Nowy numer 37/2021 Archiwum

To Ona dała mi żonę

Swoje pierwsze spotkanie z Maryją Piotr wspomina jako... nieudane, pełne złości i goryczy. Poczuł się nawet przez Nią odrzucony. Nie przypuszczał, że mimo to Matka Boża będzie nad nim czuwać i kiedyś przemieni jego życie.

monika.lacka@gosc.pl Na Jasną Górę pojechał wtedy z katechetą, który po Pierwszej Komunii zabrał na pielgrzymkę do Częstochowy ponad 50 dzieci i ich rodziców. – Mówił, że jedziemy do wyjątkowego miejsca, do Maryi, naszej Matki, i że stanie się tam coś niezwykłego. Opowiadał również, że szczególnie bliscy są Jej ci, którzy są samotni i nieszczęśliwi, a ja za takiego właśnie się uważałem – wspomina Piotr. Miał 9 lat i od jakiegoś czasu mieszkał w domu dziecka. Jego rodzice zginęli tragicznie w wypadku samochodowym, z którego on wyszedł bez większych obrażeń. Czuł się tam źle, ale nie dlatego, że ktoś mu robił krzywdę. – Po prostu byłem samotny i tęskniłem za rodzicami – wzrusza się mężczyzna.

Nie dawała za wygraną

Dzień pielgrzymki, choć majowy, był zimny i deszczowy. – To spotęgowało mój smutek, a radość przed spotkaniem z Maryją gdzieś uciekła. Co więcej, okazało się, że w kaplicy Cudownego Obrazu było mnóstwo dzieci pierwszokomunijnych i panował okropny ścisk. Msza przedłużała się, nogi mnie bolały i ani jedna myśl nie kierowała się do Tej, która podobno na mnie czekała – opowiada Piotr. Zakończenie Mszy św. odebrał jako wybawienie. Było mu żal, że ksiądz nie pozwolił grupie raz jeszcze przyjść do kaplicy, gdy tłum zniknie. Wracając do domu dziecka, czuł się rozczarowany i odtrącony przez Matkę, której chciał się pożalić na zły los. Nic dziwnego, że potem przez lata, słysząc opowieści ludzi, którzy zwierzali się ze swoich mistycznych doświadczeń bliskości Boga lub Maryi, uśmiechał się tylko i milczał, bo nie umiał w to uwierzyć.

– Moje drugie spotkanie z Matką Bożą też nie było udane. Na kilka miesięcy przed bierzmowaniem poprosiłem katechetę o rozmowę. Chciałem odłożyć przyjęcie sakramentu o rok, by to był mój rzeczywisty wybór. Niestety, ani on, ani wychowawcy z domu dziecka nie rozumieli moich duchowych rozterek. Uważali mnie za dobrego człowieka, który przeżywa tylko chwilowy kryzys. Przymuszony przyjąłem więc sakrament dojrzałości chrześcijańskiej, nie będąc ani dojrzały, ani wierzący. Nie umiałem się modlić i kompletnie nie czułem tych spraw – przyznaje. Wychowawczyni Piotra na pamiątkę tego dnia dała mu... obrazek Matki Bożej Częstochowskiej, który poleciła powiesić nad łóżkiem. A Piotrek miał tam kącik poświęcony ulubionej drużynie piłkarskiej. Nie chciał go likwidować. Kiedy więc nie wypełnił polecenia, usłyszał, że jest krnąbrny, i dostał naganę. W końcu, gdy któregoś dnia wrócił ze szkoły, zobaczył, że ktoś zdjął zdjęcia zawodników i zawiesił obrazek Maryi. – Coś we mnie pękło. Ten obraz od tej pory kojarzył mi się z wielką przykrością, jakiej doświadczyłem od ludzi, i wcale nie przyciągało mnie to do Matki Bożej – mówi Piotr. Ta jednak nie dawała za wygraną i dyskretnie dawała różne znaki... Mijały bowiem lata i chłopak najpierw skończył szkołę zawodową, a potem technikum samochodowe i zdał maturę, choć nie wierzył, że jest to możliwe. – Tego roku, gdy kończyły się wakacje, przechodząc obok kościoła, spotkałem naszego katechetę ks. Andrzeja, który był też duchowym opiekunem podopiecznych domu dziecka i ich powiernikiem. Lubiłem go i ceniłem, choć dalej się nie spowiadałem, bo kryzys mojej wiary był głęboki. Zapytał, czy to prawda, że zbliża się dzień, w którym będę musiał opuścić placówkę, bo jestem pełnoletni i zdałem egzaminy. Tak, to była prawda – opowiada Piotr.

Niebawem dostał prezent z nieba. Katecheta przyszedł, mówiąc, że może mu załatwić pracę w prywatnym warsztacie samochodowym, którego właściciel był dobrym szefem i fachowcem. Kilka miesięcy później, zgodnie ze zwyczajem panującym w domu dziecka, Piotr dostał też mieszkanie na dobry start w życie. W końcu był szczęśliwy. Tym bardziej że nadal mógł przychodzić do domu dziecka i odwiedzać przyjaciół, którzy byli dla niego jak bracia i siostry. Wtedy pojawiła się ona...

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama