Nowy numer 24/2021 Archiwum

Moda na czarnogłówkę

Na nowe dopłaty do jagniąt hodowcy owiec będą mogli liczyć jeszcze w tym roku kalendarzowym. Tegoroczny sezon pasterski rozpoczął się z opóźnieniem, ale stare problemy pozostały.

Jan Janczy, dyrektor Regionalnego Związku Hodowców Owiec i Kóz w Nowym Targu podkreśla, że w pasterstwie – pomimo nowego sezonu – ciągle wracają stare problemy. – Chodzi oczywiście o pomocników baców, czyli juhasów. Ich po prostu trudno znaleźć. Nie ma, tak jak dawniej, zebrań poprzedzających wyjście na hale. Dzisiaj juhas wyuczony zawód może mieć w ogóle niezwiązany z pasterstwem, a to nie jest dobre – mówi J. Janczy. Kłopoty z prowadzeniem gospodarstw rolnych zauważają sami hodowcy, którzy na sezon pasterski oddają owce bacom i juhasom.

– Trzeba dostrzec w końcu problem starzenia się wsi, braku następców. Młodzi ludzie uciekają i szukają tzw. lepszego chleba, np. na zachodzie Europy. Proszę również pamiętać, że dotacje na zwierzęta nie załatwiają wszystkiego. Przykładowo podam, że w tym roku rolnik, sprzedając jagnię, otrzymał 70 zł za sztukę. Tymczasem koszt strzyżenia owcy dwa razy w ciągu roku jest o połowę większy niż przychód uzyskany ze sprzedaży wełny – opowiada pani Maria, która wspólnie z rodziną prowadzi gospodarstwo rolne w jednej z podhalańskich miejscowości.

Ile płacą za owcę?

Obecnie na terenie powiatu nowotarskiego jest 680 siedzib stad owczarskich, gdzie łącznie hoduje się prawie 30 tys. sztuk zwierząt. Co ciekawe, w 361 siedzibach stad rolnicy zajmują się nie tylko owcami, ale także bydłem. Zresztą gospodarstw z bydłem Biuro Powiatowe Małopolskiego Oddziału Regionalnego Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa w Nowym Targu ma zarejestrowanych 4765.

– Dużym zainteresowaniem na terenie powiatu nowotarskiego cieszą się programy pomocowe dla hodowców owiec. Dzięki wsparciu odradzają się na Podhalu również stare lokalne rasy, jak cakiel podhalański i polska owca górska odmiany barwnej – wyjaśnia Maciej Tylka, kierownik nowotarskiego biura ARiMR. Obecnie hodowcy mogą liczyć na kilka dotacji. W minionym roku w skali 12 miesięcy za jedną owcę mogli otrzymać w płatności bezpośredniej 111 zł, a za cakla – nawet 360 zł. W tym roku dojdzie jeszcze jedna dotacja na tak zwany dobrostan, pod warunkiem, że owce zajmują odpowiednią powierzchnię w owczarni. Będzie to 133 zł za jedno zwierzę. – Ze spełnieniem wymogów przez poszczególnych hodowców nie powinno być problemów. Kiedy podliczymy poszczególne dotacje, wychodzi całkiem spora suma, co bardzo cieszy – mówi J. Janczy.

Nieco inaczej na sprawy dotacji patrzy Andrzej Gąsienica-Makowski, wieloletni starosta tatrzański i niegdyś podhalański poseł, a obecnie prezes Towarzystwa Produktów Regionalnych. – Dotacje są bardzo istotne dla hodowców, oni przecież nie są w stanie sami się utrzymać. Jednak ważne jest, aby nie były one przyznawane w perspektywie roku czy dwóch, ale nawet 10 lat. Wtedy hodowca będzie czuł się pewnie, będzie chciał inwestować – zaznacza. Zwraca też uwagę na kulturę pasterstwa. – Ono jest żywym filarem kultury góralskiej. Musimy je wspólnie pielęgnować, to znaczy ono musi żyć. Bez pasterstwa tatrzański krajobraz nie będzie taki sam. Nie możemy dopuścić do tego, żeby ziemia leżała odłogiem – dodaje prezes Makowski.

Wielkie poświęcenie

Jak wylicza J. Janczyk, obecnie na wypasie jest około 8 tys. owiec od hodowców z Podhala. Wypas odbywa się głównie w Jaworkach koło Szczawnicy. Jednak wśród rolników zaczyna tworzyć się moda na prowadzenie wypasu koło domów. – Chodzi o owcę czarnogłówkę, która nie nadaje się na wypas na polanach. To jest rasa mięsna. Za nią też można otrzymać dotację w wysokości 120 zł. Mamy w naszym związku hodowców ze Spytkowic czy Maruszyny, którzy właśnie czarnogłówkę mają przy swoich gospodarstwach – mówi J. Janczy.

Trzeba pamiętać, że zaangażowanie się w prowadzenie hodowli – czy to owiec, czy bydła – to spore poświęcenie. Hodowli nie sprzyjają także niekorzystne warunki górskie, co przekłada się na krótszy okres wegetacyjny, ale też zbyt strome zbocza utrudniają użycie często bardzo drogiego sprzętu specjalistycznego. – W tym wszystkim rola baców, juhasów, poszczególnych hodowców jest po prostu nie do zastąpienia. Musimy zrobić wszystko, aby im pomóc na wszelkie możliwe sposoby – podkreśla A. Gąsienica-Makowski.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama