Nowy numer 30/2021 Archiwum

Po głosach, po śladach

Pisał kiedyś o starych poetach – klasykach, a teraz sam stał się jednym z nich. 18 czerwca to data 80. urodzin Leszka Długosza.

Nie zamierza łamać poetyckiego pióra ani rozstawać się z muzą pieśni – Polihymnią. – Spoczywanie na laurach, nawet najbardziej zasłużonych, nie zgadza się z moją naturą, z moimi ambicjami, z potrzebami, z moim temperamentem. Nie umiem się zestarzeć, choć oczywiście czuję upływający nieuchronnie czas. Znam więc powagę daty urodzin, ale planów mam jeszcze wiele – mówi jubilat.

Dwa skrzydła

Cały dorosły okres życia spędził w Krakowie. Przyjechał tu w wieku 18 lat, po maturze, z Zaklikowa nad Sanną, z dawnej ziemi sandomierskiej. Do Krakowa zawitał ze swojej prowincji z niemałym bagażem kulturowym, co zawdzięczał niezwykłej postaci i wielkiej osobowości – Annie Nagórskiej (1882–1963), która była jego opiekunką i nauczycielką,. Poeta uważa ją dziś, z perspektywy lat, za osobę świętą. „Nauczyła mnie wszystkiego – jeść, siedzieć, czytać, pisać, oglądać i widzieć przyrodę i świat, wreszcie tworzyć” – wspominał w 2013 r. w rozmowie z Natalią Tokarczyk i Jakubem Maciejewskim „Muzyka to uwodzicielstwo” (www.portal.arcana.pl). W Krakowie młody L. Długosz studiował polonistykę na UJ i aktorstwo w PWST, a w latach 1964–1978 był filarem artystycznym kabaretu Piwnica pod Baranami. Pisał też wiersze i komponował. – Kim tu nie byłem! Studentem, wykładowcą, polonistą, pianistą, aktorem, pieśniarzem, poetą, pisarzem, kompozytorem, przewodnikiem, dziennikarzem, reżyserem, radiowcem, aranżerem, zawiadowcą, scenarzystą, murarzem (na niskich wysokościach), „piwniczaninem”, bywalcem, pacjentem, krytykantem, melomanem, wreszcie konkretem i enigmą – wylicza poeta. – Przeszedłem przez życie, nie mając w rubryce wpisanego zawodu. Jednak cały ten czas wypełniła mi praca w obrębie literatury i muzyki. Tak to nazywam – to były dwa skrzydła, które mnie niosły. Poruszałem się w okolicach piosenki poetyckiej, mającej wyrazisty tekst – który pozwala na precyzyjne wyrażenie myśli – i muzyki pozwalającej na przekaz emocji, tego momentu, kiedy milkną już słowa i muzyka wchodzi na plan pierwszy – dodaje.

Dobry duch natchnął mnie…

Efektem sięgania po wiersze innych poetów były trzy Długoszowe arcydzieła pieśniarskie: „Jurgowska karczma” do słów Jerzego Lieberta, „Jaka szkoda” do słów Stanisława Balińskiego i „Berlin 1913” do słów Juliana Tuwima. – Tekst „Jurgowskiej karczmy”, wykonywanej w szybkim, karkołomnym tempie, był piekłem dykcyjnym, wielkim wyzwaniem. Byłem jednak wówczas studentem PWST, więc dobrze odrobiłem to zadanie – wspomina artysta. Sukces „Berlina 1913” był natomiast zaskoczeniem dla kompozytora i wykonawcy. – Ku memu zdumieniu odkryłem z czasem, że istnieje bardzo liczne grono miłośników tej piosenki, rozsianych po całym świecie. Komponując ją, ani pomyślałbym, że stanie się „kultowa”. Napisałem ją pod koniec lat 60. ub. wieku w Piwnicy pod Baranami. Tekstów Tuwima wówczas używało się sporo – wyjaśnia L. Długosz. Wiersz „Berlin 1913” wydał mu się bardzo sugestywny. – Szybko więc w mojej głowie popłynęła muzyka. Udało mi się namalować aurę, klimat przeszłości, nostalgii, oczekiwania, rozmarzenia, pejzaż znieruchomiałego dnia zimowego. Dobry duch natknął mnie do odpowiedniego zaaranżowania tej kompozycji. To bardzo się spodobało – cieszy się pieśniarz. Z czasem pochłaniało go tworzenie własnych wierszy. Pozostając oryginalnym, szedł jednak, jak to zaznaczył w tytule jednego ze swoich prawie 20 tomików poetyckich, „po głosach, po śladach” klasyków poezji polskiej. – W moich wierszach jest próba uchwycenia i utrwalenia chwil zachwytu pięknem, także pięknem przyrody. Trzeba je chwytać, bo ten zachwyt to także część naszej egzystencji – wskazuje poeta. Najnowszy wybór jego wierszy, dawnych i nowych, ukazał się w ubiegłym roku pod tytułem „Do szkiełka z Muzeum Czartoryskich” w serii „Poeci Krakowa”. – Moje śpiewanie zbliża się powoli do końca. Nie zaprzestanę jednak na pewno pisania – wierszy i wspomnień. Chciałbym przez swoją twórczość budzić w ludziach potrzebę docenienia tego, co sam doceniam: wspaniałości daru życia, jego bogactwa i ulotności, umiejętności wykrzesania życzliwości, podziwu dla piękna, które nas otacza… Poszanowania tradycji, wdzięczności dla pokoleń, które nam pozostawiły naszą tożsamość, narodową i kulturowa schedę – mówi poeta. W tym roku nie tylko usłyszymy o jubilacie, lecz także usłyszymy jego samego. 22 czerwca w warszawskim Teatrze Polskim odbędzie się koncert jubileuszowy zorganizowany przez Narodowe Centrum Kultury oraz Instytut Łukasiewicza. Na jesień z kolei zaplanowano krakowski koncert jubileuszowy połączony z premierą płyty „Muzyka tamtych dni”, nagranej w czerwcu.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama