Nowy numer 47/2021 Archiwum

Najlepszy pas transmisyjny

Rola kobiet w budowaniu solidarności jest ogromna. To one są motorem, by działo się coś dobrego. Kobiety pokazują inny obraz świata – przekonywały uczestniczki debaty „Solidarność kobiet”, która odbyła się w Krakowie.

Na czym polega fenomen solidarności? Ksiądz prof. Józef Tischner pisał, że to szczególna więź między ludźmi. „Człowiek wiąże się z drugim człowiekiem dla opieki nad tym, kto potrzebuje opieki. Ja jestem z tobą, ty jesteś ze mną, jesteśmy razem – dla niego. (...) Wspólnota solidarności różni się od wielu innych wspólnot tym, że w niej pierwsze jest »dla niego«, a »my« przychodzi potem. Najpierw jest ranny i jego krzyk. Potem odzywa się sumienie, które potrafi słyszeć i rozumieć ten krzyk. Dopiero stąd rośnie wspólnota” – czytamy w „Etyce solidarności”. Czy można mówić, że kobiety są specjalistkami od solidarności z cierpiącymi i dla cierpiących?

Anna Miller z Gdańskiego Inkubatora Przedsiębiorczości zafascynowana jest historiami kobiet Solidarności. Bada udział Polek w życiu publicznym. Gdy studiowała, temat ten praktycznie nie istniał. Poczuła się zobowiązana, by mówić o tym jak największej liczbie osób, bo kobiece ikony Solidarności mogą inspirować do działania, do upartego szukania własnego miejsca w społeczeństwie. Tak, jak A. Miller inspiruje jedna ze stoczniowych bohaterek Alina Pieńkowska. – Miała tyle lat, co ja teraz, gdy rozpoczął się strajk. Zastanawiam się, czy starczyłoby mi odwagi, by się zaangażować – mówiła pomorska aktywistka na spotkaniu w Krakowie.

Alina Pieńkowska miała dużo do stracenia – samotnie wychowywała kilkuletniego syna, pracowała jako pielęgniarka w przystoczniowej przychodni. Była też jedną z kilku kobiet, które zatrzymały wychodzących stoczniowców, wśród nich własnego ojca, by strajk był kontynuowany. – To bardzo przejmujący obraz – opowiadała A. Miller. Jej zdaniem, dzisiaj młodym kobietom brakuje takich wzorców. Marta Titaniec, odpowiedzialna za działającą przy KEP Fundację św. Józefa, która pomaga osobom skrzywdzonym seksualnie w Kościele, tłumaczyła, że przez swoje zaangażowanie i stawanie po stronie najsłabszych uczy się być człowiekiem nadziei. Zapytana, jak to jest pracować ze zranionymi przez instytucję z ramienia tej instytucji, postawiła inne pytanie: czy jest możliwe uzdrowienie w miejscu skrzywdzenia?

– Reprezentuję wspólnotę, która dzisiaj przeżywa trudny czas ujawniania przestępstw seksualnych i reagowania na nie w przeszłości przez przełożonych. Tischner powiedział, że trzeba, aby horyzont zdrady został przezwyciężony horyzontem szerszej niż zdrada nadziei. To jest to, co we mnie jest najgłębiej – mówiła. Jak dodała, chodzi jej o wyznaczanie tych horyzontów w miejscu, gdzie zranieni doznali krzywdy. – Nie da się żyć w ranie, ale trzeba budować życie wokół rany – wyjaśniała. Według niej, najważniejsze jest dawanie przestrzeni skrzywdzonym, by opowiedzieli o swoich doświadczeniach. – Należy spojrzeć sobie w oczy. System, działanie, akcje – to wszystko jest ważne, ale najpierw trzeba zobaczyć człowieka, jego cierpiącą twarz – mówiła. O tym, że kobiety są „najlepszym pasem transmisyjnym” pomocy, przekonana jest Janina Ochojska. – Pomoc kobietom w jakiejś dziedzinie najlepiej służy społeczności – podkreślała podczas debaty w ramach Dni Tischnerowskich.

To przede wszystkim kobiety zgłaszają się do udziału w misjach w najbardziej zapalnych miejscach świata, są wolontariuszkami fundacji, przejmują odpowiedzialność za niesienie pomocy potrzebującym. – W krajach globalnego Południa kobiety przejmują rolę przywódczą w sposób naturalny. Gdy budowaliśmy studnie w Sudanie, to kobiety były szkolone, jak o nie dbać, bo mężczyznom to nie wychodziło – opowiadała. W obozach dla uchodźców kobiety dostają pieniądze na zakup towarów, maszyn do szycia itp., dzięki którym mogą zarabiać na życie. To one utrzymują rodzinę. Mężczyźni, np. w Somalii, są niezdolni do jakiejkolwiek pracy – nie otrzymali pomocy psychologicznej po wojennej traumie, której doświadczyli. Kobiety przejmują inicjatywę w krajach najbiedniejszych, ale również w państwach bogatych. Akcje społeczne, manifestacje mają dziś twarz kobiety. – Rola kobiet w budowaniu solidarności jest ogromna. To one są motorem, by działo się coś dobrego, pokazują inny obraz świata. To nie jest obraz wojny. Świat wojny to świat przeciwko nim – podsumowała założycielka Polskiej Akcji Humanitarnej. Uczestniczki debaty zastanawiały się nad tym, z jakich źródeł mają czerpać wsparcie kobiety zaangażowane w życie społeczne. – Problem wypalenia jest coraz poważniejszy. Zaangażowane kobiety są bardzo obciążone i odchodzą tam, gdzie jest mniej stresu – podkreślała A. Miller. Jej zdaniem, ważne jest, by tworzyły bezpieczne przestrzenie, w których mogą powiedzieć, czego doświadczają. – To jest niezwykle wyzwalające – trzymać się za ręce, a nie walczyć ze sobą – mówiła działaczka z Gdańska. Marta Titaniec czerpie siłę z faktu, że ma wokół siebie ludzi, z którymi dobrze się rozumie, wiele się uczy i może im dawać coś od siebie. – Gdy człowiek ma nadzieję i wie, czego chce, droga go poprowadzi – podsumowała.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama