Nowy numer 21/2022 Archiwum

Zbiórka stanęła

12-letni Maks Szendera przeszedł już 18 operacji, mniejszych i większych. – Przed nim kolejna, ryzykowna, ale jeśli nie podejmiemy tego ryzyka, na marne pójdzie cały dotychczasowy wysiłek syna – mówi jego mama Aneta. By zabieg mógł się odbyć, potrzeba ponad 500 tys. zł.

Chłopiec urodził się w Wielkiej Brytanii jako wcześniak (w 33. tygodniu ciąży) ważący zaledwie 1,5 kg. Dostał 10 punktów w skali Apgar i do 3. miesiąca życia rozwijał się prawidłowo. To właśnie wtedy, chwilę po przyjęciu feralnej szczepionki (jakiś czas później na Wyspach została wycofana z użytku), zapadł w śpiączkę. Został z niej wybudzony po 24 godzinach, lecz skutki tej doby okazały się tragiczne. Maks przeszedł bowiem zapalenie mózgu, którego konsekwencją są porażenie mózgowe i padaczka. Lekarze zdiagnozowali też u chłopca małogłowie. – Niedługo później wróciłam z synem do Polski, gdzie najpierw zaczęła się walka o jego życie, a potem intensywna rehabilitacja. W Wielkiej Brytanii słyszałam, że syn ma czas, by „nadrobić zaległości”. Tu badania potwierdziły to, co widziałam: że przestał się prawidłowo rozwijać – wspomina pani Aneta.

Maks zaczął stawać, mając 18 miesięcy, a chodzić – gdy miał 4 lata. Było jednak jasne, że coś jest nie tak, bo nóżki „szły do środka”, ale ortopedzi przez długi czas bagatelizowali problem, mówiąc, że dzieci z porażeniem tak mają. Gdy miał 7 lat, potykał się już o nogi, a ból podczas chodzenia był nie do wytrzymania. – W Polsce nikt nie chciał podjąć się operacji bioder. Zgodziła się klinika w Niemczech, lecz niestety efekty zabiegu nie były dobre. Dopiero dwa lata później, gdy do Warszawy przyleciał z Miami w USA dr David S. Feldman (ze słynnej kliniki Paley Orthopedic and Spine Insitute), okazało się, że niemożliwe stało się możliwe. Po tej operacji, która kosztowała ponad 300 tys. zł, syn zaczął prawdziwie chodzić – opowiada jego mama.

Radość trwała do ubiegłego roku, gdy stało się jasne, że skolioza (boczne skrzywienie kręgosłupa) nie zatrzymała się, tylko wciąż postępuje. – Skrzywienie wynosiło 42 stopnie. Teraz to już 65 stopni, co powoduje ucisk na płuca i inne narządy. Jedynym ratunkiem jest usztywnienie fragmentu kręgosłupa. Jeśli będzie na to za późno, trzeba będzie usztywnić cały kręgosłup, co oznacza, że cała dotychczasowa walka Maksa o samodzielność pójdzie na marne, bo już nigdy nie będzie chodził – nie kryje łez A. Szendera. Operacji znów chce się podjąć dr Feldman, który prawdopodobnie przyleci do Polski w marcu lub w kwietniu. Czasu na zebranie pieniędzy (potrzeba pół miliona zł) jest więc niewiele. – Robimy, co możemy, ale czas jest trudny i zbiórka na Siepomaga.pl (www.siepomaga.pl/maksiu-szendera) praktycznie się zatrzymała. Obecnie jest na niej tylko 51 tys. zł. Prosimy o pomoc – mówi pani Aneta.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama