Nowy numer 33/2022 Archiwum

Szarotka z krążkiem

Siłą klubu są zawodnicy. W ich gronie jest Jarosław Różański, chyba jedyny Rycerz Kolumba na… lodzie. Marzenie na jubileusz? – Byśmy byli znowu kuźnią talentów i zdobyli po raz dwudziesty tytuł Mistrza Polski! − mówi.

Nie są to wcale życzenia na wyrost. Wszak nowotarskie Szarotki (nazwa pochodzi od kwiatu występującego w górach) od kilku już lat borykają się z formą i walczą o dobre miejsca w rozgrywkach. Warto przy okazji jubileuszu klubu wrócić do chlubnych kart w historii podhalańskiego hokeja.

Wielosekcyjny klub sportowy Podhale Nowy Targ został założony pod koniec 1932 roku. Pierwszymi sekcjami były piłkarska, lekkoatletyczna, tenisowa i narciarska. Podczas okupacji hitlerowskiej dzięki działaniom kilku piłkarzy powstała sekcja hokejowa, która zdominowała działania klubu.

Wizytówka nie tylko Podhala

Podhale jest wielokrotnym Mistrzem Polski, którego wychowankowie stanowią o sile reprezentacji oraz Polskiej Hokejowej Ligi. Hokeiści Podhala zdobyli łącznie 19 tytułów Mistrza Polski, po srebro sięgali 11 razy, natomiast po brąz 16 razy. To również klub, który wychował kilkudziesięciu olimpijczyków reprezentujących nasz kraj podczas Zimowych Igrzysk Olimpijskich, m.in. w Alberville czy Calgary.

− Podhale Nowy Targ to wizytówka polskiego hokeja i najbardziej utytułowany klub w historii rozgrywek tej dyscypliny sportowej w naszym kraju. Popularne Szarotki w stolicy Podhala, jak i w całej Polsce stanowią coś więcej niż tylko klub, o czym świadczą wierni kibice licznie gromadzący się na trybunach lodowisk w całej Polsce − mówi Marcin Badecki, nowotarżanin, od lat wierny kibic Szarotek. Wśród nich byli m.in. nieżyjący już ks. prałat Andrzej Fryźlewicz pochodzący ze stolicy Podhala. Osobisty sekretarz kard. Franciszka Macharskiego namówił nawet hierarchę do spotkania z hokeistami, a kard. Stanisław Dziwisz oglądał mecz na nowotarskim lodowisku. Nie chciał zdradzić, komu kibicował.

O Szarotkach było głośno, kiedy jeden z zawodników postanowił zostać księdzem. Mowa o ks. Pawle Łukaszce, który przyjęcie prymicyjne wyprawił rzecz jasna na lodowisku. Ku radości gości tafla lodowa była akurat rozmrożona. − Przeżyłem w drużynie wiele ważnych chwil. Były sukcesy i porażki. W sumie w klubie jako zawodnik występowałem 26 lat. Teraz jestem drugim trenerem. Staram się jak najlepiej przekazywać wiedzę i umiejętności − zaznacza Jarosław Różański, jedyny Rycerz Kolumba w Szarotkach, a kto wie, czy nie jedyny w ogóle na świecie hokeista z tej wspólnoty. − Tego nie można na pewno wykluczyć. Jarek do Podhalańskich Rycerzy Kolumba należy od 2010 roku. Zawsze oddany bez reszty każdej naszej akcji − cieszy się współbrat Paweł Put.

− To jest bardzo ciekawa sprawa, bo ani w szatni, ani na lodzie nie afiszuję się z przynależnością do bractwa, a mimo to padają różne pytania – jak to jest z nami, rycerzami? Co daje mi ta wspólnota? Spieszę zawsze z odpowiedziami. Wbrew temu, co mogłoby się wydawać, środowisko sportowe nie jest obojętne na sprawy wiary − podkreśla Jarosław Różański, dzielący obowiązki trenera z wydarzeniami, w których biorą udział Rycerze Kolumba. Często z lodowiska jedzie np. do Ludźmierza.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama