Nowy numer 4/2022 Archiwum

Artystka najwyższej próby

Wielka aktorka krakowska Maria Malicka została wreszcie wydobyta z zapomnienia. Karol Irzykowski, wybitny krytyk literacki i teatralny, nazwał ją „aniołem zesłanym przez Boga do teatru”.

W sali obrad Rady Miasta Krakowa odbędzie się 6 grudnia o godz. 15 uroczysta prezentacja dwóch książek Dariusza Domańskiego, znanego publicysty teatralnego. Jedna z nich przypomina wybitną aktorkę polską Marię Malicką (1898–1992), która błyskotliwą karierę teatralną zaczynała na początku dwudziestolecia międzywojennego w Krakowie i tam ją po wojnie zakończyła.

– Była genialną aktorką, uwielbianą nie tylko przez krytyków teatralnych, ale także widzów. Teraz jej postać i dokonania zasnute są nieco mgłą zapomnienia. Warto więc je przypomnieć, szczególnie w jej mieście rodzinnym – mówi D. Domański, który jako młody człowiek poznał aktorkę osobiście, prowadził jej spotkania i pomagał w porządkowaniu archiwum domowego.

„Wyrosłam i wychowałam się w pięknej atmosferze Teatru im. J. Słowackiego w Krakowie, który to teatr dał mi dużo wiedzy aktorskiej, teatralnej, niekłamanego podziwu dla wspaniałego artyzmu wielkich aktorów. Był zresztą moją prawdziwą uczelnią teatralną” – wspominała po latach aktorka w pamiętniku. Jej ojciec był głównym elektrotechnikiem w tym teatrze. 7-letnia Marysia stanęła po raz pierwszy na scenie, recytując wiersz Kornela Ujejskiego „Pogrzeb Kościuszki” w reżyserowanej przez sławnego Ludwika Solskiego sztuce Władysława Ludwika Anczyca „Kościuszko pod Racławicami”. W 1907 r., w grudniowy deszczowy dzień, szła wraz z ojcem w kondukcie pogrzebowym Stanisława Wyspiańskiego. Na początku lat 20. ubiegłego wieku została aktorką teatru Bagatela, gdzie grano repertuar o lżejszym charakterze. Szybko została dostrzeżona przez reżyserów, krytyków i publiczność.

W 1924 r. przeniosła się do Warszawy. Tam stała się prawdziwą gwiazdą sceniczną. Na scenach występowała w sztukach, których reżyserami byli mistrzowie tego kunsztu, m.in. Leon Schiller, Aleksander Zel- werowicz i Aleksander Węgierko. Stała się sławna nie „na piękne oczy”, lecz dzięki tytanicznej pracy. „Stawiano mi bardzo często pytanie, o jakiej czy o jakich rolach marzyłam. Tego uczucia nie znałam. Role zawsze spadały na mnie nieoczekiwanie, nigdy ich sobie nie wybierałam, o żadną nie zabiegałam, każdą kochałam od pierwszej próby, każdą w Warszawie grałam setki razy, a jedną nawet dwa tysiące razy. Bywało, że grałam bez wytchnienia 600 razy z rzędu, a czasem zdarzało się grać trzy lub cztery razy dziennie tę samą sztukę. Nie czułam żadnego zmęczenia, praca mnie upajała, serdeczny oddźwięk widowni był moim bodźcem do największych wysiłków” – pisała w pamiętniku.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama