Nowy numer 38/2021 Archiwum

Żyję tylko dla synka

Marlenie Pizoń już w dzieciństwie drżały ręce. Tak mocno, że czasem nie mogła utrzymać kubka z herbatą. Mając 15 lat, usłyszała w końcu straszną diagnozę - dystonia miokloniczna. Dziś 23-letnia dziewczyna walczy o życie.

Omdlenia nie są jedynym objawem choroby. Dziewczyna ma też osłabione czucie oraz mięśnie w lewej części ciała. Zdarzają się również momenty, w których Marlena nie może zapanować nad ciałem, ponieważ szarpią nim mimowolne zrywy mięśni (najczęściej skurcz obejmuje mięśnie ręki oraz karku), a głowa w nienaturalny sposób odchyla się do tyłu i nie może wrócić, bo mięśnie są zablokowane. Trudno jest także mówić, co sprawia wrażenie, jakby Marlena się jąkała. Więcej – dystonia miokloniczna zaatakowała nawet krtań, przez co dziewczyna czasem czuje, jakby się dusiła. – Leki, które przyjmuję, nie pomagają mi już za bardzo, bo choroba – jak powiedzieli lekarze – i tak będzie postępować, a ja czuję się po nich otępiała. Nie zadziałały też ostrzykiwania z toksyny botulinowej. Byłam konsultowana w kilku dużych ośrodkach w Polsce i wszędzie odmawiano mi pomocy. Dopiero w sierpniu 2020 r. trafiłam do dr. Libionki, który dał mi szansę na powrót do normalności, choć zastrzegł, że operacja nie rozwiąże problemu w 100 proc. Najważniejsze jednak, że będę mogła chodzić, pójść do pracy i odzyskam dziecko. Chcę pokazać mu świat i dopilnować, by wyrósł na dobrego człowieka – przekonuje Marlena.

Dla dr. Libionki, który chce wykonać operację w szpitalu w Kluczborku, nie będzie to pierwszy tego typu zabieg. Nie tak dawno udało się bowiem przeprowadzić taki sam (z powodzeniem) u 17-letniej pacjentki z dystonią. Lekarz, poprzez zastosowanie neurostymulacji, pomaga też pacjentom z chorobą Parkinsona czy z pląsawicą Huntingtona. Sęk w tym, że im później chory trafi na stół operacyjny, tym mniejsze są szanse na skuteczność zabiegu. Nie inaczej jest w przypadku Marleny, dla której liczy się każdy dzień. Na portalu Siepomaga.pl trwa więc zbiórka (www.siepomaga.pl/marlena-pizon), jednak do osiągnięcia upragnionego celu brakuje jeszcze dużo pieniędzy. Na razie na koncie jest nieco ponad 48 tys. zł, czyli zaledwie 40 proc. kwoty. – Mam nadzieję, że w tych zmaganiach pomoże mi św. o. Pio, który od zawsze mnie fascynował. W pokoju mam jego obraz i modlę się do niego, prosząc o pomoc, bo wierzę, że wiara potrafi zdziałać cuda – podkreśla Marlena. O wsparcie prosi też Czytelników „Gościa Krakowskiego”.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama