Nowy numer 21/2022 Archiwum

O. Osmolovskyy SJ: Skutki wojny będą odczuwalne przez długie lata

- Trudno dziś sobie wyobrazić współistnienie Ukrainy i Rosji po zakończeniu wojny. Rosjanie będą musieli odpowiedzieć za działania swoich przywódców i swoje milczenie - mówi o. Vitaliy Osmolovskyy SJ, koordynator Jezuickiej Pomocy dla Ukrainy.

Ojciec Osmolovskyy po wybuchu wojny w Ukrainie przerwał studia doktoranckie w Stanach Zjednoczonych, by koordynować jezuicką pomoc dla uchodźców. Jest szefem zespołu obejmującego obie polskie prowincje Towarzystwa Jezusowego i jezuickie domy na terenie Ukrainy, gdzie znajdują schronienie uciekinierzy z obszarów ogarniętych wojną.

- Przede wszystkim skupiamy się na tym, by nasza pomoc była długofalowa. Nie wiemy, jak długo potrwa wojna, ale jej skutki będą odczuwalne przez długie lata, dlatego chcemy teraz przygotować podstawy na przyszłość dla ludzi, którym pomagamy - mówi. Działają według trzech wytycznych, czyli pomocy medycznej, pomocy psychologicznej i edukacji.

- Wiele na tym polu robi też państwo polskie. To zadziwiający fenomen, bo nigdy dotąd nie zdarzyło się, żeby w ciągu dwóch miesięcy jakieś państwo przyjęło ok. 3 mln uchodźców i żeby każdy z nich mieszkał w domach prywatnych, wynajmowanych mieszkaniach, we wspólnotach czy stowarzyszeniach religijnych lub pozarządowych. Zwykle uchodźcy są umieszczani w obozach. To zupełnie nowa jakość. Gdy przyjeżdżają do Polski nasi darczyńcy czy przedstawiciele Kurii Generalnej, pytają: "Gdzie są uchodźcy?". Odpowiadam im: "Wszędzie!" - opowiada jezuita.

Jak podkreśla, do tej pory większość ludzi wciąż jest w szoku. - Ten szok wciąż działa. Refleksja zacznie się, gdy wojna się skończy i trzeba będzie tworzyć nowe państwo, nową kulturę, nową tradycję - wyjaśnia. Wojna wzmacnia tożsamość Ukraińców, o czym świadczy fakt, że wiele osób rosyjskojęzycznych zaczyna płynnie mówić po ukraińsku. - To są przedstawiciele świata kultury, showbiznesu, filmu, blogerzy. To mocny znak, którym chcą zamanifestować swoją przynależność - opowiada o. Osmolovskyy.

Jezuita ma w Rosji rodzinę i przyjaciół. Z rodziną utracił kontakt, ale większość przyjaciół z Moskwy i Petersburga jest z nim w łączności. - Przepraszali, przesyłają znaki solidarności i wsparcia, konkretną pomoc dla uchodźców. Nie mogą o tym mówić, ale przeżywają to mocno. Jest im wstyd, ale czują, że nic nie mogą w tej sytuacji zrobić - opowiada. Przyznaje jednak, że są też tacy, którzy nie chcą o tym mówić. Jak podkreśla, trudno dziś sobie wyobrazić współistnienie Ukrainy i Rosji po zakończeniu wojny, bo Rosjanie będą musieli odpowiedzieć za działania swoich przywódców i swoje milczenie.

Od wybuchu wojny jego życie diametralnie się zmieniło. Nadziei szuka w małych życiowych radościach. - W kryzysowych sytuacjach nauczyłem się wyłączać emocje i działać racjonalnie. Upust uczuciom daję tylko wtedy, gdy mam na to przestrzeń i spokój. Wtedy mogę sobie popłakać. Bardzo mi pomaga duchowość jezuicka, która uczy, że jeżeli kiedyś doświadczyłem pocieszenia, to wiem, że ono później również przyjdzie - wyznaje koordynator misji Jezuicka Pomoc dla Ukrainy. Podkreśla, że pomaga mu również judo - sport, który uprawia zawodowo.


O pomocy uchodźcom i ukraińskiej tożsamości o. Vitaliy Osmolovskyy SJ opowiada w wywiadzie, który ukaże się w "Gościu Niedzielnym" nr 19 na 15 maja.

« 1 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama