Nowy numer 19/2021 Archiwum

Przepis na wspólne życie

Marysia i Sławek Szymachowie dobrze wiedzieli, że bez Boga nie dadzą rady w świecie pełnym pokus, dlatego od samego początku prosili Go, by był nauczycielem w budowaniu dojrzałej relacji. Po 14 latach od ślubu są pewni, że lepszej decyzji podjąć nie mogli.

Przyznają też, że oprócz rodziców, którzy od najmłodszych lat przekazywali im wiarę, duży wpływ na ich życie duchowe miał obecny biskup pomocniczy naszej diecezji Robert Chrząszcz, bo to właśnie on formował ich w Ruchu Światło–Życie, we wspólnocie Cedron (tam się poznali), gdy był wikariuszem w parafii Matki Bożej Różańcowej na Piaskach Nowych.

Wizyty u Jezusa

– Ksiądz Robert zaszczepił w nas miłość do adoracji Najświętszego Sakramentu i wpajał wszystkim animatorskim parom, że jeśli coś budować, to tylko z Jezusem. Doskonale wyczuwał też potrzeby młodych ludzi i na nie odpowiadał. Do dziś z wdzięcznością wspominamy, jak zaprosił te wszystkie pary do siebie i puścił nam konferencję ks. Piotra Pawlukiewicza „Sex: poezja czy rzemiosło”. To, co wtedy usłyszeliśmy, było dla wielu z nas (a na pewno dla nas) kluczowe w formowaniu narzeczeństwa – wspominają Marysia i Sławek. Mottem ich małżeństwa stały się później słowa zaczerpnięte z tej konferencji: „Miłość to nie jest patrzenie się w siebie. Miłość to jest patrzenie we wspólnym kierunku. Tylko zapatrzenie się w Jezusa Chrystusa daje prawdziwe szczęście. I to jest Szczęście przez duże S, którego się nie da opisać”.

Miłość do adoracji Marysia i Sławek pielęgnują do dziś, a ich ulubionym schronieniem przed wszelkimi życiowymi burzami stała się kaplica Wieczystej Adoracji w Łagiewnikach. – Zawsze szukamy tam ratunku, gdy potrzebujemy szczególnej interwencji Opatrzności – gdy pojawiają się problemy, nieporozumienia czy trudne sprawy do rozwiązania. W promieniach Najświętszego Sakramentu znajdujemy ukojenie i uspokojenie. Tam też przychodzą do nas podpowiedzi, jak poradzić sobie z kłopotami – przekonują małżonkowie. Nie mają również wątpliwości, że po takiej „wizycie” u Jezusa dużo łatwiej jest wyciągnąć rękę na zgodę czy spojrzeć na problem od strony drugiej osoby – z większą miłością i wyrozumiałością niż wcześniej.

Małe i wielkie sprawy

Przewodnikami w ich przyjaźni z Bogiem są też Maryja oraz święci, a zwłaszcza św. o. Pio, św. Jan Paweł II, św. Charbel oraz Michał Archanioł. – W Medjugorju, poprzez wstawiennictwo Matki Bożej, wymodlone zostały nasze dzieci, nasz dar od Boga. Ula pojawiła się na świecie kilka lat po ślubie, ale Pan Bóg wiedział, co robi, gdy kazał nam na nią poczekać. Gdy miała 2 lata, pojechaliśmy z nią do tego miejsca, aby mogła przywitać się z Maryją i stanąć w miejscu, gdzie wszystko się zaczęło, a nasze modlitwy zostały wysłuchane. Podczas tej pielgrzymki prosiliśmy z kolei Boga o dar rodzeństwa dla Uli i… 10 miesięcy później urodził się Sebastian – nie kryją wzruszenia Marysia i Sławek. – Wychowanie dzieci jest dla nas wyzwaniem, a Boża pomoc jest nieodzowna. Ważne jest też to, że one obserwują rodziców, którzy prawdziwie są razem. Gdy widzą, jak przytulam Marysię, od razu przybiegają i tulą się do nas obojga – dodaje Sławek. Bycie razem w małżeństwie Szymachów wyraża się zarówno w sprawach wielkich i najważniejszych, jak i w tych mniejszych, które tworzą codzienność.

– To przygotowanie przez Sławka śniadania o godz. 6 rano, abym miała gotowe, gdy wstanę, przytulenie i pocałunek w głowę – przelotem, w drodze z pokoju do kuchni, jechanie bladym świtem 25 km na giełdę kwiatową, aby na weekend dom tonął w kwiatach, czy przygotowanie dla mnie relaksacyjnej kąpieli, podczas gdy on gotuje zupę, choć zasypia na stojąco po ciężkim dniu – wylicza Marysia i zapewnia, że stara się odpowiadać tym samym i działać tak, by i mąż czuł się kochany i spełniony. Dopełnieniem tego wszystkiego jest zaś bliskość fizyczna, której – jak wskazują małżonkowie – zaniedbywać nie wolno, bo łatwo wtedy o kłopoty. Ważne jest jednak to, by bliskość zawsze była ukierunkowana na drugą osobę, a nigdy na siebie. Wysoko ustawioną życiową poprzeczkę pewnie trudno byłoby utrzymać, gdyby nie ciągła duchowa formacja – już nie w oazie, ale we wspólnocie Drużyna Chrystusa, która narodziła się na Piaskach Nowych, a później „wyszła w świat”.

Ogromne znaczenie ma też wspólna modlitwa (każdego dnia, wraz z dziećmi), a dla Sławka (choć tak naprawdę dla całej rodziny) cotygodniowymi rekolekcjami są natomiast odwiedziny u chorych, którym niesie on Jezusa jako nadzwyczajny szafarz Komunii św. – Wiem jedno: Święta Rodzina zawsze będzie dla nas niedoścignionym wzorem do naśladowania, a ja chciałbym być jak św. Józef i mieć takie bezgraniczne zaufanie Bogu jak on. Chciałbym też być – choć w części – takim opiekunem dla Marysi i dzieci jak on był dla Maryi i Jezusa – przyznaje Sławek.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama