Nowy numer 21/2022 Archiwum

Na brzegu otchłani

Trzeba zadbać o głębokie relacje, otoczyć opieką rodziny w kryzysie i ofiary przemocy, pomóc dzieciom – wyliczali naukowcy najpilniejsze zadania w związku ze społecznymi skutkami globalnej epidemii.

Pandemia nie mija i wciąż ma wpływ na życie społeczne we wszystkich jego wymiarach: rodzinnym, religijnym, politycznym, ekonomicznym. Dotyczy wszystkich ludzi, bez względu na miejsce zamieszkania, wiek, status, pozycję społeczną czy pełnione role. SARS-CoV-2 decyduje o jakości naszego życia, a wprowadzane obostrzenia sprawiają, że problemów przybywa. Skutki społeczne, zdrowotne, psychiczne sytuacji, w jakiej świat znajduje się od niemal dwóch lat, są dziś nie do oszacowania.

– To czas wielkiego kryzysu, zaskakujące pojawienie się otchłani, ogromnej pustki, która na świecie pochłonęła już 5,5 mln ofiar. Żyjemy na obrzeżach tej otchłani, próbujemy nawiązać do wcześniejszych doświadczeń, ale to na nic się zda, bo wszystko, co było oczywiste, zostało zakwestionowane. Nie ma powrotu do życia „przedtem” – uważa ks. prof. Andrzej Zwoliński.

Mówił o tym w czasie zorganizowanej online międzynarodowej konferencji UPJPII „Kościół po pandemii – wyzwania i zadania”. – Żyliśmy w słodkim raju. Mieliśmy spokojne życie i dotknął nas nagle kataklizm, jak zderzenie z meteorytem. WHO przygotowuje dziś świat do pandemii X, bo w każdej chwili może pojawić się nowa, ślepa siła, która zmiecie społeczeństwa – alarmował duchowny. – Czy ta otchłań jest treścią naszego myślenia, przewidywania, debaty? Czy uświadamiamy sobie, że konsekwencje tej otchłani są ogromne? Że jesteśmy ludźmi, którzy żyją w nowej epoce? – pytał.

Doktor Oksana Marcyniak-Dobosz ze Lwowa podkreślała, że psychologowie opisali już nową jednostkę COVID Stress Syndrome, która wpływa na zdrowie psychiczne dzieci i dorosłych. Do objawów zalicza się m.in. kompulsywne sprawdzanie stanu zdrowia, irracjonalny lęk przed zakażeniem i ludźmi zakażonymi lub niezaszczepionymi, koszmary senne czy natrętne myśli. Izolacja zwiększa lęk i powoduje, że dzieci przestają odczuwać radość z zabaw czy spotkań z kolegami, odbiera nadzieję. – Oglądanie wiadomości o zachorowaniach i zgonach prowadzi do tego, że nasza psychika wchodzi w kontekst zagrożenia, ciało jest cały czas napięte i zalęknione – dodała badaczka.

Konsekwencje są dramatyczne. Dochodzi do samouszkodzeń ciała, prób samobójczych. Powołując się na badania Fundacji „Dajemy dzieciom siłę”, zwróciła uwagę, że w czasie pandemii 27 proc. dzieci doświadczyło przemocy w domu, a 10 proc. – wykorzystania seksualnego. – O 47 proc. zwiększyła się liczba zgłoszeń w prowadzonym przez fundację telefonie zaufania dla dzieci – wyliczała. Oksana Marcyniak-Dobosz oceniła, że te trudności nie pojawiły się nagle, ale pandemia spowodowała, że gwałtownie narastają. Rodziny, a zwłaszcza dzieci, potrzebują intensywnej pomocy psychologicznej. – Kiedyś dzieciom mówiono: „Weź się w garść”. Dziś trzeba mówić: „To normalne, że się boisz”. Ważne jest, by tłumaczyć, dlaczego mają wykonywać codzienne zadania i obowiązki. Muszą znać ich sens – radziła.

– Współczesna rodzina dotknięta jest wielorakimi kryzysami, a pandemia to pogorszyła – wtórowała jej dr hab. Małgorzata Królczyk z UPJPII w Krakowie. Z przeprowadzonych przez nią badań wynika, że uczniowie doświadczają samotności i egzystencjalnej pustki, są obojętni na zdobywanie wiedzy. Obniżenie standardów życia, eskalacja konfliktów, zmęczenie, brak dostępu do specjalistów, zubożenie więzi doprowadzają do rozpadu związków. Jak podkreślała M. Królczyk, o 14 proc. zwiększyła się liczba pozwów rozwodowych. Zaznaczyła przy tym, że są również pozytywne skutki izolacji, wśród których rodziny wymieniają wspólne spędzanie czasu, przewartościowanie priorytetów, ograniczenie konsumpcjonizmu. – Nikt nie może być obojętny wobec nasilających się przejawów przemocy. Trzeba stworzyć bezpieczne otoczenie dla ofiar i rodzin w kryzysie – dodała. Jej zdaniem, wielką rolę ma tu do spełnienia Kościół, np. przez organizowanie poradni rodzinnych przy parafiach. „Każde prawdziwe życie jest spotkaniem” – pisał Martin Buber, podkreślając, że człowiek odkrywa swoją tożsamość dzięki kontaktom z innymi. Pandemia spowodowała, że kontakty międzyludzkie są dziś zapośredniczone przez media i powierzchowne.

O tęsknocie do bliskości mówił psycholog i psychoterapeuta ks. dr Mariusz Gajewski. – Doświadczamy destabilizacji rodziny, nowych form przemocy, separacji. Stare relacje rozpadają się, nowych nie ma albo funkcjonują inaczej. Łatwo nawiązać kontakt, ale trudno go pogłębić – opisywał. Zacytował słowa socjologa Jean-Marie Fritza: „Żyjemy w nie-domach, uczymy się w nie-szkołach, studiujemy w nie-uczelniach. Zawieramy nie-przyjaźnie, wchodzimy do nie-kościołów”. – To dziwne czasy, kiedy częściej głaszczemy ekrany smartfonów niż dłonie ludzi, których kochamy – dodał. Jego zdaniem dziś koniecznie trzeba zadbać o autentyczne i głębokie relacje. – Warto ograniczyć liczbę kontaktów na rzecz ich jakości, wrócić do sprawdzonych relacji, zatroszczyć się o bliskich, choć bliskość, której pragniemy, staje się zagrożeniem – radził. Podkreślał, że badania wskazują, iż bliskie relacje wzmacniają zdrowie fizyczne, psychiczne i wymiar duchowy człowieka. – Nić naszych więzi jest naderwana, ale nie jest pęknięta – podsumował.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama