Nowy numer 33/2022 Archiwum

Szansa na szczęście

Pojawienie się Jasia w domu Ani i Wojtka, a Sandry w domu Teresy nie wywróciło ich życia do góry nogami. Te dzieci czekały na miłość i dziś są „chodzącą miłością”. – Dają nam jej jeszcze więcej, niż dostają – mówią ich opiekunowie.

Ania i Wojtek mieli już troje swoich dzieci, gdy na Facebooku przeczytali post koleżanki, która pisała, że pewien uroczy chłopiec z zespołem Downa leży w łóżeczku w domu dziecka, że potrzebuje nieco więcej uwagi niż inne dzieci i że przydałaby mu się dodatkowa rehabilitacja oraz pomoc logopedy. Ziarno w ich sercach zostało zasiane. Dwa miesiące później okazało się, że choć małżonkowie ani razu nie rozmawiali o tym chłopcu, w zasadzie każdego dnia o nim myśleli. Podjęli więc decyzję, że Jaś znajdzie u nich nowy dom. Jak najszybciej. – Przeszliśmy niezbędne szkolenia i najpierw zostaliśmy niezawodową rodziną zastępczą, a później zawodową specjalistyczną rodziną zastępczą. Gdy Jaś z nami zamieszkał, miał 2,5 roku. Teraz ma prawie 7 lat – opowiada Ania. – Początkowo umiał tyle co półroczne dziecko. Rokowania miał słabe: siedział, ale nie potrafił samodzielnie usiąść, nie mówił i nie słyszał. Na szczęście słuch naprawiła operacja i wtedy Jaś zaczął nadrabiać zaległości – dodaje.

Teraz chłopiec mówi, chodzi i każdego dnia robi postępy, bo mając zapewnioną wszechstronną rehabilitację, a nade wszystko mając trójkę starszego rodzeństwa, które bardzo go kocha, wie, że ma się dla kogo starać, rozwijać i pokonywać słabości. – Pojawienie się Jasia nie wywróciło naszego życia do góry nogami, bo u nas zawsze coś się działo. Zespół Downa mieliśmy „oswojony” dzięki tej koleżance, która na FB napisała o Jasiu – ona też wychowuje dziecko z ZD – a szpitale nie były nam obce, bo nasz najmłodszy syn urodził się z poważną wadą serca i dwa lata walczyliśmy o jego życie w Prokocimiu – wspomina Ania.

Przekonuje też, że chłopiec dostał ich serce, a na tę miłość odpowiedział podwójną miłością (bo tak bardzo na nią czekał) i dziś jest „chodzącą miłością”. Miłość jest także słowem kluczem w historii Teresy, która została specjalistyczną rodziną zastępczą dla Sandry. Dziewczynka, która urodziła się z wadą genetyczną oraz niepełnosprawnością fizyczną i intelektualną w stopniu umiarkowanym, nie miała łatwego dzieciństwa. Gdy miała 6 lat, zostawiła ją mama, a tata, choć pewnie chciałby się nią zaopiekować, nie mógł tego zrobić, bo sam jest chory. Sandra najpierw trafiła więc do pogotowia opiekuńczego, a potem do domu pomocy społecznej, bo uznano, że nie ma szans na adopcję. Na szczęście na jej ścieżce pojawiła się Teresa, która pracowała w fundacji pomagającej osobom niepełnosprawnym, a kiedyś była też psychologiem w ośrodku adopcyjnym. Znała więc procedury, a że powoli zaczynała zaprzyjaźniać się z dziewczynką, to postanowiła, że nie pozwoli, by spędziła całe życie w DPS.

Przeszła więc szkolenie i gdy Sandra miała 8 lat, jej los zaczął się odmieniać. – Ja dałam jej szansę na szczęśliwe życie, na miarę jej możliwości, a ona dała mi szansę na bycie mamą, bo swoich dzieci nie miałam, i to bycie zastępczą mamą stało się teraz moim pomysłem na życie – uśmiecha się Teresa. W jej domu Sandra zaczęła się rozwijać. – Choć nie mówi (porozumiewa się za pomocą gestów i emocji), ma wadę wzroku, utrudnione poruszanie się i kilka poważnych schorzeń, małymi krokami pokonuje różne swoje ograniczenia. Rozkwitła! – zapewnia Teresa i zachęca, by nie bać się decyzji o przyjęciu dziecka pod swój dach, bo każde powinno mieć szansę na życie w rodzinie. Także to chore. – Trzeba tylko otworzyć serce, by to dziecko pokochać, zaakceptować jego problemy i zapewnić mu najlepsze warunki, by rozwinęło skrzydła. Satysfakcji z tego, że robi się coś dobrego, nie da się z niczym porównać, a miłość, którą się dostaje, jest bezcenna – podkreśla Teresa.

Niestety, rodzin zastępczych wciąż brakuje, a zgodnie z obowiązującymi przepisami wszystkie dzieci do 10. roku życia (których rodzice nie żyją albo mają trudności we właściwym sprawowaniu opieki nad nimi) powinny być umieszczane w tzw. pieczy zastępczej. Dlatego Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej w Krakowie po raz kolejny apeluje, by zastanowić się nad dokonaniem pewnej zmiany w życiu i odnalezieniem jego nowego sensu. Szczególnie poszukiwane są osoby odpowiedzialne, ciepłe, otwarte, wrażliwe i kochające dzieci. Obecnie w gminie Kraków działają 2 rodzinne domy dziecka oraz 53 zawodowe rodziny zastępcze (w których jeden z rodziców rezygnuje z pracy zawodowej, by opiekować się dziećmi), z czego 17 to rodziny specjalistyczne. Jest też 89 rodzin zastępczych niezawodowych (rodzice pracują zawodowo) oraz 275 spokrewnionych. Ile być powinno? Trudno określić, bo dzieci cały czas przybywa. Chętni proszeni są o kontakt z Zespołem ds. Rodzinnej Pieczy Zastępczej (ul. Na Kozłówce 10, tel. 12 /422 29 94).

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama