc w sercu głos Boga, ktoś długo zmaga się ze sobą, jednak nie wie, co zrobić, by się do Niego zbliżyć. Niekiedy zrządzeniem opatrzności trafia na kapłana, który podpowiada, że warto zapukać do sióstr jadwiżanek, albo na osobę, która dzięki siostrom została w przeszłości włączona do Kościoła katolickiego. – Najbardziej urzekła mnie jednak historia pewnego młodego mężczyzny, który dopiero co został wujkiem. Wpadł mu wtedy w ręce artykuł o tym, kim tak naprawdę powinien być ojciec chrzestny. Tak bardzo wziął to sobie do serca, że postanowił zostać chrzestnym z prawdziwego zdarzenia, a więc opiekować się nowym życiem i dawać mu życie duchowe. Ale najpierw sam musiał przyjąć chrzest, bo do tej pory żył bez sakramentów. Bóg posłużył się więc tym maleńkim dzieckiem, by nawrócić jego wujka – wspomina s. Marta. Nie ma też wątpliwości, że katechumeni, zbliżając się do Boga, z każdym kolejnym miesiącem dojrzewają duchowo, co widoczne jest na zewnątrz.

– Współczesny człowiek czasem zapomina, że Bóg naprawdę jest, a ja mam tę łaskę, że obserwuję Jego działanie w tych ludziach. Widzę, jak po ukończeniu kursu zmieniają się, jak nagle zaczyna z nich promieniować życie duchowe. Zmieniają się i to widać nawet w ich spojrzeniu, w blasku bijącym z twarzy – przekonuje s. Marta. Dzieje się tak dlatego, że osobista relacja katechumenów z Bogiem jest zauważalna dla ich otoczenia, a oni stają się świadkami Chrystusa, ewangelizatorami dla swoich najbliższych. – To bycie świadkiem jest dla mnie najważniejszą konsekwencją pragnienia przyjęcia wiary katolickiej – zapewnia Dawid Orłowski, tegoroczny katechumen. – Chcę prowadzić ludzi do Chrystusa, dzielić się z nimi Dobrą Nowiną, by „ciągnąć ich w górę”, a tym samym powiększać Jego królestwo. Mocno wierzę też, że nie jest ważne, ile osób przyprowadzimy do Jezusa, lecz byśmy robili to szczerze i jak najlepiej. Może się przecież zdarzyć, że przyprowadzę tylko jedną osobę, ale ona może przyprowadzi tysiące – zaznacza Dawid.

Choć wychował się w praktykującej protestanckiej rodzinie, nie został ochrzczony, a jako nastolatek całkowicie odszedł od Boga. – Dziś wiem, że przez te wszystkie lata moje życie było puste. Teraz, gdy przygotowuję się do chrztu, czuję, że nastąpił przełom, że stałem się człowiekiem, który na nowo przyjmuje Jezusa do serca. W tym wszystkim najważniejsza jest dla mnie osobista relacja z Nim oraz otwartość na Ducha Świętego, na to, co On chce zmieniać we mnie. Mam nadzieję, że gdy już przyjmę sakramenty, to On będzie mnie umacniał, bym trwał w wierze – wyznaje D. Orłowski. W Wigilię Paschalną godzina „0” wybije też dla Miroslava Havlasa, młodego Czecha, który 5 lat temu zamieszkał w Krakowie. Tu poznał miłość swojego życia.

– Gdy się zaręczyliśmy, pojawił się temat ślubu i problem, bo nie byłem ochrzczony. Na szczęście byłem obecny podczas odwiedzin proboszcza w domu mojej narzeczonej. To on opowiedział mi o siostrach jadwiżankach – wspomina. Co ciekawe, choć jego rodzina nie była praktykująca, to zdarzało się, że czasem (zwłaszcza w trudnych chwilach) przychodził do kościoła, by się pomodlić i porozmawiać z Bogiem. Może dlatego, że w dzieciństwie, dzięki koledze, uczestniczył w lekcjach prowadzonych przez katechistów, więc iskierka wiary została kiedyś zaszczepiona. – By zapłonęła pełną mocą, musiałem przyjechać do Polski i spotkać moją narzeczoną – uśmiecha się Miroslav. – Dziś, gdy uczę się być katolikiem, czuję w sercu ciepło i mam poczucie bezpieczeństwa, że cokolwiek się stanie, wiara pomoże mi pokonać trudności – podkreśla.

Marzenie duszy

Od 32 lat istnienia jadwiżanek wawelskich do sakramentów udało się doprowadzić 243 osoby, a siostry nie mają wątpliwości, że jest w tym wszystkim palec Boży. Podobnie jak i w powstaniu zgromadzenia. – To Duch Święty natchnął ówczesnego rektora Papieskiej Akademii Teologicznej (dziś UPJPII), a późniejszego biskupa sandomierskiego (zmarłego w 2017 r.) ks. prof. Wacława Świerzawskiego, by przy kościele św. Marka założyć Instytut Liturgiczny, w którym osoby dorosłe będą przygotowywały się do przyjęcia sakramentów chrztu, bierzmowania i Eucharystii – mówi s. Marta Łopion.

Okazało się jednak, że towarzyszenie tym ludziom jest zajęciem tak wymagającym, że nie może być czymś marginalnym, co można pogodzić z pracą zawodową. Trzeba temu oddać całe życie. W efekcie powstała wspólnota zakonna, która przybrała nazwę Zgromadzenia Sióstr św. Jadwigi Królowej Służebnic Chrystusa Obecnego. Co ważne, jadwiżanki nie mają wątpliwości, że aby dzielić się wiarą z innymi ludźmi, najpierw same muszą się nią napełniać. – I napełniają się! Siostry są ogromnie zaangażowane w dzieło, które prowadzą, a wszystkich, którzy chcą odnaleźć Boga, przyjmują bardzo serdecznie i pomagają we wszystkim – zaznacza Jacek Liszka, ubiegłoroczny katechumen. – Ja tak naprawdę zawsze szukałem Boga, chciałem się do Niego zbliżyć, ale nie znałem wiary, bo najpierw wychowywała mnie babcia, która była Świadkiem Jehowy, a gdy zmarła, trafiłem do domu dziecka, gdzie nie miał kto zająć się moim życiem religijnym – wspomina. W końcu znalazł w internecie informację o siostrach jadwiżankach i życie zmieniło się o 180 stopni.

– Mam wrażenie, że diabeł do końca próbował walczyć o moją duszę, bo gdy zbliżał się chrzest, trafiłem do szpitala, ale na szczęście wszystko dobrze się skończyło. Co więcej, dzień po tym wydarzeniu zawarliśmy z moją żoną sakrament małżeństwa, bo do tej pory mieliśmy tylko ślub cywilny – opowiada J. Liszka i zapewnia, że przyjęcie wiary katolickiej wypełniło jego serce Bożą mocą. Ciepłych słów pod adresem sióstr nie szczędzi też Jadwiga, która podobnie jak Jacek Liszka sakrament chrztu przyjęła w 2020 r. – Jestem wdzięczna za każdą osobę, która stała się światełkiem na mojej drodze do poznania Chrystusa. Pierwszą z nich jest Piotr, mężczyzna, który stał mi się bliski i wprowadził mnie do Kościoła, rozbudzając moją ciekowość. Później spotkałam jadwiżanki, a to, co zrobiły, jest bezcenne – mówi.

Choć wartości chrześcijańskie znała od dziecka, to jednak nie była ochrzczona, bo jej rodzice byli niepraktykujący. – Rok temu, już po uroczystości, usłyszałam od nich wzruszające słowa: że otrzymałam właśnie wyjątkowy prezent i że odważyłam się żyć tym, czego od dawna pragnęłam i co było marzeniem mojej duszy. To prawda, bo przez wiele lat czegoś mi w życiu brakowało i szukałam tego, co napełni je sensem. Dziś wiem, że decyzja o przyjęciu sakramentów była najlepszą, jaką mogłam podjąć – przyznaje Jadwiga i dodaje, że choć pandemia nie ułatwia jej zadania, to od 12 miesięcy stara rozwijać się duchowo, by coraz lepiej rozumieć Boga i Kościół.

– Moja wiara ewoluuje, a ja jestem coraz bardziej świadomą neofitką, choć cały czas jeszcze się uczę. Zauważam też, że wiara dodała mi poczucia pewności siebie i optymizmu. Bóg pokazał mi po prostu, jaki jest kierunek mojego życia, dlatego chcę trzymać się Jego zasad i każdego dnia stawać się lepsza: dla Niego, dla innych ludzi i dla samej siebie – przekonuje Jadwiga, a tym, którzy może jeszcze nieśmiało poszukują Boga, życzy, by nie bali się przemieniać swojego życia i oddać go Bogu. Tym zaś, którzy w Wigilię Paschalną przyjmą sakramenty inicjacji chrześcijańskiej, życzy, by w noc rodzenia się Kościoła otworzyli serca na morze Bożych łask. Bo Bóg chce im hojnie błogosławić. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama