Nowy numer 49/2022 Archiwum

Edukacja uszczęśliwia

W technicznej szkole średniej w Chingoli w Zambii uczy się obecnie 560 dzieci i młodzieży. Chcą odmienić swój los, spełniać marzenia i walczyć o lepsze jutro. Pomóc ma im w tym powstanie farmy szkoleniowej, której budowę chce sfinansować Polska Fundacja dla Afryki.

Koniecznie trzeba też kupić niezbędne wyposażenie: mały traktor z pługiem i kosiarką oraz sprzęt pomocny w hodowli zwierząt. Gdy to się uda, uczniowie będą mogli zgłębiać tajniki rolnictwa, obsługi maszyn, a także uprawy różnorodnych roślin. Na farmie rozpocznie się też hodowla kurczaków i świń oraz uprawa ekologicznych warzyw. Żywność uzyskana w ten sposób przysłuży się samowystarczalności finansowej szkoły – część będzie używana w stołówce dla uczniów, część zostanie przeznaczona na dożywianie sierot, a część będzie sprzedawana na lokalnym targu.

Dzielą się dobrem

– Nauka w tej salezjańskiej szkole trwa 5 lat i jest płatna, ale najbiedniejsi rodzice są zwalniani z opłat. Młodzi ludzie, objęci takim stypendium, włączają się w pomoc jeszcze bardziej potrzebującym – w sobotę przychodzą, by np. wspierać akcję dożywiania dzieci. Bo tego dnia po jedzenie i edukację przychodzi tu od 100 do 200 osób. Niemal połowa z nich to sieroty, które żyją i śpią na ulicy. Część z nich ma natomiast rodziny, ale jest zmuszona do pracy, gdy np. rodzice są chorzy – opowiada Katarzyna Urban z krakowskiej Polskiej Fundacji dla Afryki.

Co ważne, szkoła w Chingoli, w której prowadzone są trzy ścieżki edukacyjne: rolnictwo, klasa gospodarcza (gotowanie, szycie, hotelarstwo) i dział techniczny (stolarstwo, metalurgia, spawanie, elektryka, mechanika i rysunek techniczny), przekazuje nie tylko wiedzę, ale też uczy solidarności, a jej uczniowie wciąż słyszą, że zawsze mogą tu wrócić i będą mile widziani. – Mogą też liczyć na rozmowę, wsparcie, doradztwo, dlatego chcą dzielić się dobrem, które dostali. Bywa nawet, że absolwent po znalezieniu pracy (a szkoła, pośród innych 140 szkół w regionie, jest najlepsza, więc dostanie pracy nie jest trudne) przynosi w kopercie skromną sumę, którą przekazuje na kolejne stypendium – dodaje K. Urban.

Wszystko to jest bezcenne, bo z powodu biedy panującej w Zambii niewiele dzieci dostaje szansę na podjęcie nauki – zazwyczaj jest to jedno dziecko z rodziny, wybraniec, który w szkole podstawowej (często nie ma w niej ławek ani książek) ma się nauczyć czytać i pisać, a potem, pracując, poprawić los swoich bliskich. Naukę kończy się zazwyczaj w wieku 12–13 lat, bo szkoły średnie są zbyt drogie – czesne w nich wynosi 300 kwacha, co można przeliczyć na... dwa worki mąki kukurydzianej. Dla rodziców to o wiele za dużo. Problem jest tym większy, że praca, którą podejmują dzieci, nierzadko polega na nielegalnym wydobyciu metali, zwłaszcza miedzi. Za 8 godzin kopania (także nocami) można zarobić 2,5 dolara. – Wiele kopalń zostało wyeksploatowanych i zamkniętych, dlatego powstają wyrobiska, prowizoryczne kopalnie, których ściany często zasypują robotników. Kiedyś zawaliła się góra żużlu, który został po wytopieniu rudy w piecach. Zginęło 12 chłopców – mówi K. Urban.

Będę niezależna

W legalnej kopalni można natomiast zarobić 130 dolarów miesięcznie, ale i za to nie da się utrzymać rodziny, dlatego podstawą wciąż jest rolnictwo. – Gdy się ma kawałek pola pod maniok i kukurydzę, gdy hoduje się zwierzęta, można sprzedać plony i coś kupić. Żeby przeżyć (a ludzie mieszkają tu w domach bez okien, w chatach z cegły suszonej na słońcu, przykrytych blachą falistą), trzeba jednak ciężko pracować, o czym wiedzą nawet 8-letnie dzieci, które łowią ryby prowizorycznymi wędkami, zrobionymi z... butelek po coli – tłumaczy K. Urban. To jeszcze nie wszystko, bo w Afryce, zgodnie z tradycją, dziewczęta wcześnie wychodzą za mąż i większość z nich później już się nie kształci. Od tej reguły zdarzają się jednak wyjątki.

– Takim wyjątkiem jest na przykład Deborah, która ma męża i dwójkę dzieci, ale postanowiła nauczyć się mechaniki samochodowej. Jest jedyną dziewczyną w klasie, bo wie, że edukacja jest szansą także dla jej dzieci. Chce być niezależna finansowo i nie musieć prosić męża o pieniądze na wszystko. Radzi też dziewczynom w Zambii, żeby szły do szkoły. Przekonuje, że warto realizować swoje marzenia, bo nawet jeśli ma się małe dzieci, to nie znaczy, że nic już nie można zrobić – mówi K. Urban. Inna dziewczyna – Maloni – chce zdobyć zawód elektryka. Po śmierci taty nie widziała przed sobą przyszłości, ale przyjaciele doradzili jej, by poszła do szkoły. Na edukację zarabiała, sprzedając pomidory. Dziś mówi, że jest szczęśliwa. Budowa farmy będzie kosztowała 335 tys. zł.


Zbiórkę (szczegóły na www.pomocafryce.org) można wesprzeć, wpłacając datek, np. na 5 kg gwoździ (39 zł), słupek stalowy (113 zł) albo na rozdrabniacz pokarmu dla zwierząt (920 zł).

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy