Nowy numer 19/2021 Archiwum

Co uda się uratować?

Rozpoczął się demontaż stropu i ścian bocznych jednej z hal archiwum Urzędu Miasta Krakowa, które strawił ogień. Strop hali jest podtrzymywany na łańcuchach przez dwa dźwigi.

Sposób demontażu i wydobywania archiwaliów zostały określone przez ekspertów z Katedry Konstrukcji Żelbetowych i Sprężynowych Politechniki Krakowskiej. Okazało się jednak, że płyty betonowe z konstrukcji hali, poddane w trakcie pożaru bardzo wysokim temperaturom, rozsypują się w trakcie podnoszenia.

– Ze względów bezpieczeństwa nie ma możliwości, by ktokolwiek wszedł do hal. Dokumenty będą wydobywane ręcznie przez pracowników, którzy będą w koszach na wysięgnikach – wyjaśnia sekretarz UMK Antoni Fryczek. Na początek będzie rozbierana wschodnia ściana hali, po czym nastąpi wydobywanie dokumentów. Prace przy hali nr 2 zaplanowano na ok. 10 tygodni. Po ich zakończeniu zostaną wydane kolejne decyzje. Dokumenty będą na bieżąco segregowane (w trzech namiotach ustawionych obok pogorzeliska) przez pracowników archiwum UMK pod kątem ich ważności oraz stanu zachowania. Konsultacjami będą służyli m.in. eksperci z Archiwum Narodowego w Krakowie. – W skład naszego zespołu konsultacyjnego wchodzą doświadczona archiwistka dr Kamila Follprecht oraz dwie konserwatorki papieru – mówi prof. Wojciech Krawczuk, dyrektor ANK.

Akta kategorii A, czyli wieczystego przechowywania, oraz kategorii B, które powinny być przechowywane 50 lat, będą zamrażane i wysyłane z Krakowa do Archiwum Narodowego w Katowicach, które dysponuje specjalną komorą, gdzie możliwe jest ich zabezpieczenie i ratowanie. Proces ten może być bardzo długotrwały, zważywszy że do tej pory nie osuszono wszystkich dokumentów, które ucierpiały podczas powodzi z 1997 roku. Szanse na przetrwanie dokumentów w dobrym stanie są jednak nikłe, bo najpierw były pod wpływem wysokich temperatur, a potem zalewano je wodą w trakcie gaszenia. W archiwum magazynowano 20 tys. mb. akt.

Mogło tam być nawet wiele milionów stron dokumentów, zwiezionych niegdyś z różnych miejsc Krakowa. Te fragmenty dokumentów, których nie da się w całości uratować, będą zutylizowane pod nadzorem, gdyż mogą się w ich znajdować dane wrażliwe, m.in. dane osobowe. Pożar w archiwum UMK wybuchł wieczorem 6 lutego, a został opanowany 11 lutego. Wtedy jednak tliły się nadal dokumenty w hali numer 1 i jeszcze 17 lutego strażacy dozorowali pogorzelisko.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama