Nowy numer 47/2021 Archiwum

Święta naiwność

Mówimy różnymi językami, ale łączy nas wszystkich język radości, pokoju i dobra – przekonują ludzie zafascynowani św. Franciszkiem z Asyżu.

Zastanawiającym paradoksem jest fakt, że choć św. Franciszek z Asyżu – „złoty młodzieniec”, popularny i dobrze urodzony – wybrał radykalne ubóstwo i wyrzekł się świata, to jednak nie tylko nie został zapomniany, ale od ośmiu wieków niezmiennie inspiruje kolejne pokolenia. To styl życia, który ludzie na całym świecie wciąż chcą wybierać jako swój i przekładać na konkret własnego życia. Są wśród nich papieże, kapłani, osoby konsekrowane, są także ludzie świeccy, którzy pośród codziennych obowiązków, w środowisku rodzinnym, zawodowym, w kręgach przyjaciół i sąsiadów świadczą o tym, że ideały Franciszkowe są im szczególnie bliskie. Tercjarze franciszkańscy nie noszą habitów, a jedynym znakiem ich przynależności do wielkiej rodziny franciszkańskiej jest znaczek Tau. Przechodzą kolejne etapy zakonnej formacji, jak postulat i nowicjat, składają śluby – najpierw czasowe, potem wieczyste. Istotą ich powołania jest życie w duchu Biedaczyny z Asyżu, dla którego Chrystus był natchnieniem i centrum życia.

Coś zaiskrzyło

Tercjarzami są Emilia i Marek Nogajowie, od lat zafascynowani Biedaczyną z Asyżu. Pani Emilia jest emerytowaną nauczycielką, jej mąż Marek – wychowawcą w więzieniu, również na emeryturze. Ona w duchowości św. Franciszka z Asyżu była wychowana od dzieciństwa, on poznał franciszkański styl życia, gdy spotkał przyszłą żonę. – Pokazałam mu wspólnotę, żeby wiedział, z kim się zadaje! – śmieje się przełożona narodowa Franciszkańskiego Zakonu Świeckich. Mieszkają w miejscowości, gdzie jest klasztor franciszkański. Rodzice Emilii chodzili tam na Msze św., a mama była tercjarką. To pod jej wpływem Emilia stopniowo dojrzewała do decyzji o wejściu na drogę śladami asyskiego Brata. Formację u tercjarzy rozpoczęła w wieku 20 lat. Święty Franciszek urzekł ją prostotą i pokorą. – Coś zaiskrzyło – opowiada.

W 1980 r. złożyła profesję wieczystą, a w 1998 r. trafiła do Rady Narodowej FZŚ. Przełożoną narodową jest od dwóch lat. Marek Nogaj początkowo był sceptyczny. „Kto to może zachować? Jak można tak żyć?” – pytał, gdy zapoznał się z regułą tercjarzy franciszkańskich. Przypatrywał się jednak życiu wspólnoty, jeździł z Emilią na rekolekcje, chodził na spotkania. – Żona do niczego mnie nie zmuszała – zarzeka się dzisiaj. Pojechali kiedyś na pielgrzymkę śladami św. Franciszka do Włoch. Natchnienie od Ducha Świętego przyszło do Marka w Porcjunkuli. Po 26 latach towarzyszenia żonie zrozumiał, że to również jego droga. – Uznali mi długoletni postulat, który odbyłem w małżeństwie, o wiele cięższy niż normalny – śmieje się mężczyzna. Potem były śluby wieczyste, a dziś Marek jest zastępcą przełożonej wspólnoty. – Ktoś go kiedyś porównał do św. Józefa, który mało mówi, stoi w cieniu, ale jest wielkim wsparciem – mówi o nim Emilia.

Sposób na codzienność

– Fascynuje mnie dobroć św. Franciszka, to, jak lgnął do ludzi i oddawał im wszystko, co miał. Brzmi naiwnie? Może, ale takie jest życie – przekonuje jej mąż. Przepracował 28 lat w więziennictwie jako wychowawca. – Miałem najgorszych pod opieką, ale podejście do drugiego człowieka z dobrocią i otwartością przynosi owoce – wspomina. Jak podkreśla, resocjalizacja to trudny proces, ale łagodność i cierpliwość zmieniały skazanych. – Oni nie rozmawiają ze sobą językiem łagodności, ale gdy się do nich mówi po ludzku, to i oni potrafią po ludzku przemówić – śmieje się były więzienny wychowawca. Jaki miał na nich sposób? – Trzeba widzieć w każdym człowieka, nie skazańca, który kogoś zabił, obrabował, pobił. Nie patrzyłem, za co siedzą. Najważniejsze było dla mnie, żeby coś w nich obudzić, zarazić serdecznością – wyjaśnia. Życiową dewizą Emilii jest życzliwość. Wierzy, że jeśli jest serdeczna dla innych, ta serdeczność do niej wróci, bo ludzie odpowiadają dobrem na dobro. – Czasem jestem zmęczona, ale myślę sobie: „Co by św. Franciszek na to powiedział?”. I siły wracają, żeby drugi człowiek nie czuł się odrzucony i zapomniany. Jesteśmy tylko ludźmi, popełniamy błędy i nie zawsze wychodzi tak, jak się chce, ale duchowość św. Franciszka pomaga w pracy, w rodzinie, w codzienności – podkreśla.

Jej uczniowie zawsze powtarzali, że ma w sobie dużo spokoju i cierpliwości. Przez 36 lat pracy w szkole nie miała konfliktów ani z młodymi ludźmi, ani z rodzicami czy innymi nauczycielami. – Uczniowie oczywiście sprawiają problemy wychowawcze, młodość ma swoje prawa, ale potrafiliśmy zawsze to rozwiązać. Ufali mi – dodaje. Biedaczyna z Asyżu uspokaja, otwiera, uczy radzenia sobie z nerwami i stresem. Jako tercjarze franciszkańscy spotykają ludzi różnych języków, ras i kultur. Emilia Nogaj, która jest delegatem do Rady Międzynarodowej FZŚ, była na kilku kapitułach generalnych: w Rzymie, w Asyżu, w Sao Paulo, w Budapeszcie. Z mężem uczestniczyli w Europejskich Spotkaniach Franciszkanów Świeckich w Polsce, we Francji, w Niemczech, Austrii i we Włoszech. – Święty Franciszek wciąż inspiruje ludzi na wszystkich kontynentach i przyciąga ich do siebie. Mówimy różnymi językami, ale łączy nas wszystkich język radości, pokoju i franciszkańskiego dobra – opowiadają. Franciszkańskie wspólnoty świeckich są kościelnym fenomenem, bo w czasach odejść ludzi z Kościoła one się odradzają. Wśród tercjarzy jest wielu ludzi młodych, których pociągają radykalizm i prostota życia, klimat braterstwa i życzliwości. – Wspólnota daje oparcie. Jest między nami duchowa łączność – opowiada E. Nogaj. Małżonkowie doświadczyli tego, gdy ciężko zachorował ich syn. Poprosili siostry i braci o modlitwę, informacja poszła do wspólnot w całej Polsce. – Wyzdrowiał, a ja wiem, że stało się tak dzięki ich modlitwie – wspomina pani Emilia. – Ktoś może powiedzieć, że to slogany, jednak takie jest nasze życie – komentuje Marek. – A ono nie składa się z wielkich akcji, ale z drobiazgów, z chwil, decyzji, spotkań z ludźmi – dodaje jego żona.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama