Nowy Numer 41/2021 Archiwum

Biała chusteczka w oknie

Idący Plantami ku Wawelowi od strony ul. Franciszkańskiej podziwiają zza muru piękny budynek Muzeum Archeologicznego. Większość nie wie, że znajdowało się tu niegdyś ciężkie więzienie, skąd 75 lat temu uwolniono kilkudziesięciu więźniów politycznych.

Dokonali tego 18 sierpnia 1946 r., podczas brawurowej akcji w biały dzień, partyzanci podziemia niepodległościowego z VI Krakowskiej Kompanii Zgrupowania Partyzanckiego „Błyskawica” mjr. Józefa Kurasia (ps. Ogień). Część uczestników dotarła do centrum miasta ciężarówką z dawnych koszar przy ul. Na Zjeździe 8 w krakowskim Podgórzu.

Pojazd stanął u wylotu ul. Poselskiej do Plant, w pobliżu muru więzienia św. Michała. Z okna jednej z cel zaczęła nagle powiewać biała chusteczka. Po pewnym czasie od strony sądu zaczęła biec grupa kilkudziesięciu osób, niektóre z bronią w ręku. Wsiadły szybko do ciężarówki i odjechały. Przechodnie na Plantach, milicjanci i wojskowi w pobliżu nie zorientowali się, że przed chwilą rozbito dobrze strzeżone przez kilkudziesięciu strażników więzienie i uwolniono 64 więźniów, przede wszystkim żołnierzy partyzantki antykomunistycznej. – Akcją dowodził Jan Janusz ps. Siekiera. Udała się ona m.in. ze względu na współpracę żołnierzy podziemia z dwojgiem strażników więziennych. Niestety. zaczęto szybko wyłapywać jej uczestników – mówi dr Joanna Szarkowa, historyk zajmująca się dziejami podziemia niepodległościowego.

Wśród żołnierzy uwalniających więźniów był niespełna 17-letni wówczas Zbigniew Paliwoda (1929–2016) ps. Jur, mający już za sobą służbę w Armii Krajowej. „Wbrew pozorom nie było sztuką zdobyć więzienie. Sztuką było odskoczenie po akcji. Wzięło w niej udział 14 osób z bronią w ręku. Dwie z nich zginęły tuż po akcji na ulicach Krakowa, jedenaście zaś zostało później aresztowanych na skutek zdrady. Siedem osób zostało skazanych na karę śmierci. Z tego dwie osoby zostały stracone, jedna zaś umarła w więzieniu” – wspominał Z. Paliwoda w lutym 2016 r. w rozmowie z prezydentem Andrzejem Dudą, który odznaczył go Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski w jego domu w podkrakowskich Mogilanach.

– Jur został zatrzymany przez bezpiekę we wrześniu 1946 roku. Poddano go brutalnemu śledztwu. Przed sądem ujawnił, że jest niepełnoletni (miał w dokumentach sfałszowaną datę urodzenia – zamiast roku 1929 był 1926 – mówi dr Szarkowa. Uchroniło go to od kary śmierci lub długoletniego więzienia. „Zostałem wprawdzie uniewinniony w styczniu 1947 r., ale trzymali mnie w więzieniu jeszcze do marca. Byłem przekonany, że zaraz za bramą zostanę aresztowany. Poszedłem do domu, lecz okazało się, że mieszka tam już ktoś inny. Udałem się więc do wuja. Szybko jednak zniknąłem z Krakowa. Wyjechałem na Dolny Śląsk. Pracowałem m.in. w GS-ie, uczyłem się w gimnazjum, biedowałem. Później podjęłem się pracy w budownictwie przemysłowym w województwie wrocławskim i Opolu. Do Krakowa wróciłem dopiero po prawie 40 latach, w 1984 roku. Z akt udostępnionych mi przez IPN dowiedziałem się, że jeszcze w 1979 r. byłem obiektem zainteresowania SB, jako były żołnierz »Ognia«” – wspominał w rozmowie z „Gościem Krakowskim”.

Zbigniew Paliwoda zmarł 20 grudnia 2016 roku. Pośmiertnie awansowano go do stopnia podpułkownika. Jego pogrzeb miał odbyć się 28 grudnia na krakowskim cmentarzu Batowickim. Przed pochówkiem okazało się jednak, że okazane rodzinie ciało nie jest ciałem Jura. Przeprowadzone dochodzenie wykazało, że doszło do omyłki i zakład pogrzebowy wydał ciało kombatanta innej rodzinie, która je spopieliła i urnę z prochami pochowała w swoim grobie rodzinnym w Skawinie. Rodzina Z. Paliwody była w szoku z powodu nie tylko samej zamiany zwłok, ale i jej skutków. Nie zamierzała bowiem kremować zwłok zmarłego. Pogrzeb prochów Jury odbył się dopiero 30 stycznia 2017 roku.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama